W grodziskiej knajpie

2011-03-27 | Autor: Karolina «Caro» von Lichtenstein Ilosc komentarzy5 Ilość ocen0

Praca na Olimpiadę Sztuki z działu epika.

Dokładnie o godzinie szesnastej w całym Grodzisku rozległy się dzwony, zwiastujące koniec pracy w fabrykach na obrzeżach miasta. Jeden z wielu zadowolonych robotników, którzy stworzyli tłum wylewający się z fabryk, imieniem Jan Nowosarmacki, ruszył w stronę najbliższej knajpy - tak jak i większość jego kolegów z pracy, którzy nie mieli żon i dzieci.

Wszedłszy do środka, rozejrzał się po pomieszczeniu. Większość stolików była zajęta przez jego kolegów, on jednak nie miał ochoty na to, aby dołączyć do nich. Ich sprośne żarty zawsze, nie wiedzieć czemu, krępowały go.

- Tu jest wołne miejsce - nagle usłyszał. Odwrócił się, aby zweryfikować, czy wiadomość była przeznaczona dla niego. Ujrzawszy dwie persony siedzące przy stoliku i między nimi wolne trzecie krzesło, uznał że istotnie mówiły one do niego. Podszedłszy, przedstawił się i zasiadł razem z nimi.
Zanim zdążył zamówić piwo i czipsy, dowiedział się już, że jeden z jego rozmówców jest rodowitym Scholandczykiem, ale trudni się kupiectwem, zaś w Sarmacji znalazł się po usłyszeniu o tym, że w regionie Poddębic mogą występować cenne surowce.

- No, chciałem mieć tam jak najbliżej, żeby jako piełwszy mieć wszystkie wiadomości - rozwodził się Scholandczyk. - No i wylądowałem w hotelu tuż obok. Nie powiem, że szczuły tam są, ale jakość wciąż nie najlepsza - wzruszył ramionami, popijając piwo. - Tłudno się mówi, zostanę tu jeszcze tylko pałę dni i ruszam do Scholopolis, gdzie czeka na mnie intłatny intełes.
- Ano, menedżer tego hotelu to wielki ignorant. To znaczy, gorszy niż sto czterdzieści cztery zwykłych ignorantów - przytaknął Terkorczyk, który przebywał w Grodzisku jako radny Czarnolasu, chcąc wybadać, w jaki sposób się rozwija Grodzisk, i przenieść parę pomysłów do swojego miasta. - Po prostu pierwszy kandydat do naturalnej selekcji negatywnej. Poprosiłem pokojówkę o to, żeby mnie obudziła o siódmej. Obudziła o siódmej wieczorem. Zrobiłem jej awanturę i chciałem rozmawiać z menedżerem. Przyszedł. Cóż, powiem tyle, że gdy wyszedł z pokoju, wniósł do niego dużo radości.
- A pan, panie Nowsałmacki, czemu pracuje w fabłyce, a nie zaczepi się gdzieś, nie wiem, w biurze? - zagaił Scholandczyk.
- Lubię tę pracę - wzruszył Jan ramionami.
- A co tu jest do lubienia? - zaperzył się Czarnolesianin? - Cały dzień stać przy taśmie? Co pan właściwie robi?
- No, pakuję produkty w opakowania.
- No właśnie, pakowanie produktów w opakowania. To stawianie sobie niskich standardów moralnych i jeszcze ich niewypełnianie. Pan, panie Nowosarmacki, powinien zostać radnym, czy to w Grodzisku, czy to w Czarnolesie. Bo musi pan wiedzieć, że ja co roku wyjeżdżam na wakacje na Tropikanę! - chcąc podkreślić wagę jego wypowiedzi, uderzył pięścią o stół, czym omalże nie spowodował rozlania swojej lampki wina.
- No, no - zacmokał Scholandczyk. - Ja co pół łoku jadę do Biednej Republiki Samundy na dwa tygodnie odpoczynku. To jest znacznie więcej, niż ofełuje ten pański Czałnolas.
- Ja tam wolę wziąć sobie raz na rok urlop i pomieszkać w Grodzisku - cicho stwierdził robotnik.
- A co to za mieszkanie w stolicy? - zaperzył się radny. - Stolica to jest brud, kurz i pył, proszę panów!
- A Czarnolas to niewielkie miasto? - skontrował Scholandczyk. - Nie ma tam kurzu, pyłu? No to pan ślepy jest!
- Ooo - uniósł się Terkorczyk. - Pan chyba ma dwa mózgi, z czego jeden się zgubił, a drugi go poszedł szukać! No, bo to po prostu skandal, żeby mówić, że w Czarnolesie jest choćby najmniejsza kropelka pyłu! Tam jest czysto, proszę pana, czysto! Ja mogę panu pokazać miasto, nie ma sprawy, tylko żeby pan przestał opowiadać bzdury!
- O, pan nie widział Scholopolis. To dopiero piękne, duże miasto bez pyłku. Ostatnio, jak tam przejechały bizony z Okoczii, to nic się nie stało! Nic! - kupcowi błyszczały oczy.

W ten sposób trzej panowie spędzili cały wieczór, przekonując się nawzajem o świetności swoich małych ojczyzn. Gdy nadeszła godzina dziesiąta, kupiec wstał od stołu, uzasadniając to koniecznością porannej pobudki. Nacisnąwszy klamkę drzwi, zawahał się. Po chwili wrócił do swoich rozmówców.

- Muszę się wam do czegoś przyznać - spuścił wzrok. - Okłamałem was. Mam ułlop tylko co dwa lata, jeśli nie rzadziej. Zależy.
- Nie szkodzi - radny podniósł się z siedzenia. - Tak naprawdę to Czarnolas jest bardzo zanieczyszczony. Dlatego przyjechałem do Grodziska, żeby zobaczyć, jak tu walczą z tym problemem.
Na to wstał też robotnik.
- Cóż, ja w ogóle nie mam urlopów. Chyba że zdrowotny - przyznał się. Panowie spojrzeli po sobie, każdy ze zdumioną miną.
- Wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy kłamcami - stwierdził Czarnolesianin.
- Nie, to my jesteśmy kłamcami. Pan jest politykiem - skontrował Scholandczyk.

Komentarze

Karolina "Caro" von Lichtenstein, dnia 2011-03-27 00:30:09 napisal:
Z góry przepraszam za formatowanie. Najzwyczajniej zapomniałam o HTMLu.
Iwan "" Karakachanow, dnia 2011-03-27 17:49:46 napisal:
Ale drogie komęcie... Bym napisał coś konkretniej, bym miał kilka rad, ale zaraz zaczną krzyczeć, że traktuję innych z góry, więc jeśli to Autorkę interesuje zapraszam na gg czy jakoś tam. W ogóle bardzo mnie cieszy, że komuś się chce pisać, w Sarmacji za mało się pisuje.
Kedar "Kedar" via Margończyk, dnia 2011-03-29 07:57:30 napisal:
W miarę możliwości poprawione kodowanie :)
Karolina "Caro" von Lichtenstein, dnia 2011-03-29 19:25:00 napisal:
Dziękuję bardzo! :)
Rhadmor "" Ravendorff-Marcjan-Chojnacki, dnia 2011-04-02 18:00:22 napisal:
Błąd geograficzny : Nie istnieje żadna "Biedna Republika Samundy".

Dodaj własny komentarz (20 lt):