Rozmiar: 87746 bajtów

 

MENU
 
Home
Historia
Kultura
Lokalizacja
Noclegi
Rozrywka
Inne miasta
inne miasta
dodaj miasto
Kontakt




O piernikarzu i jego córce Katarzynie

Od niepamiętnych czasów Toruń słynie z wypieku smacznych pierników. Trudno dziś stwierdzić, kto pierwszy zmieszał mąkę żytnią z miodem i przyprawami korzennymi, czyniąc w ten sposób pierwsze piernikowe ciasto. Wiadomo, że już przed wiekami wypiekiem pierników trudniło się wielu mistrzów toruńskich. Ponieważ konkurencja na rynku piernikarskim była bardzo silna, każdy z nich starał się by jego wypieki były jak najlepsze i najładniejsze. Doszło do tego, że piernikarz nie tylko po mistrzowsku przyrządzał ciasto, ale musiał być także wybitnym snycerzem wykonującym w drewnie przedziwne formy piernikowe.
Wielu było piernikarzy w Toruniu, a wśród nich jeden, który cieszył się szczególną popularnością mieszkańców miasta. Był to bowiem człek dobry, wesoły, chętnie pomagający drugim i żyjący z innymi w przyjaźni. Jego bardzo smaczne pierniki były również względnie tanie, tak że mogła sobie na nie pozwolić uboższa ludność miasta. Niejednokrotnie mistrz rozdawał swe wypieki biednym, aby i oni, szczególnie w czasie świąt, nie byli głodni. Miał ten mistrz córkę imieniem Katarzyna. Dziewczynka była bardzo podobna do ojca i posiadała przymioty jego charakteru, a ponieważ nie miała matki, większą część czasu spędzała z ojcem przyglądając się jego pracy. Pewnego razu mistrz zapadł na ciężką chorobę. Jednak dopóki mógł nadal wypiekał piernikowe ciasto, wiedział bowiem, że wystarczy na chwilkę przerwać pracę, a już jego miejsce na rynku zajmie ktoś inny, a jeśli straci swoich klientów, straci tym samym możliwość utrzymania siebie i córki. Niestety w końcu choroba zwyciężyła i piernikarz nie mógł już podnieść się z łóżka. Wówczas przywołał do siebie swą córkę Kasię prosząc, aby ona postarała się wypiec pierniki. Kasia, która już od dawna patrzyła z obawą na chorego ojca starając się we wszystkim mu pomagać, chętnie przystała na tę propozycję. Pobiegła do warsztatu i przypominając sobie czynności, jakie wykonywał zwykle ojciec, jego sposobem przyrządziła piernikowe ciasto. Nie mogła tylko znaleźć piernikowych form wyrzeźbionych przez ojca. Ponieważ nie chciała zasmucać ojca, a sama rzeźbić jeszcze nie potrafiła, wzięła cynowy kubeczek i wycięła nim z ciasta okrągłe medaliony. Następnie ułożyła je obok siebie po 6 sztuk w taki sposób, że blisko siebie znajdowały się po trzy pary medalionów. Tak przygotowane ciasto włożyła do pieca. Kiedy już wyłożyła na stół upieczone pierniki zobaczyła, że medaliony zlepiły się tworząc dziwny kształt. Zaniepokojona zaniosła je ojcu. Ten zasmucił się nieco z obawy, że nikt nie zechce kupić tak dziwnych pierników, nie chcąc jednak sprawiać przykrości córce kazał je sprzedać.
Wśród mieszkańców Torunia dawno rozeszła się wieść o chorobie dobrego piernikarza. Kiedy więc ujrzeli jego córkę z piernikami, wszyscy pomyśleli, że mistrz wraca do zdrowia. Jednak Kasia opowiedziała, że tato nadal leży chory i ona, aby mu pomóc sama wypiekła pierniki. Wtedy wszyscy tym bardziej poczęli zakupywać je u dziewczynki, chcąc w ten sposób wynagrodzić jej pracę. Jednak, każdy kto posmakował Kasinego przysmaku musiał stwierdzić, iż takich pierników dotąd nie jadł. Zastanawiali się więc wszyscy nad tajemnicą ich smaku, ale nikt nie potrafił odgadnąć dlaczego są tak dobre. Tylko jedna stara przekupka toruńska powiedziała: "Pierniki Kasi są tak dobre, ponieważ oprócz mąki, miodu i przypraw w przygotowanie ciasta piernikowego włożyła ona całe swoje serce i miłość do ojca". Spodobało się to tłumaczenie mieszkańcom Torunia. Postanowili oni zatem wypieczone przez Kasię pierniki w kształcie 6 połączonych ze sobą medalionów nazwać na cześć dziewczyny "Katarzynkami ".
I tak od wieków pierniki toruńskie długo jeszcze będą kojarzy się przede wszystkim z ciastkami zwanymi "Katarzynkami".

Benon Frąckowski
"Legendy i opowieści historyczne o Toruniu"


Agencja Reklamowo-Wydawnicza 2005