Rozmiar: 87746 bajtów

 

MENU
 
Home
Historia
Kultura
Lokalizacja
Noclegi
hotele
Rozrywka
Inne miasta
inne miasta
dodaj miasto
Kontakt




O Siostrze Katarzynie

Jest w Toruniu miejsce, które nazywa się Trzeposz lub Treposz, gdzie dawno temu stał młyn zbożowy. Mieszkał tam młynarz ze swą żoną oraz z wesołą i milutką córką Katarzyną. Ponieważ matka Kasi wcześnie zmarła, młynarz ożenił się po raz drugi. Niestety młoda, ale złośliwa macocha nie lubiła dziewczynki. Ojciec co prawda starał się bronić Kasię przed atakami swej awanturniczej żony, ale i tak w krótkim czasie stworzyła ona na swym Trzeposzu istne piekło. W końcu zmarł również ojciec dziewczynki, a dla Kasi nastały ciężkie dni. Jej macocha wyszła powtórnie za mąż i teraz oboje z mężem znęcali się nad dorastającą panną, zaganiając ją do ciężkiej pracy o suchym chlebie i wodzie. Nie mogła już nawet sypiać w swoim dawnym łóżku, w puchowej pościeli, tylko na twardym klepisku.
Pewnej nocy dziewczynkę zbudziło wołanie o pomoc. W świetle księżyca ujrzała ona, że ulubiony kot macochy trzyma w pazurach małą myszkę, która prosiła ludzkim głosem o pomoc. Kasia natychmiast uwolniła ją z łap kocura, nie wiedziała jednak, że całą tę scenę obserwowała macocha, która zaraz następnego dnia za karę wypędziła biedną sierotkę z domu jej ojca.
Katarzyna udała się więc do Torunia, do bram klasztoru Panien Benedyktynek i została przyjęta do tego konwentu. Zaczęła pracować w kuchni i była szczęśliwa, gdyż odpowiadało jej bardzo życie zakonne. Jednak po pewnym czasie nastały bardzo trudne dni, tak dla miasta, jak i dla klasztoru. Toruń nawiedziły zarazy spowodowane brakiem urodzajów i głodem. Głód i śmierć zaglądały do domów wszystkich mieszkańców, a szczególnie tych uboższych. Klasztorne spiżarnie opustoszały i siostry niestety nie były w stanie dopomóc tym najbiedniejszym wołającym pod murami klasztornymi o chleb.
Pewnej nocy siostra Katarzyna usłyszała głos wypowiadający jej imię. Rozbudzona zobaczyła przy sobie małą myszkę, tę samą, którą kiedyś uratowała z pazurów złego kota, ale tym razem myszka miała na głowie lśniącą złotą koronę. Okazało się, że był to mysi król, który przyszedł odwdzięczyć się za uratowanie mu życia. Zaprowadził on Katarzynę do klasztornych piwnic i wskazał dawno zapomniane pomieszczenia, w których zgromadzone były olbrzymie; skrzynie z piernikowym ciastem. Pokazując jej te zapasy powiedział:
"Oto twoja nagroda Kasiu. Będziesz mogła się nią podzielić z głodującymi i nigdy twoje imię nie będzie zapomniane". Po tych słowach mysi król odszedł, a Kasia ochoczo zabrała się do pracy, aby wczesnym rankiem móc obdarować wszystkich głodujących smacznym piernikiem. Siostra Katarzyna wycinała z piernikowego ciasta różne figury, między innymi pierniki w kształcie połączonych ze sobą sześciu medalionów, które po upieczeniu stworzyły niespotykany dotąd kształt.
Wczesnym rankiem Panny Benedyktynki otworzyły klasztorną furtę i wypiekami siostry Katarzyny nakarmiły wszystkich głodujących mieszkańców. Kiedy ludzie zaspokoili pierwszy głód zaczęli się zastanawiać nad tym, skąd się wzięły tak pyszne pierniki, skoro od dawna w mieście i klasztorze panował głód. Zastanawiano się także nad dziwnym kształtem i nazwą pewnego piernika, który przypominał sześć połączonych ze sobą medalionów. Zapytano więc przełożoną klasztoru, kto przygotował tak smaczne wypieki. Odpowiedź była jedna: Siostra Katarzyna! Tak więc wieść o dobrej siostrze, która jak mówiono potrafi czynić cuda, obiegła całe miasto. Na pamiątkę piernik, który wymyśliła zaczęto od jej imienia nazywać "katarzynką".

Benon Frąckowski
"Legendy i opowieści historyczne o Toruniu"


Agencja Reklamowo-Wydawnicza 2005