Muzeum Walki z Gelloństwem

Eugeniusz Batat (1909-1979)

Eugeniusz Batat z ziemniakiem

Hodowca kartofli z zielnyborskich przedmieść. Do historii przeszedł jako ten, który wyhodowanym przez siebie kartoflem zabił trzy gellońskie krowy, które nieopatrznie weszły na jego pole i zdeptały kilka grządek. Oto jego wspomnienia zanotowane przed laty: "Te potwory wlazły na moje piękne ziemniaczki, bulwy jeszcze się dobrze nie rozwinęły, a ci mordercy je -płacze- zadeptali. Takie niewinne kartofelki to były, nie czekałem długo, porwałem jakiegoś zepsutego już ziemniaczka i rzuciłem się z wrzaskiem na te krówska. Sam nie wiem w jaki sposób ja je zabiłem. Po chwili leżały martwe. To zawołałem sąsiada, chwyciliśmy te śmierdzące trupy, wrzuciliśmy na wóz i pojechali my do gospodarstwa tego gellońca co tych krów był właścicielem, rzucili my mu te krowy, do studni. Się okazało, że następnego dnio, cała gellońska rodzina ledwo żywa! Zatruli się wodą ze studni!"

Tak, dzielny Eugeniusz Batat i jego sąsiad Ignacy Bulwa, pomścili 3.5 grządki kartofli. Do końca swojego życia, pan Eugeniusz był honorowym gościem na wszystkich okolicznych uroczystościach. Otrzymał także tytuł honorowego Członka Towarzystwa Kartoflanego, za ofiarność i odwagę, ku chwale kartofli i Teutonizmu. Po prawej wykonane przed laty zdjęcie, najpierw czarno białe potem koloryzowane, pana Eugeniusza z ziemniakiem. Dosyć wymownie, daje do zrozumienia w jaki sposób ziemniakiem można wybić trzy krowy.

Jarosław Chmiel (1899-1956)

Jarosław Chmiel

Znany piwosz pochodzący ze Srebrnego Rogu. W historii walki z gelloństwem, zapisał się jako super-piwosz. Na swoim koncie odnotował zniszczenie 44 gelońskich budek z piwem. Zginął śmiercią bohaterską i tragiczną, ostatnie chwile Jarosława wspomina jego przyjaciel Stanisław: "Jarek, działał bardzo sprytnie, najpierw rzucał się na budkę, wypijał wszystko co mógł a potem ją niszczył". Pewnego dnia, po zniszczeniu dwóch budek, jego uwagę zwróciła taka, nowo postawiona gellońska wypchana alkoholem, budowla. W pijackim szale rzucił się na nią, jednak, z racji zaburzonej percepcji nie zauważył podniesionego włazu kanalizacyjnego, wpadł tam i uderzył głową w betonową ściankę, zginął na miejscu. Na pogrzebie pana Jarosława Chmiela, zebrał się kwiat Teutońskich miłośników piwa. Odśpiewali oni, Odę do Kufla, po czym pożegnali swojego przyjaciela, stałego bywalca barów i pubów.

Dziadzio Maczuga (1900-2001)

Maczuga Dziadzia

Długoletni opiekun i nauczyciel dzieci. Dziadzio pokazywał młodym jak należy lać gellona. Wykształcił całe pokolenia bojowników o wolność i Teutonizm. Jego słynną bronią była maczuga, wpisał się na listę rekordzistów, w laniu diuka. Dziadzio opowiadał, że Teutonizm wyniósł z domu, od swojego dziadka, słynnego producenta klatek żelaznych Ludwika Żelaźniaka. Wspomina Dziadzio Maczuga: "Ludwik Żelaźniak, czyli mój dziadek pewnego dnia pokazał mi jak należy chwytać gellona w sidła. Stało się to moją inspiracją na całe życie. Następnego ranka, kiedy bawiłem się na poletku rodziców, przebrzydły nastoletni gelloniec zabrał mi wiaderko. Z płaczem pobiegłem do dziadka. Ten wytarł mi łzy, wręczył ciężki żelazny drąg i nakazał biec za napastnikiem. Dopadłem go w lesie, odebrałem wiaderko i lałem, aż przeprosi". Najciekawsze, jest, że owy nastoletni gelloński wyrostek okazał się być spokrewniony z ojcem diuka. Słynna dziadziowska Maczuga, jest jednym z najcenniejszych zbiorów naszego muzeum.

Dziadziunio odszedł od nas w wandnym roku 2001. Nauczyciel, przyjaciel, bojownik o Teutonizm. Człowiek wielkiego serca. Swoją maczugą kilkakrotnie zmuszał diuka do przeprosin. W walce używał buta, do historii przeszedł jako rekordzista w paleniu gellońskich domostw. Jego pas odbił się na pośladkach milionów niegrzecznych, gellońskich dzieci. Jeszcze dzień przed swą śmiercią ganiał za gelloństwem. O Dziadziu nigdy nei zapomnimy - Cześć jego pamięci!

Jan Kanty Dwa-Bażanty - (1950-2006)

Jan Kanty to sprzedawca sznurowadeł ze Złotego Grodu. Jego ulubionym zajęciem jest niszczenie konkurencji. Pierwszego zniszczenia gellońskiego kramu ze sznurówkami dokonał w wieku 35 lat, od tego czasu była to jego pasja. Dwa-Bażanty jest jednym z uczniów Dziadziusia Maczugii. Nieoficjalne statystyki podają, że sznurówki Jana Kantego były ponad kilkusetkrotnie wykorzystywane jako broń do walki z ludnością gellońską. Służyły przede wszystkim do zapychania rur wydechowych gellońskich aut, aczkolwiek zdażały się również przypadki sprzedawania szukowadeł Jana Kantego jako makaron do spagetti. Podobno po odpowiednim przygotowaniu i konserwacji mogły nawet służyć jako prowizoryczne szpady.

Bracia Ribbentropowie

Świniak Zygmunt

Mało o nich wiemy, nie znamy ich imion, ani dat urodzenia i śmierci. Jednak w historii zapisali się złotymi zgłoskami. Otóż bracia Ribbentropowie dokonali śmiałego ataku na ludność gellońską zgromadzoną na jarmarku. Niektórzy podają, że Ribbentropów było 7, inni, że 8. W każdym razie ci bohaterscy chłopcy najpierw wjechali w ciżbę zgromadzonych ludzi wozem drabiniastym ciągniętym przez świniaka Zygmunta. Następnie dwóch wypadło z wozu i pałkami zaczeli lać kogo popadnie. Reszta braci ruszyła dalej. Zygmuntowi obiecano dodatkowe korytko, więc z werwą rzucił się ku sklepikowi z pamiątkami, Ribbentropowie wyskoczyli z wozu spodziewając się śmierci zwierzęcia pociągowego, jednak świniak tak uderzył w ścianę sklepu, że ta pokruszyła się i rozpadła w drobny mak. Zygmunt w szale rozpędził się w ogrodzenie i nigdy więcej nie ujrzał swych właścicieli. Po latach okazało się, że został prezesem międzynarodowego przedsiębiorstwa zajmującego się wyrobem korytek. Bracia walczyli dzielnie, jednak zostali stratowani pod naporem atakujących, udało im się jednak zbiec z miejsca zdarzenia. Prawdopodobnie po swoim spektakularnym ataku zmienili tożsamość i zamieszkali w różnych częściach Teutonii.