Heeeeelooooł, maders, sisters, braders end ksciencies! Zapraszamy na ciąg dalszy kontynuacji kolejnej rundy walki o pas federacji TRIŻAL! Pielucha z ringu usprzątnięta, zatem? let?s fajt!
RUNDA TRZECIA
I znów ruszyli! Teuton okrąża powoli przeciwnika, teraz obaj są naprzeciwko swoich stanowisk. Patrzą, patrzą przez zalewającą ich oczodoły krew to na zmasakrowaną twarz przeciwnika, to na żądną masakry facjatę trenera adwersarza. Publiczność szaleje, domaga się krwi. Nie, kochani, nie! To już nie bokserzy. To są gladiatorzy!
O kuuuurrrrr? Ale mu przypreclił! Sarmacky wykorzystał chwilę uśpienia i z całym impetem runął na zbity pysk Teutona. Ten cios nie zabiłby krowy. Zabiłby całe ich stado i jeszcze uszkodził pobliską oborę.
Owszem, z pozoru uderzenie nie było wyrafinowane. Dla przeciętnego kibica ot, pierdolnięcie. Jednakowóż eksperci i sami zawodnicy wiedzą, że tuż nad żuchwą, po lewej stronie, każdy ma taki guzek. Przy tym guzku jest wgłębienie. A kilkanaście milimetrów na prawo od niego jest nerw. Jego podrażnienie powoduje niewyobrażalny ból, zamroczenie, puszczenie zwieraczy i niejednokrotnie kończyło walki. Takie trafienia mają na swoim koncie tylko bokserscy poeci!
Zamroczony von Teuton popuścił i instynktownie trzasł lewym sierpowym. Cios jednak był chybiony i po chwili zawodnik musiał zwinąć żagle.
Nie ma co się dziwić. Po takiej koparze nawet Stalowemu Sylwkowi zabrakłoby inwencji.
Już jutro relacja z czwartej rundy tego pasjonującego, rozgotowującego krew w żyłach i makaron w rosole pojedynku! Zostańcie z nami!
