Cocteau powiedział kiedyś, że dramatem naszej epoki jest to, że głupota zabrała się do myślenia. Takie właśnie przaśne produkty ludzi, którzy po mózg mieli pod górkę, zobaczyć można w „Austro-Węgierskim Niecodzienniku Krytycznym”.
W poprzednim numerze AWNK redaktorzyna tłumaczył, dlaczego Sarmacja jest do dupy. Dziś natomiast wyłuszcza podobne zastosowania Rotrii, przytaczając myśli Karola Marksa (zm. 63l.) i sypiąc mięsnymi epitetami (nie omieszkał oczywiście i Sarmatów określić Tępymi i Ciemnymi. Przez duże PT). Musimy jednak przyznać, że jesteśmy pod wrażeniem. Kilka tysięcy znaków i nie uświadczyliśmy żadnego prawdziwie męskiego określenia! Są co prawda imbecyle, tępi idioci, suczysyny (ze spacją!), żałosny twór, ociemniały bęcwał, Jego Nic Nieznacząca (bez spacji!) Chciwość, wchodzący w dupy ciemniak, pseudokatolik i sporo trzykropków. Ale czegoś tu brakuje, czegoś, co ukoronowałoby tę żenadyzującą kakofonię. Co byłoby dobitnym potwierdzeniem słów „jeśli myślisz, że to jest śmieszne, sam jesteś śmieszny”. I tego nie znajdujemy, jednocześnie doceniając wysiłek autora, który nałożył najwyraźniej na swój szczeniaczopyskaty pysk oralny pas cnoty a z kluczyka zrobił origami. Sęk w tym, że kluczyk do jego rozumu też gdzieś się zapodział.
