Cesarskiej relacji ciąg dalszy.
Korona nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów opublikowanych w ramach Parku stołecznego. Opublikuj swój wpis lub film z YouTube.
23 listopada 2007 r., 16:51 — Wojciech bar. Kaczmarczyk h. Toga
Dobra. Dosyć przynudzania, teraz będzie okazje mieli się przekonać jak wyglądała właściwa część imprezy. Były pewne problemy ze znalezieniem Domu Górnika, gdzie mieliśmy spędzić noc, w związku z tym otrzymałem zadanie bieganie o godzinie pierwszej w nocy po niezbyt bezpiecznej okolicy w poszukiwaniu ulicy Wojska Polskiego 100 (dla osób szukających kiedyś noclegu w Katowicach – polecamy tę lokację :D). W międzyczasie (tak zwanym oczywiście) baron Liechtenstein poinformował nas co boli córkę króla Armina Fridericha (pamiętajmy! Zły dotyk boli przez cale życie!). Po wypełnieniu drobnych formalności oraz wpłaceniu całej kwoty awansem otrzymaliśmy wreszcie klucz do cudownego pokoju nr 91 na III piętrze. Jak się okazało następnego dnia, trafiliśmy na przemiłe towarzystwo Cyganów, którzy z samego rana włączają jakieś swoje ludowe melodie, przez co były pewne problemy z dospaniem (nie w przypadku Księcia). A propos – Kwazi uświadomił nas czym różni się cygańska prostytutka od pizzy – pizzę można zamówić bez grzybów. Po zakupieniu w nieodległym sklepie pewnej cieczy w butelce zero-siedem, mogliśmy przystąpić do najważniejszej części tej piątkowo-sobotniej nocy. Zagryzając chlebem z solą (tylko to mieliśmy – udostępnione przez Króla) omawialiśmy sprawy wagi państwowej.
Tego dnia zachowaliśmy jednak powagę jaka przystoi monarchom (PMK & ŁA), byłym monarchom (J), członkom Rodu (KKK) oraz członkom drugiego Rodu (ML). Poszliśmy grzecznie spać ok. godziny czwartej. Niestety kiedy już wszyscy wtarabanili się do swoich łóżek nikomu nie chciało się wstawać i gasić światła. Wielkimi zdolnościami popisał się Nieoceniony Piotr Mikołaj który wykorzystując swe własne buty w charakterze pocisków, a wyłącznik jako cel zgasił za drugim podejściem (jest na to film!). Zapomniałbym dodać że przedtem dokonał aktu striptizu (też jest na to film! Kto da więcej?). Po dobudzeniu się po około 5 godzinach snu stwierdziliśmy że u Cyganów impreza trwa w najlepsze. Jakoś jednak nie mieliśmy ochoty dołączać, a niedługo mają się zjawić kolejni uczestnicy zjazdu i w związku z tym powinniśmy się przenieść do Katowic.
Niestety nie byliśmy w stanie dobudzić pewnego najwyżej postawionego Sarmaty, więc ruszyliśmy na przystanek sami. Tam wsadziłem do środka transportu zbiorowego całą wycieczkę, a sam udałem się do domu – nie na długo oczywiście. Co się działo później – nie wiem. Ale śmiem podejrzewać że uczestnicy zjazdu oddawali się w tym czasie skrajnie teutonofobicznym rozrywkom. Podobno grali w.... cymberGAJA. Zgroza! Kiedy już dołączyłem w godzinach późno południowych na grze w bilard. Mimo moich wezwać do Jego Królewskiej Mości, aby zaprzestał tej teutonożerczej gry, on nic sobie z tego nie robiąc kontynuował. Muszę jednak pochwalić bar. von Liechtensteina jako jedyny oprócz mnie zbojkotował tę rozrywkę (nie licząc Księcia oczywiście, ale on spał).
Zapomniałbym dodać że kiedy ja spokojnie jadłem obiad do wesołej grupki dołączyli: Teutonofob umiarkowany, czasowo prezes PASI oraz jedyny przedstawiciel rodu von Thorn. Oprócz tego naturalnie Kedar i Kaxiu, którzy nocowali w swoich domach. Było już ciemno kiedy w Katowicach zjawił się Książę (jadący dwie godziny, drogą nieco objazdową i z paroma niezaplanowanymi przystankami). Jako że był to dzień meczu Polska – Belgia udaliśmy się do Bohemy (zgarnęliśmy jeszcze po drodze Red-Nacza Sosnowieckiego), gdzie część zainteresowana oglądaniem (a jak się okazało ta grupa była dość spora) mogła to uczynić. Druga część udała się do kilku sklepów celem zakupu towarów przydatnych do konsumpcji podczas zbliżającej się nocy.
Wraz z zakończeniem meczu udaliśmy się do autobusu i tym razem już bez problemów dostaliśmy do naszego „hotelu”. No i wtedy się zaczął bal! Zgodnie ze starą teutońską zasadą: „jak się bawić to się bawić, drzwi wyjebać – nowe wstawić” nikt nie zamierzał tego dnia zachowywać specjalnej abstynencji. Szczególnie że Książę wyjął fantastyczną grę planszową, a i mieliśmy do niej kilka rekwizytów (wino z gatunku Leśny dzban, kaxiowy Krupnik (boski nota bene), krowę oraz Tokaj królewski). Nie będę szczegółowo opisywał przebiegu całej gry. Ba, mogę mieć problemy z opisaniem nocy, dlatego póki co zrezygnuje z porządku chronologicznego.
Nadmienię tylko o kilku sprawach. Po pierwsze – kiedy wyrzuci się szóstkę pole trzynaste jest pechowe („pijesz tyle ile wyrzuciłeś i wracasz na start). Niestety kostka była teutonofobiczna. Po drugie – Kwazi początkowo protestował przeciwko rozpijaniu mu syna – później pod presją grupy z tego zrezygnował. Po trzecie – tym razem mieliśy już suto zastawiony stół, a kiedy wszystkie ogórki zostały wyjedzone ze słoika, woda spod nich zdaje się zużyta do drinków (jak się skoczyła podróbka Red bulla i inne w miarę znośne napoje), to przez okno trzeciego piętra wyleciały wprost na chodnik słoiki i inne mniej tłukące się rzeczy. Ułańską fantazją się popisał ten Ojejbe.
W tym samym czasie zdaje się zamierzałem raz na zawsze wyperswadować Kwaziemu Teutonofobię z głowy – w tym celu wziąłem do ręki krzesło, myśląc że będzie to do tego odpowiedni argument. Niestety Kwazi siedział (leżał?) akurat na swoim łóżku piętrowym, a ja gibkość ruchów miałem już nieco zaburzoną. Za pierwszym razem nogi krzesła przeszły koło żyrandola, za drugim razem jednak szkło się posypało, a Dom Górniaka wzbogacił się o nowy design żyrandola by Jakob (jacyś dobrzy ludzie wymontowali i przynieśli klosz z łazienki [o ile w ogóle to pomieszczenie o niezbyt wysokim standardzie można tak nazwać], jednak nikt nie był w stanie tego zamontować, tak więc nowy żyrandol pewnie leży w dalszym ciągu za szafką w pokoju 91. Pokazałem też młodszym stażem kolegom pewną sztuczkę w łazience. Doprawdy nie spodziewałem się że w stanie wskazującym jestem aż tak zwinny. Raz dwa i już byłem na dolnopłuku i z wysokości prawie trzech metrów chyba (wliczając w to oczywiście mój wzrost) mogłem obserwować wszystkie kabiny (a że akurat ktoś w nich był...).
W ogóle toalety cieszyły się dużym wzięciem. Nie wiem czy jest to odpowiedni temat na stronę główno, ale dzięki Kaxiowi dowiedzieliśmy się że dzięki prostamolowi uno tak prosto być mężczyzną. Kiedy obudziłem się rano nie miałem co prawda kołdry i przykryty byłem tylko prześcieradłem (nieco brudnym...), ale za to dwadzieścia nieodebranych połączeń dawało mi coś do myślenia. Otóż między godziną 5 a 5.30 para królewsko-książęca dobijała się do drzwi naszego pokoju. Niestety od strony zewnętrznej odpadła klamka i w związku z tym mieli małe szanse na wejście. No bo w środku wszyscy już spali. Król Łukasz popisał się wielką erudycją uzyskując od pani z ochrony pęk kluczy do wszystkich pokoi w całym budynku, co pozwoliło mu się dostać do pokoju. A także dostarczyć tam księcia, który nie był chyba w zbyt dobrym stanie. Stan na rano to więc: ubytek dwóch ludzi – Arcyksiążę i Red-Nacz (były oczywiście) ulotnili się niewiadomo kiedy i niewiadomo gdzie; zysk jednego żyrandola oraz jednej szafki (podobno dziedzic Zielnegoboru ją przytachał – skąd? Nie wiem).
Acha – o dwóch rzeczach zapomniałem. Nie pijcie nigdy wódki Ozone („zabawa zaczyna się tu i teraz...”), po którą ktoś udał się w trakcie imprezy (kto? Nie pamiętam...) i poproście Księcia o próbkę jego możliwości wokalnych. Kiedy o 3 w nocy śpiewał „Piechota, ta szara piechota” naprawdę się wzruszyłem.... Rano dowiedziałem się że przez znakomitą większość nocy (tą przespaną oczywiście) integrowałem się w jednym łóżku z Ojkiem (podobno tak działa tabletka gwałtu...), później go podobno wypędziłem (przepraszam!) i Książę zyskał towarzysza od łoża. Widać ktoś tu gustuje w koronowanych głowach. Zachowaliśmy się bardzo kulturalnie bo rano posprzątaliśmy całe szkło z podłogi, zostawiliśmy butelki Cyganom (w skupie podobno nieźle płacą), a także drobny napiwek dla obsługi (~20 gr), po czym udaliśmy się na przystanek, gdzie większość wsiadła do spóźnionego autobusu i pojechała do Katowic. Ja natomiast wróciłem już do domu. Co się działo w Katowicach dalej? Nie mam pojęcia. Pytajcie innych. Jakie są konkluzje? Z niecierpliwością czekam na następne takie spotkanie! Ślę z tego miejsca pozdrowienia dla wszystkich dzielnych uczestników mini-zjazdu. Do zobaczenia!
Informacje o artykule
Artykuł oceniło 2 czytelników. Średnia nota: 5 Artykuł czytano 415 razy.
Komentarze
2007-11-23 17:20 - autor: Wojciech bar. "Kaxiu" Kaczmarczyk
mala poprawka do tego co napisal Jakob. On dowiodl jak dziala prostanol uno, ja jedynie odkrylem ze nie trzeba chodzic az do lazienki po drugiej stronie korytarza ;)
2007-11-23 18:07 - autor: Piotr Mikołaj
A ja sobie dopiero po relacji przypomniałem fakt podróży do portierni celem zorganizowania klucza. Rację ma Cesarz, nie byłem w zbyt dobrym stanie. Bez "chyba". ;-)
2007-11-23 18:46 - autor: Wojciech bar. "Kaxiu" Kaczmarczyk
Pamietam ze rano zaskoczylo mnie, ze spisz na siedzaco majac 2/3 lozka wolnego:D
2007-11-23 18:57 - autor: Wojciech bar. "Kaxiu" Kaczmarczyk
i sie do mnie na gg odezwij o mnie czyms musisz przekupic chyba;)
2007-11-23 18:57 - autor: Piotr Mikołaj
Ja? :-)
2007-11-23 19:09 - autor: Wojciech bar. "Kaxiu" Kaczmarczyk
i sie do mnie na gg odezwij o mnie czyms musisz przekupic chyba;)
2007-11-23 19:13 - autor: Wojciech bar. "Kaxiu" Kaczmarczyk
ta strona nie jest do konca kompatybilna z windowsem CE. tak ty.
2007-11-23 19:26 - autor: Michał bar. Sosnowiecki
Hehe, pokój rzeczywiście nie wyglądał dobrze :-D. Ale co sę dzwić po takiej grze :-D
2007-11-23 19:28 - autor: Wojciech bar. "Kaxiu" Kaczmarczyk
w ogole gdzie tego ozona dostaliscie, ja po nim do teraz mam przepite oczy z wygladu...
2007-11-23 19:44 - autor: Piotr Mikołaj
Naprzeciw, naprzeciw. A tow. baron się tylko chichrał.
2007-11-23 20:30 - autor: Bartosz kaw. "Ojebejbe" von Thorn - Mackiewicz
Była jeszcze Finlandia, no ale fundusze mocno ograniczone... I tak do pseudoredbulla dołożyłem ;P A ekscesy nocne są niezapomniane :D
