






|
26 kwietnia 2005
::: Pustki w polskich kinach
6 milionów widzów odwiedziło polskie kina w pierwszym
kwartale 2005 roku. O połowę mniej niż przed rokiem. Kwiecień zapowiada się jeszcze słabiej
- pisze w "Rzeczpospolitej" Barbara Hollender. Przebojem sezonu okazał się
film dla dzieci - "Kubuś i Hefalumpy".
Drugie miejsce zajął "Aleksander" Olivera Stone'a,
ale jego wynik jest znacznie poniżej oczekiwań. Żaden tytuł z dziesiątki nie zbliżył
się nawet do granicy miliona widzów, a wynik 300-tysięczny zapewniał wejście do
pierwszej piątki.
Polacy najchętniej wybierali się na filmy przygodowo-sensacyjne w rodzaju "Skarbu
narodów" czy "Ocean's Twelve: Dogrywka", komedie jak "Poznaj moich
rodziców" i "Hitch, najlepszy doradca przeciętnego faceta", lekki obraz
"Zatańcz ze mną", wreszcie kino w stylu "Matriksa" -
"Constantine" - podsumowuje początek roku w polskich kinach Barbara Hollender.
Przez trzy ostatnie lata frekwencję kinową napędzały dwa wielkie przeboje "Władca
Pierścieni" i "Harry Potter". W ubiegłym roku, gdy do tego zestawu doszła
jeszcze "Pasja", padły rekordy.
Pierwszy kwartał 2005 potwierdził, że bez hitów hollywoodzkich frekwencja spada bardzo
drastycznie. A przecież były w tym czasie na ekranach obrazy wyśmienite. Triumfator
ostatniej edycji Oscarów "Za wszelką cenę" Eastwooda zgromadził - nie do
uwierzenia - zaledwie 160 tysięcy widzów. Niewiele lepiej poszło głośnemu
"Aviatorowi" Scorsese. Hollywood złotej ery i cała plejada gwiazd z Leonardem
DiCaprio na czele zdołała przyciągnąć tylko 200 tysięcy osób. Nie okazał się dla
widzów magnesem Ray Charles - 25 tysięcy widzów na obrazie "Ray" to klęska.
"Marzycielowi" nie pomógł nawet Oscar Jana A. P. Kaczmarka: 134-tysięczna
frekwencja to wynik mierny - pisze publicystka "Rzeczpospolitej".
O odbiorze kina europejskiego aż wstyd pisać. Dwa wybitne i ogromnie utytułowane filmy
- "Vera Drake" Mike'a Leigh i wyróżniony Europejską Nagrodą Filmową "Głową
w mur" Fatiha Akina - nie miały nawet 10 tysięcy widzów, a zdobywca Oscara,
"W stronę morza" Amenabara, zdołał zainteresować zaledwie 42 tysiące osób
- zauważa Barbara Hollender.
Nie wzbudza ciekawości polskie kino. Ani niezależne: "Tulipany" Jacka Borcucha
obejrzało 12 tysięcy osób, "W dół kolorowym wzgórzem" Przemysława
Wojcieszka - 499 osób (!). Ani to z gwiazdami: "Trzeci" Jana Hryniaka z
Kondratem, Cielecką i Poniedziałkiem zgromadził niespełna 30 tysięcy widzów -
opisuje sytuację polskiego kina Barbara Hollender.
Czy więc, ciesząc się z ubiegłorocznej 33-milionowej frekwencji, zbyt wcześnie uznaliśmy,
że "Polacy wrócili do kin" - zastanawia się publicystka.
"Poprzedni rok wydaje się ewenementem, a nie początkiem trendu" - mówi
dystrybutor Piotr Reisch (SPI).
"Ludzie nie mają pieniędzy i kino przegrywa z innymi sposobami spędzania wolnego
czasu: Internetem, telewizją, z pubem" - dodaje dystrybutor.
Arkadiusz Pragłowski, szef Warner Bros Poland, od lat powtarza, że w Polsce bilety do
kina są za drogie. Dzisiaj ma to dodatkowy aspekt: czteroosobowa rodzina za obejrzenie
filmu w kinie zapłaci 80 - 100 zł. Za kilka miesięcy ten sam film obejrzy na płycie
DVD, wypożyczonej za 10 - 12 zł.
Szefowa polskiego UIP (United International Pictures), Urszula Malska, wspomina też o
braku nawyku chodzenia do kina. Uważa, że potrzeba jeszcze 10 - 15 lat, by multipleksy
zaczęły osiągać znaczące zyski.
Prawdą jest, że gros pieniędzy zostawiają w kasach kin warszawiacy. Stanowią oni 5%
populacji Polski, a "wypracowują" 30% dochodów dystrybutorów. Czy tylko
dlatego, że to tutaj jest najwięcej nowoczesnych kin wielosalowych? Malska twierdzi, że
nie. Bo są miasta, gdzie również działają multipleksy, a na seanse premierowych filmów
przychodzi po 10 osób.
Wracamy więc do tego samego zaklętego kręgu: możliwości finansowych i nawyku
chodzenia do kina, zwłaszcza na filmy ambitniejsze. Jeśli nie zadbamy o edukację
kulturalną młodzieży, a sztukę będziemy traktować po macoszemu, to za jakiś czas
kina trzeba będzie przekształcać w sklepy i puby - gorzko konkluduje na łamach
"Rzeczpospolitej" Barbara Hollender.
Zebrał,
Wiktor hrabia Szpunar
COPYRIGHT 2005 Prawa zastrzeżone przez Avistaka dla
Księstwa Sarmacji. |
 |