|
| MENU |
| | | | |
 |  | Home |
 |  | Historia |
 |  | Kultura |
 |  | Lokalizacja |
 |  | Noclegi |
 |  | Rozrywka |
 |  | Inne miasta |
 |  | Kontakt |
|
|
O toruńskim piernikarzu Mikołaju Czanie
Żył w Toruniu pewien mistrz piekarski, który wypiekał bardzo smaczny chleb. Pracował u niego młody czeladnik o imieniu Mikołaj. Cieszył się on dobrą opinią u mistrza, gdyż potrafił tak zarobić ciasto chlebowe, jak żaden inny czeladnik w mieście.
Pewnego dnia Mikołaj poczuł się bardzo źle, ledwie stał na nogach, ale pracodawca, mimo iż cenił jego pracę był bardzo surowy. Nie pozwolił mu pójść do domu i położyć się do łóżka, gdyż chleb był potrzebny na dzień targowy. Chcąc nie chcąc Mikołaj musiał przystąpić do pracy. Z powodu wysokiej gorączki nie pracował tak, jak zwykle i przez pomyłkę zamiast dodać do ciasta odpowiednią ilość wody, wlał miodu z konwi stojącej obok. Ciasto chlebowe stało się przez to ciemniejsze i na dodatek słodkie. Kiedy rano mistrz pojawił się w warsztacie i zobaczył ciemne ciasto bardzo się zdenerwował i zagroził czeladnikowi, iż każe go wychłostać i wypędzić z miasta, jeśli tylko straci przez niego choć jednego klienta. Na próżno Mikołaj się tłumaczył i przepraszał. Piekarz był niewzruszony. Powiedział tylko: "Nie obchodzi mnie, co zrobisz z tym ciastem. Możesz z niego wycinać małpy i sowy, ważne, abyś swój towar sprzedał".
Pozostał Mikołaj w pracowni sam ze słodkim ciastem i postanowił pójść za radą swego mistrza. Zaczął więc je wałkować i wycinać z niego zabawne zwierzątka i inne postaci, które następnie wypiekał w piecu. Kiedy już wszystko było gotowe przed kościołem farnym pw. św. Jana ustawił mały stragan i na tym straganie począł sprzedawać słodkie małpy i sowy. Jako pierwsze te dziwne wypieki dostrzegły wszędobylskie dzieci, które wraz z rodzicami odwiedzały kościół. Ponieważ nigdy dotąd nie widziały takich dziwolągów prosiły rodziców, aby kupili im to osiołka, to kotka, to konika, lub jeszcze inną figurkę. Gdy tylko posmakowały tych niesamowitych wypieków okazało się, że są nie tylko ładne, ale i słodkie. Tak rozeszła się wieść o smacznych ciasteczkach, które sprzedawał młody czeladnik przed kościołem w Toruniu. Dzieci coraz częściej przychodziły i kupowały te słodkie figurki.
Kiedy zaś surowy mistrz dowiedział się, jakim powodzenie cieszy się ciasto przyrządzone przez jego pracownika, poszedł do Mikołaja i pogodził się z nim. Powiedział: "Odtąd będziesz wypiekał u mnie te piernikowe sowy i małpy, a ja zapewnię ci pracę do końca moich dni". I od tego czasu mistrz z czeladnikiem wypiekali tylko słodkie ciasta, do których zaczęli dodawać przyprawy korzenne, takie jak: goździki, cynamon, pieprz, imbir i gałka muszkatołowa, a nawet słodkie migdały oraz smaczne skórki cytrynowe i pomarańczowe. Mieszkańcy Torunia nie wiedząc, jak nazwać te słodki ciasteczka zaczęli mówić o nich pieprzne ciastka, czyli pierniki, gdyż smak ich był rzeczywiście pierny. Mikołaj zaś co chwilkę wymyślał nowe kształty dla tych smakołyków, aby każdego dnia zadziwić toruńczyków czymś nowym i niespotykanym. W takich to okolicznościach, można powiedzieć, że przez przypadek, narodził się toruński piernik, a czeladnik Mikołaj stał się pierwszym piernikarzem, który nie tylko wymyślił nowe ciasto, ale i nadał mu nowe, niespotykane dotąd kształty. Z czasem zaś zaczęto wykonywać formy drewniane i wyciskać z nich różne pierniki.
Po śmierci mistrza czeladnik Mikołaj objął jego warsztat i sam został mistrzem - pierwszym mistrzem piernikarskim. Od tego czasu zaczęto go nazywać Mikołaj Czan lub Nikolas Czan od nazwy jednej z przypraw korzennych, których używał, a która nazywała się "czanek".
Benon Frąckowski
"Legendy i opowieści historyczne o Toruniu"
|