W odpowiedzi Diukowi
Korona nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów opublikowanych w ramach Parku stołecznego. Opublikuj swój wpis lub film z YouTube.
13 marca 2007 r., 14:20 — książę Piotr Mikołaj h. Wąż
Serdecznie dziękuję Panu Piotrowi diukowi Kościńskiemu za odpowiedź na mój ostatni tekst, którą opublikował na liście dyskusyjnej Księstwa Sarmacji. Nie kryję, iż swój felieton pisałem pod wpływem emocji, więc być może nie wszystko udało mi się przedstawić na tyle jasno, jak tego bym chciał. Zatem - ad rem.Nie zgadzam się z tezą, iż właściwi ludzie są w stanie rozwiązać wszystkie problemy. Tak, prawdą jest, że odpowiedni fachowcy są w stanie działać skutecznie nawet w ramach kiepskiego systemu. Prawdą jest również, że fatalni funkcjonariusze nawet dobry system potrafią rozłożyć na łopatki. Nie oznacza to jednek tego, że system jako taki - a mam tu na myśli obowiązujące procedury - nie ma żadnego znaczenia. Będę twierdził, iż ma on znaczenie decydujące.
Najlepiej będzie, jeżeli wyjaśnię to na przykładzie. Otóż, rozważmy najbardziej banalne sprawy administracyjne - to jest wnioski imigracyjne, wnioski o zapomogi, odpowiedzi na pytania nowych mieszkańców oraz rejestrację przedsiębiorstw. Każdy z tych czterech typów wniosków jest obecnie rozpatrywany inaczej. Wnioski imigracyjne - minister otrzymuje powiadomienie z linkiem na swój adres e-mail, zapomogi - minster sam musi pamiętać o odwiedzaniu strony ze złożonymi wnioskami, pytania od mieszkańców - minister otrzymuje je na skrzynkę, rejestracja firm - minister otrzymuje gotowy do kliknięcia link zawierający dane rejestracyjne, które to nie są z kolei zachowywane w żadnym innym miejscu.
Taki model implikuje kilka spraw. Tylko wnioski imigracyjne i wnioski o zapomogę mogą być rozpatrywane przez więcej, niż jedną osobę - bez ryzyka tego, że nastąpi wielokrotne wykonywanie tych samych czynności. Tylko rozpatrzone wniosek imigracyjny i wniosek o zapomogę znikają z systemu. Zatem, gdyby pytania od mieszkańców i wnioski o rejestrację firm trafiały do więcej, niż jednej osoby, skutkiem mógłby być chaos. Jedna firma mogłaby być zarejestrowana więcej, niż raz, a na swoje pytanie mieszkaniec mógłby otrzymać więcej, niż jedną odpowiedź.
Gdyby powstał prosty (wyjątkowo prosty, kilka godzin pracy...) system bazodanowy - te cztery zadania mógłby wykonywać każdy urzędnik, znający adres strony z tymże systemem. Widziałby on od razu sprawy oczekujące na reakcję, sprawy rozpatrzone znajdowałyby się w archiwum. Ja sam, często odwiedzając strony sarmackie, mógłbym wykonywać te czynności - nie obawiając się tego, że niechcący wykonam pracę, którą po mnie wykona ktoś inny. Na tym przykładzie widać, jak sądzę, najzupełniej wyraźnie, iż ogromną część procedur administracyjnych - przy odpowiednich rozwiązaniach prawnych i informatycznych - można uprościć w sposób radykalny.
Nie wiem, jakie inne sprawy wymagają wniosków. Nie wiem np. tego, czy w tym momencie rejestracja pojazdów lub budynków jest dokonywana automatycznie, czy też i w tym przypadku dla rejestracji wymagana jest czynność podjęta przez urzędnika. Gdyby jednak tak było, także i te sprawy można załatwiać w ramach zintegrowanego systemu - co ponownie skutkowałoby znacznym wzrostem jakości obsługi klientów administracji państwowej. Dodajmy do tego jeszcze sprawy, powiedzmy, subskrypcji na listę dyskusyjną Księstwa Sarmacji - i mamy kompletny, jak sądzę, obraz.
Ze spraw, które w mojej ocenie wymagają "specjalizacji", na szybko mogę wymienić tylko z jednej strony sprawy wiążące się z dysponowaniem publicznymi pieniędzmi (kredyty, dotacje, subwencje), z drugiej zaś strony - sprawy związane z dysponowaniem publicznym serwerem (konta FTP, subdomeny i bazy danych, konfiguracja skryptów). W tym pierwszym przypadku bowiem, od urzędnika wymaga się bowiem doskonałej orientacji w temacie, w drugim zaś - pojawiają się sprawy z dziedziny nazywanej elegancko bezpieczeństwem narodowym. Pozostałe sprawy są na tyle banalne, że od urzędnika wymaga się przede wszystkim sumienności w pracy i dostatecznego stopnia alfabetyzacji. Broń Boże, nie umniejszam tu tych urzędików - są to bowiem sprawy z punktu widzenia mieszkańców najistotniejsze - ale twierdzę także z pełnym przekonaniem, że mogą takie zadania wykonywać niemal wszyscy.
Toteż, jeżeli rozpatrzymy dwa równo liczne modele (podkreślam, iż używam modelu dla lepszego zarysowania zagadnienia), gdzie w jednym - za cztery zadania odpowiadają czterej urzędnicy, każdy wyłącznie za jedno z nich, a w drugim - za cztery zadania odpowiadają także czterej urzędnicy, ale każdy z nich może wykonać każde z tych zadań, oczywiste jest to, że ten drugi model będzie sprawniejszy. Dlatego, że zniknięcie jednego urzędnika nie spowoduje zauważalnego spadku jakości obsługi klienta administracji. Dlatego też, że pracujący w różnych godzinach urzędnicy mogą skrócić czas reakcji do kilku godzin.
Z powyższych względów, za zbędne uważam funkcjonowanie wyodrębnionych kompetencyjnie urzędów ministerialnych, odpowiedzialnych za zadania li tylko z zakresu podstawowej obsługi administracyjnej. Przy czym, przy dobrym systemie bazodanowym, kontrolowanie pracy takiej służby cywilnej jest banalne - bowiem skrypt jest w stanie sam łatwo obliczyć np. to, na ile wniosków odpowiedział dany urzędnik, a wszystko znajduje się w archiwach na serwerze. Przeciwnie, obecnie nie jesteśmy w stanie np. zbadać treści odpowiedzi udzielanych nowym mieszkańcom, a wnioski o rejestrację przedsiębiorstw się - jak donosi LDKS - gubią.
Rząd wyobrażam sobie w taki sposób, że jest to grono najważniejszych urzędników, którzy reprezentują państwo oraz wykonują prawo - i czynią tylko to. W moim przekonaniu nie jest rolą rządu debatowanie nad tym, ile np. powinna wynosić zapomoga dla nowych mieszkańców, jak ograniczać zjawisko słupów czy w jaki sposób zmieniać system gospodarczy. Są to sprawy właściwe bardziej ustawodawstwu (ustanawianie ogólnych norm), a zatem logiczne byłoby to, iż powinny zostać one przekazane organom legislatywy.
Pisze diuk Kościński, iż tworzenie komisji parlamentarnych byłoby fikcją z uwagi na małą liczebność parlamentu. Nie zgadzam się z tym poglądem, choćby dlatego, że rząd szczęśliwie nie jest liczebniejszy od parlamentu - który obecnie liczy osiemnastu senatorów i posłów. Nie ma skądinąd potrzeby tworzenia komisji parlamentarnych dla każdej dziedziny spraw, którą obecnie zajmuje się rząd. Wyobrażam sobie bowiem, iż np. sprawą ograniczenia zjawiska słupów może zajmować się cała Izba in gremo. Ani na jotę jednak nie zmienia to faktu, iż nie są to zagadnienia z zakresu egzekucji prawa, a z zakresu jego stanowienia. Ma to przy okazji tę zaletę, że o większej liczbie spraw mają okazję dowiedzieć się sami obywatele - obrady Rządu są wszak, najzupełniej słusznie, tajne.
Dla powoływania komisji sejmowych nie ma potrzeby zmiany Konstytucji. Wystarczy do tego w zupełności zmiana Regulaminu Izby Poselskiej. Procedury nie muszą być skomplikowane. (Tu dygresja - nie rozumiem zwyczaju, w myśl którego Marszałkiem Izby Poselskiej powinien być ktoś z opozycji. W Polsce taki zwyczaj nie miał miejsca, nie występuje on także w innych krajach o ugruntowanym ustroju parlamentarnym). Członków komisji parlamentarnych może nominować właśnie Marszałek Izby Poselskiej, jako reprezentant większości parlamentarnej. Komisja byłaby po prostu wyodrębnionym miejscem na forum, gdzie przygotowywano by propozycje zmian z zakresu określonych dziedzin życia publicznego. Żadna to, w moim przekonaniu, komplikacja ustrojowa.
Co zaś do bytów pozornych. Tworzeniem prawa zajmuje się parlament. To, że dany minister ma w kompetencjach np. sferę gospodarczą, nie zmienia w żaden sposób tego, iż jeżeli daną sprawę chce unormować inaczej - potrzebuje do tego najczęściej ustawy. Nie ma różnicy pomiędzy umową koalicyjną przewidującą resort gospodarczy dla partii X, a umową przewidującą dla partii X komisję gospodarczą. Czy tak, czy tak, niekiedy dyscyplina partyjna będzie potrzebna. Chodzi po prostu o czytelny podział obowiązków, wynikający skądinąd z konstytucji i zasady trójpodziału władz. Rząd zajmuje się wykonywaniem prawa, parlament - jego stanowieniem.
Podam także inny przykład przemawiający za parlamentem jako miejscem opracowywania propozycji zmian. Otóż, gdyby nie pomysł Diuka, jaki Diuk przedstawił na liście rządu w kontekście "obywatelstwo sarmackie a obywatelstwo prowincji", byłbym przeciwnikiem łączenia obywatelstwa lokalnego z państwowym. Pomysł był (i pozostaje) świetny w swej prostocie, a nigdy wcześniej się z nim nie spotkałem. Wyobraźmy sobie, iż rząd tworzyłaby inna partia, a zatem Diuka w rządzie by nie było. Wówczas, taki pomysł zapewne zaprezentowany by nie został - co byłoby ze szkodą dla burzy mózgów, jaka jest wspaniałą cechą naszego kraju, wynikającą z jego bogactwa wewnętrznego.
Specjalizacja jest czymś dobrym. Dotyczy to jednak w równym stopniu ludzi (dobry grafik niekoniecznie musi tworzyć dobre technicznie strony internetowe, dobry redaktor - infrastrukturę informatyczną, dobry dyplomata - zajmować się finansami), co instytucji. Ze swej natury, parlament jest stworzony dla debat i snucia planów. Przeciwnie, ze swej natury podobne działania rządu odciągają go od spraw istotnych, a egzekucja prawa jest wszak równie istotna, co jego stanowienie. Skądinąd, gdyby koalicja i opozycja wspólnie rozmawiały w komisjach parlamentarnych, być może uniknęlibyśmy znacznej części bezsensownych sporów...
Sądzę, że rząd sarmacki powinien liczyć czterech ministrów. Ministra Administracji - zwierzchnika służby cywilnej, Ministra Kultury (jeżeli sektor prywatny faktycznie nie radziłby sobie z wspieraniem cennych inicjatyw...), Ministra Spraw Wewnętrznych - obecnego Ministra Samorządu Terytorialnego z dodanymi paroma kompetencjami oraz Ministra Spraw Zagranicznych. Z grona ministrów, jeden pełniłby dodatkowo funkcję zwierzchnika innych ministrów - Ministra-Kanclerza.
Byłoby to ścisłe i wąskie grono, które faktycznie podejmowałoby najważniejsze, bieżące decyzje. Powstałyby również - istotne! - komisje parlamentarne, które zajmowałyby się czynieniem planów na przyszłość oraz kontrolowaniem pracy ministrów w lepszy sposób, aniżeli czyni to obecnie Minister-Kanclerz (nie obecny polityk, markiz Mikołaj, ale przedstawiciel tej samej opcji politycznej, po prostu - tak działa system...). Wyobrażam sobie bowiem, że opozycyjni członkowie komisji np. spraw wewnętrznych z radością dopatrywaliby się wszelkich nieprawidłowości w pracy ministra czy sami zwracaliby jego uwagę na sprawy, którymi - ich zdaniem - powinien się zająć. Obecnie to się rozmywa...
Problemem sarmackiego parlamentu było zwykle to, iż nie korzystał z przyznanych mu uprawnień. Na szczęście, posłowie zaczęli sobie w końcu uświadamiać to, iż ich zadaniem jest aktywne kształtowanie sfery politycznej w naszym kraju - po to wszak zostali wybrani. Sądzę zatem, iż naturalną konsekwencją byłoby uporządkowanie działalności parlamentu (niektóre projekty ustaw są kompletnie pozbawione sensu...) i wyznaczenie mu konkretnych - podobnie, jak i rządowi - obszarów działania.
Czy taki model naprawdę osłabiłby partie? Śmiem twierdzić, że nie.
Informacje o artykule
Artykuł oceniło 1 czytelników. Średnia nota: 5 Artykuł czytano 414 razy.
Komentarze
2007-03-13 18:35 - autor: Karol Marcjan-Chojnacki-Szabelka
VIVAT KSIĄŻĘ! Prawdziwy monarchista powinien ślepo popierać
monarchę i ufać mu bezgranicznie!
2007-03-13 19:25 - autor: Piotr Mikołaj
Nie, nie powinien. Prawdziwy monarchista powinien popierać
monarchę, gdy ten ma rację, oraz zwracać mu uwagę, gdy -
zdaniem monarchisty - racji nie ma. To pisałem ja, realny
monarchista.
2007-03-14 12:31 - autor: Karol Marcjan-Chojnacki-Szabelka
1.To był sarkazm.
2.Książę ty razem rację
niepodważalną ma.
