Ksi笨阠e Miasto Grodzisk

Herb Grodziska

Wprowadzenie Historia
Zabytki Plan miasta
Informacje W砤dze
Wydarzenia
Aktualna pogoda w Grodzisku
Lochy grodziskie

Lochy Grodziskie - jeden z korytarzyRoku Pa艅skiego 1723, w wigili臋 艢wi臋ta Zmar艂ych jak zawsze oporz膮dzi膰 krypt臋 艢wi臋tego Jerzego poszed艂em. Jakie偶 przera偶enie moje by艂o, gdy kurz z posadzki samotrze膰 podnosi膰 si臋 zacz膮艂, a wiatr zimny po krzy偶u zawia艂. Nieuczonym cz艂ekiem jestem, lecz wiem, 偶e dnia onego zmar艂e dusze krzywdy 偶ywym nie czyni膮, wi臋c zdziwienie moje tym wi臋ksze by艂o.

Rozejrza艂em si臋 przeto i poczu艂em, 偶e ch艂odem od krypty biskupa Olgierda II zwanego Krwawym (z powodu prze艣ladowa艅 jakie ten za magi臋 czarn膮 za 偶ycia swego prowadzi艂) bije. W艂os mi d臋ba stan膮艂, bo po cz艂eku onym za 偶ycia wszystkiego spodziewa膰 si臋 mo偶na by艂o, wi臋c i po 艣mierci co zrobi takowy przewidzie膰 nie by艂o mo偶na. Po chwili szpar臋 niewielk膮 za krypt膮 ujrza艂em, i ulg臋 wielk膮 poczu艂em, bo wiedzia艂em z razu, 偶e to z niej w艂a艣nie ch艂odem bije. Zaciekawiony okrutnie za r贸g grobu biskupa z si艂 ca艂ych poci膮gn膮艂em, a szpara z 艂omotem kamienia po kamieniu sun膮cego na tyle si臋 powi臋kszy艂a, 偶e do 艣rodka (cho膰 z trudem) zmie艣ci膰 si臋 mog艂em. Gdy lamp膮 sw膮 oliwn膮 o艣wietli艂em dziur臋 oczom moim korytarz ciosany w skale si臋 ukaza艂 wysoki na dziewi臋膰 st贸p, a tak d艂ugi, 偶e ko艅ca jego w stanie dostrzec nie by艂em. Niewiele si臋 zastanawiaj膮c do 艣rodka wszed艂em, a wtedy krypta za mn膮 czy to za spraw膮 przeci膮gu, czy z艂ych mocy na miejsce swe si臋 ustawi艂a. Przesun膮膰 jej w stanie nie by艂em, wi臋c tylko w jednym kierunku droga moja wie艣膰 mog艂a.

Poszed艂em tedy do przodu g艂upot臋 swa przeklinaj膮c w duchu. Po kilku jardach korytarz rozszerza膰 si臋 zacz膮艂, a 艣ciany jakby w mniejszym po艣piechu kute by艂y. bo co raz to g艂adsze, a偶 w ko艅cu na pierwsze kolumny si臋 natkn膮艂em kt贸re niew膮tpliwie podtrzymywa膰 powa艂臋 lochu mia艂y, bo korytarz ju偶 ko艂o czterdziestu st贸p szeroko艣ci m贸g艂 mie膰, a jak wysoki by艂, tego dostrzec nie mog艂em. Kolumny one co st贸p dwadzie艣cia ustawione by艂y, po sze艣膰dziesi膮t cztery w rz臋dzie. A jako 偶e przy 艣cianie szed艂em by drogi nie zmyli膰, to z przera偶eniem stwierdzi艂em, 偶e co dwa rz臋dy pomniejszy korytarz w bok odchodzi. Lecz w korytarze te wej艣膰 si臋 ba艂em, bo odg艂osy dziwne z nich dochodzi艂y, i oczy 艣wiec膮ce wyda艂o mi si臋 偶e widz臋. W ko艅cu korytarz zw臋偶a膰 si臋 pocz膮艂, a偶 w ko艅cu do swych pierwotnych rozmiar贸w doszed艂. Chwa艂a budowniczym za to, bo serce ze strachu w gardle ju偶 mia艂em, a teraz 艣ciany i sufit przy 艣wietle mej lampy widz膮c jako艣 pewniej si臋 czu艂em.

Wiele mil korytarzem onym przeszed艂em odga艂臋zie艅 tyle mijaj膮c, 偶e rachub臋 dawno straci艂em. A loch ku do艂owi opada膰 zacz膮艂, i r臋k臋 ludzk膮 coraz to trudniej na 艣cianach dostrzec mo偶na by艂o. Na koniec pewnym ju偶 by艂em, 偶e korytarz kt贸rym id臋 dzie艂em natury by膰 musi. Sople z kamienia tak grube, 偶e w dw贸ch ch艂opa obj膮膰 by trudno by艂o z sufitu do ziemi zwisa膰 pocz臋艂y, wi臋c stare jak sam 艣wiat w oczach moich by艂y. Co gorsza siark膮 czu膰 by艂o od czasu jakiego, wi臋c pewny ju偶 by艂em, 偶e do piek艂a mnie ciekawo艣膰 zaprowadzi艂a w ko艅cu. Korytarz kt贸rym szed艂em to rozszerza艂 si臋 do rozmiar贸w jakie poj臋cie moje przekracza艂y, to zw臋偶a艂 si臋 zn贸w tak, 偶e obawia艂em si臋 ju偶 o to, 偶e przej艣膰 nie b臋d臋 w stanie. A zapach siarki coraz to mocniej w piersi dusi艂. W ko艅cu gdy ju偶 my艣la艂em, 偶e w piekle samym jestem, korytarz rozdwaja艂 si臋, i ku mojej rado艣ci z jednej z odn贸g przysi膮c bym m贸g艂 powietrzem 艣wie偶ym powia艂o.

Nie patrz膮c na nic, ile si艂 w starczych mych nogach jeszcze by艂o, za powietrzem 艣wie偶ym gna膰 pocz膮艂em, i po 膰wier膰 mili 偶yw ledwo, 艣wiat艂o z ulg膮 wielk膮 ujrza艂em. Gdy do ko艅ca korytarza doszed艂em i przez otw贸r wyjrza艂em okaza艂o si臋 偶e nad samum brzegiem morza jestem, wiele mil od miasta mego. Jak tylko si艂y odzyska艂em na piachu przybrze偶nym jak na najlepszym pos艂aniu le偶膮c, do ksi臋cia mego z nowin膮 poszed艂em, a ten zaraz ekspedycj臋 z gwardii swej wystosowa艂, i do loch贸w pos艂a艂. Ludzie ci przez dwa dni po lochach onych b艂膮dzili, a z sze艣ciu 艣mia艂k贸w tylko jeden mia艂 wr贸ci膰. Rzeczy niemo偶ebne on prawi艂 o tym, 偶e lochy te do ka偶dego domu podobno id膮, a s艂ycha膰 w nich nawet szept domownik贸w, 偶e zwierz piekielny co niekt贸rych korytarzy pilnuje (a na dow贸d rany na ciele pokaza艂) i ludzi to na strz臋py rozrywa, to w kamie艅 zmienia, lub 艣piewem anielskim do zguby prowadzi.

Wszystkim s艂uchaczom w艂os na g艂owie d臋ba stan膮, a ksi膮偶臋 zamy艣li膰 si臋 raczy艂 g艂臋boko. Po czasie jakim ockn膮艂 si臋 z zadumy, i przed krypt膮 biskupa Olgierda 艣cian臋 grub膮 na sze艣膰 st贸p postawi膰 kaza艂, a mnie wzi膮wszy na stron臋, i sakiewk臋 ze z艂otem szczerym wsun膮wszy za po艂y kapoty mojej, s艂owem zakaza艂 m贸wi膰 o drugim wyj艣ciu z loch贸w, a tym bardziej kogo tam prowadzi膰. Ile szcz臋艣cia mia艂em 偶e z loch贸w sam z 偶yciem uszed艂em dobrze wiedzia艂em. A zamiaru wraca膰 tam nigdy w 偶yciu nie mia艂em. I tylko podobno ksi膮偶臋 nasz tajemnice loch贸w poznawszy z pa艂acu swego niespodziewanie znika艂, by w miejscu najmniej oczekiwanym si臋 pojawi膰.

Incisive

Quam bonum in unum habitare...