
|
|
Dom Fariona
Roku
pa艅skiego 1272 zachorza艂 wielce ksi膮偶臋 W艂odzimierz. Mimo i偶
na dw贸r jego ca艂e rzesze felczer贸w przybywa艂o, to krew mu
upuszczaj膮c, to ma艣ciami smaruj膮c, Ksi膮偶臋 z dnia na dzie艅 z
si艂 opada艂. W ko艅cu 偶ona jego, kobieta niezbyt roztropna, lecz i
nie g艂upia przecie us艂yszawszy opowie艣膰 o wied藕mie gdzie艣 w
borach mieszkaj膮cej i o tym, 偶e wszyscy ch艂opi z ca艂ej okolicy u
niej si臋 lecz膮 pos艂a膰 go艅c贸w po bab臋 kaza艂a. S艂udzy ksi臋cia
d艂ugo M膮drej Kobiety (jak o niej posp贸lstwo m贸wi艂o) szukali.
lecz grosz dooko艂a sypi膮c nie byle jaki w ko艅cu do baby trafili.
Dziwna to by艂a kobieta. Wygl膮da艂a na lat 70, lecz w oczy jej nikt
ze s艂u偶by ksi膮偶臋cej spojrze膰 nie 艣mia艂. Bo w oczach tych m膮dro艣膰
i cierpienie wiek贸w ca艂ych odnale藕膰 by艂o mo偶na. I posz艂a
kobieta ona do dworu ksi臋cia, i wyj艣膰 z jego komnaty wszyscy
musieli. Co tam czyni艂a nikt nie wiedzia艂. 艣piew tylko stamt膮d
dochodzi艂 jakowy艣 i zapach kadzid艂a. A po nocy ca艂ej wrota
komnaty si臋 rozwar艂y, i ksi膮偶臋 w nich stan膮艂. S艂aby by艂
bardzo, lecz na w艂asnych nogach, czego ju偶 lat kilka czyni膰 nie m贸g艂.
Za nim Baba ona wysz艂a, a ksi膮偶臋 pok艂oni膰 si臋 jej raczy艂. Po
naleganiach ksi臋cia kobieta blisko Grodziska dom zbudowa膰 sobie
kaza艂a, bo w mie艣cie jak m贸wi艂a mieszka膰 nie mo偶e, bo wilgo膰
za wielka , lecz ka偶dy wiedzia艂, 偶e miejsce w kt贸rym dom wiedzmy
stan膮艂 zwyk艂ym nie by艂o. Wody podobno jakowe p艂yn臋艂y pod nim,
ale nikt tego wiedzie膰 na pewno nie m贸g艂. I 偶y艂a w nim m膮dra
kobieta wieki ca艂e pono膰, lecz ni jednej zmarszczki na jej twarzy
nie przyby艂o. A wszyscy w mie艣cie u niej leczy膰 si臋 pocz臋li, bo
cuda czyni膰 podobno mog艂a, i b贸le jak r臋k膮 odj膮艂 mija艂y
zaraz po wyj艣ciu z jej chaty. Roku pewnego biskup Bart艂omiej za
spraw膮 medyk贸w, z us艂ug kt贸rych nikt lata ca艂e korzysta膰 nie
chcia艂 o czary Bab臋 oskar偶y艂, i na stosie spali膰 kaza艂. Lecz
mieszczanie wdzi臋czni jej za opiek臋 przed gwardi膮 do chaty
wpadli, i na r臋kach od 艣mierci niechybnej unie艣li. Dok膮d? Tego
nikt si臋 dowiedzie膰 nie mia艂. Lecz jeszcze d艂ugo po tym gdy jaki
cierpi膮cy obok szcz膮tk贸w chaty stan膮艂, i troch臋 ziarna czy jag贸d
pod drzwi rzuci艂 to b贸le wszelkie n臋ka膰 go przestawa艂y.
W wieku XV za panowania hrabiego Unis艂awa s艂awny
mag - Farion - przyby艂 do Grodziska. Uczty wielkie wtedy odbywa膰
si臋 mia艂y w pa艂acu Unis艂awa. Na takiej to uczcie mia艂 si臋
czarownik dowiedzie膰 pono膰, o Babie onegdaj mieszkaj膮cej przy
grodzie. Dnia nast臋pnego wszyscy widzie膰 mieli, jak Farion z wahad艂em
jakim wok贸艂 grodu chodzi i sam do siebie mruczy. Dopiero wieczorem
z 艂膮k wr贸ci艂, i od razu do Unis艂awa si臋 uda艂. Tam, pomoc sw膮
zaproponowa艂 hrabiemu, a w zamian wiele nie chcia艂. 艁膮ki
zaledwie kawa艂ek, gdzie i tak niczego pr贸cz zielska ma艣ci r贸偶nej
nie by艂o. Unis艂aw zgodzi艂 si臋, lecz szybko tego 偶a艂owa膰 mia艂
zacz膮膰. Dnia nast臋pnego tumany mg艂y jakowej艣 okolic臋 przykry艂y,
i cho膰 wiatr silny dmucha艂 nijak rozwia膰 jej nie m贸g艂. I tak na
艂膮kach mg艂a dziwna siedem dni sta艂a. A gdy 贸smego opad艂膮
wreszcie, oczom wszystkich budynek urody niezwyk艂ej si臋 ukaza艂.
Budynek trzy pi臋tra mia艂, gdzie dwa pierwsze - mniejsze za dom
bogatego kupca uchodzi膰 by mog艂y, lecz trzecie... Sala balowa to
by艂a, jak p贸藕niej si臋 okaza艂o. Pod艂ogi marmurem wysadzone by艂y,
a sufit i 艣ciany lustrami ze szlifowanego kryszta艂u, co wra偶enie
niewyobra偶alnej wielko艣ci dawa艂o bawi膮cym si臋 w 艣rodku. Okna
pot臋偶ne jak m贸wiono tyle 艣wiat艂a wpuszcza艂y, 偶e przy pe艂ni
ksi臋偶yca 艣wiec pali膰 nie by艂o trzeba. I 偶y艂 tam Farion lat
wiele, wielkie bale nocami wydaj膮c, a w dzie艅 leczy膰 ludzi pocz膮艂,
bo magiem by艂 wielkim, a serce jego jeszcze wi臋ksze by艂o, wi臋c
wszystkim pomaga艂 w ko艂o. I ludzie m贸wi膰 pocz臋li. 呕e jest
wnukiem M膮drej Kobiety, kt贸ra wieki temu w tym samym miejscu
mieszka艂a, i ludzi tak jak Farion czarami leczy艂a. Mija艂y lata.
Miasto coraz to bli偶ej Domu Fariona (bo tak mieszczanie zwykli o
budynku tym m贸wi膰) granice mia艂o. W ko艅cu ju偶 jednego, czy dw贸ch
do granic posiad艂o艣ci maga brakowa艂o. Lecz 偶aden z dom贸w, cho膰
mistrz贸w wielu w mie艣cie by艂o, tak pi臋knym nie by艂. W oczy to
ku膰 co niekt贸rych zacz臋艂o, i gdy jednej nocy Farion bal dla
swych przyjaci贸艂 wydawa艂 Banda zb贸j贸w naj臋tych przez
zazdrosnych na dom ten najecha艂a i spali膰 chcia艂a. Gospodarz o
naj艣ciu si臋 zorientowa艂 gdy zb贸je ogie艅 ju偶 pod艂o偶yli, wi臋c
uj艣膰 nie mia艂 dok膮d. Okno wi臋c tylko otworzy艂, przez kt贸re
posta膰 jego by艂o wida膰 ca艂膮 i krzykn膮艂: - Tyle dobra dla was
czyni艂em, a wy mnie jako lisa z domu mego ogniem wykurzy膰 chcecie?
Domu mego wam si臋 zachcia艂o? G艂upcy... nigdy go mie膰 nie b臋dziecie.
A oczy wasze do ko艅ca dni miasta gry藕膰 jego widok b臋dzie... Gdy
to powiedzia艂 jasno艣膰 wielka zapanowa艂a wok贸艂 domu, a gdy opad艂a
艣ladu po biesiadnikach ju偶 nie by艂o. Lecz nikt nigdy w domu owym
mieszka膰 nie m贸g艂, cho膰 wielu chciwych pr贸bowa艂o. Pono膰, gdy
noc zapada, orkiestra walca gra膰 zaczyna, a w 艣rodku wida膰
postacie w strojach balowych ta艅cz膮ce wok贸艂 suto zastawionych
sto艂贸w. A dom ten, cho膰 nie remontowany przez wieki ca艂e, tak pi臋kny
jak za czas贸w Unis艂awa, na skraju miasta stoi, a mieszka膰 w nim
tylko biedni i bezdomni mog膮, co wielk膮 z艂o艣膰 w艣r贸d mo偶nych
mieszka艅c贸w Grodziska budzi.
Incisive
|