Bitwa pod Taurią 1382 roku
<strong>Piotr Jabłoński</strong>
<strong>
Bitwa pod Tauria 1382 roku</strong>
Praca doktorska przedłożona na Wydziale Historii Scholandii Królewskiego Uniwersytetu Scholandzkiego w Scholopolis. Napisana pod kierunkiem JOK prof. dr dr net. Aleva van Dowskiego Rektora Królewskiego Uniwersytetu Scholandii.
<strong>
I Tlo historyczne i przyczyny bitwy
</strong>
Przed przejściem do opisu samej bitwy wypadałoby choć w paru zdaniach streścić to co wydarzyło się przed nią. Do około 1280 roku trwał podbój Delty. Toczyły się walki pomiędzy deltyjskimi plemionami o hegemonię. Przewagę zdołali uzyskać Forenowie,starożytne plemię zamieszkujące deltę Borysfenesa.Posiadali olbrzymie zasoby ludzkie, silną gospodarkę opartą na rolnictwie i dochodowym handlu. Forenowie zdołali pokonać plemiona koczowników Sahanów, którzy zamieszkiwali Stepy Proftazji. Gdy wodzem Forenów został małoletni wówczas Amalohad (przejął władzę w 1347 roku) ten sam los spotkał Somedów. Na Deltę w tym czasie czyhało wielkie niebezpieczeństwo z zewnątrz, była nim Scholia. Królowa Scholii Alamelda I (1329–1367), dążyła do podboju całej Delty. Ciągłe walki pomiędzy wrogimi sobie Deltyjczykami a plemionami Arden stwarzały na północnej granicy Scholii poczucie zagrożenia co przeszkadzało w handlu, a także w dostarczaniu surowców dla prężnie rozwijającego się wczesnego przemysłu Scholii, a szczególnie dla manufaktur Scholopolis. W roku 1348 Scholia podbiła większość terenów Delty, zamieszkiwanych przez Rutenów, Italów i Berylów. Jednak Plemiona deltyjskie wciąż się buntowały, co zmuszało Scholię do pozostawienia na terenach Delty wojska. W tym samym roku plemiona deltyjskie zawarły sojusz wojskowy, mający ich zjednoczyć przeciwko Alamaleldzie I. Po śmierci Alameldy I w roku 1367, królową Scholii została jej córka, Alamelda II (1368–1390). Chciała kontynuować dzieło swojej matki i dokonać całkowitego podboju Delty. W tym czasie w Scholii panował kryzys gospodarczy, który był spowodowany ciągłymi buntami deltyjczyków. Alamelda II starała się wprowadzić nowe podatki, lecz nie zgodził się na to Parlament. Kryzys gospodarczy doprowadził do zmniejszenia wydatków na wojsko, a skutkiem tego była zbliżająca się długimi krokami bitwa.
<strong>II Przed rozpoczeciem bitwy
</strong>
Nadszedł w końcu 1382 rok. Jak się później okazało był to rok przełomowy. Zanim jednak doszło do owego przełomu, plemiona deltyjskie na czele z Amalohadem stoczyły krwawą bitwę ze scholijską armią pod miastem Tauria. Rok ten obie strony zaczęły od przygotowań do batali. Wyczekiwano końca zimy by móc rozpocząć ostateczne starcie. Świetnie przygotowana armia scholijska pochodziła w większości z najmu. Królowie Scholii powoływali do walki w większości żołnierzy najemnych – zawierano kontrakt z dowódcą oddziału, który dostarczał żołnierzy wraz z wyposażeniem. Z kolei Parlament opierał się na oddziałach milicji miejskiej, rekrutowanej przede wszystkim z mieszkańców Scholopolis. Zdecydowano się więc na połączenie milicji miejskiej z oddziałami żołnierzy najemnych, którzy mieli przesądzić o wyniku bitwy. Scholijski kronikarz Joachim tak opisał przygotowania deltyjczyków do bitwy: ,, Wódz Forenów, Amalohad zdecydował się zorganizować naradę wśród wodzów wszystkich plemion Amfiktionii Deltyjskiej. On też został jednogłośnie wybrany na głównodowodzącego zjednoczonych wojsk. Każde plemię zobowiązało się do wystawienia określonej liczby żołnierzy.''
Przygotowanie armii Amifktionii Deltyjskiej było nieporównywalnie gorsze od tego jakie posiadali żołnierze scholijscy. Począwszy od uzbrojenia, skończywszy na zorganizowaniu wojska, które to po stronie scholijskiej było naprawdę godne podziwu. Armia Scholijska składała się w przeważającej ilości z żołnierzy zawodowych, zaś armia Amiktionii Deltyjskiej z ochotników, którzy nie posiadali odpowiedniego przeszkolenia. Amalohad, był wybitnym strategiem, który niejednokrotnie pokazał swe wielkie zdolności jako dowódca, deltyjczycy mieli więc kompetentego dowódce, którego stać było na odniesienie sukcesu w starciu ze scholijczykami. Nastała w końcu wiosna, wojska scholijskie po przeglądzie swoich sił w Scholopolis, zbierały się do wymarszu. Już za kilka dni miały się roztrzygnąć losy Delty. Obie strony starały się zaczerpnąć informacji o stanie liczebnym przeciwnika. Wysyłano małe oddziały zwiadowcze, które miały ocenić dokładne pozycje nieprzyjacielskich wojsk. W większości przypadków oddziały te nie zdołały wypełnić swoich misji, gdyż dość szybko zostały niszczone. W tej batali oczywiste było, iż to scholijska armia będzie rozdawać karty, plemiona deltyjskie znalazły się w pozycji defensywnej. Na czele wojsk scholijskich stanął mąż Królowej Scholii, Król Amennor. Nie był on wybitnym strategiem, lecz miał już doświadczenie w boju. Scholijska armia liczyła łącznie około 38 tysięcy żołnierzy. Z tego około 70 % liczyły oddziały wojsk najemnych, a tylko 30 % liczyli ochotnicy i milicja miejska. Armia dowodzona przez Alahomada mogła liczyć na około 55 tysięcy żołnierzy, z czego tylko 30 % mogło uznać się za żołnierzy już zaprawionych w boju. Pozostałe 70 % było ochotnikami, którzy zdecydowali się na wypełnienie patriotycznego obowiązku i stanięcie do boju w sytuacji zagrożenia. W teorii przewagę liczebną miała więc armia zjednoczonych plemion deltyjskich, ale była to tylko pozorna przewaga. Scholijska armia wyruszyła 8 kwietnia ze Scholopolis w kierunku swojej północnej granicy. Armia była dobrze zaopatrzona, nie brakowało jej żywności, która była zawsze na czas dostarczana w dostatecznych ilościach. W armii panował wielki optymizm. Amennor starał się jednak nieco ochłodzić ich świetne nastroje, przestrzegając przez zlekceważaniem wojsk deltyjskich. Marsz przebiegał w szybkim tempie, żołnierze szli w 3 kolumnach. Kolumną, która szła na samym przedzie dowodził brat Amennora, hrabia Omar. Drugą kolumnę tworzył trzon scholijskiej armii, złożony z najlepszych żołnierzy którymi dowodził zasłużony przywódca, generał Wilhelm. Na końcu, w trzeciej kolumnie szła milicja obywatelska i stosunkowo niewielki oddział wojsk pomocniczych , mający chronić głównodowodzącego Amennora. 19 kwietnia scholijska armia dotarła do północnej granicy. Tam zatrzymali się na 2 dni w celu obrania odpowiedniej strategii. W tym czasie, po drugiej stronie granicy, zjednoczone wojska otrzymały ostatnie rozkazy od swego wodza, i czekały na moment w którym scholijczycy ruszą w ich kierunku. Ta słynna i jakże krwawa bitwa, miała odbyć się pod Taurią, miastem znajdującym się niedaleko granicy scholijsko – deltyjskiej.
<strong>III Bitwa pod Tauria, opis i przebieg
</strong>
21 kwietnia, wojska scholjskie dotarły w okolice Taurii. Tak tę chwilę wspomina Joachim w swojej kronice: ,,Gdy dzień zaczął wschodzić, wódz deltyjskiej armii Amalohad zwołał naradę dowódców, wywodzących się ze wszystkich zjednoczonych plemion deltyjskich. Wspolnie przygotowali proklamację, która miała na celu zwiększenie morale armii:Żołnierze ! Oto bitwa, która pozwoli nam uwolnić się od jarzma cierpienia ! Teraz zwycięstwo zależy tylko od was;potrzebujemy go. Od was tylko zależy czy następne pokolenia będą mogły opowiedzieć o każdym z was: Był uczestnikiem tej wielkiej bitwy pod murami Taurii !. Ta krótka i jakże dosadna proklamacja została entuzjastycznie przyjęta przez armię – twierdził generał Berengariusz ''. Amalohad zajął pozycję na wzniesieniu, znajdującym się tuż u bram miasta skąd mógł obserwować ruchy nieprzyjaciela, a także ocenić jego liczebność. Zdecydował, że właśnie tutaj w Taurii, dokąd przybył wraz ze swoją armią 5 dni wcześniej, ustanowi swój punkt dowodzenia. Wojska scholijskie zatrzymały się w całkiem niedalekiej odległości od Taurii. Oddziały zwiadowcze doniosły o tym, że właśnie tam zatrzymało się wojsko deltyjskie. Wódz scholijczyków, Amennor również zdecydował się na pozostanie w niedalekiej odległości od Taurii, by móc jeszcze dokładniej przemyśleć plan ataku. Gdy wódz naczelny wojsk deltyjskich przejeżdżał obok biwaku jednego z oddziałów Forenów,cytując Joachima rzekł: ,, Żołnierze, dziś przypadnie wam w udziale obrona ojczystego kraju; musicie służyc wiernie i szczerze do ostatniej kropli krwi''. Mijały godziny, a dalej nic się nie działo. Amalohad był zdziwiony brakiem jakiegolwiek ruchu ze strony scholijczyków. Ci jednak nie próżnowali. W kwaterze głównej wszyscy dowódcy pracowali nad przygotowaniem odpowiedniej strategii ataku. Jak się poźniej okazało, w dniu tym nie doszło do starcia. Amalohad żądał czujności od żołnierzy, by w każdej chwili byli gotowi do podjęcia walki. Nie miał pojęcia dlaczego armia Amennora nie przeszła jeszcze do ofensywy, przeczuwał jakiś podstęp i cały czas miał się na baczności, nie zmrużając tej nocy oka. Do późnych godzin w scholijskiej kwaterze głównej trwało opracowywanie planu działania. Wszystko wskazywało na to, że nazajutrz dojdzie w końcu do walki. Amennor rozkazał generałowi Wilhelmowi przeprowadzenie głównego natarcia jutro w samo południe. Sam zaś, z resztą żołnierzy zamierzał okrążyć wojska Amifktionni Deltyjskiej z lewej flanki, by móc przedstać się na ich tyły, co z pewnością wprowadziło by mnóstwo zamieszania w szeregach zjednoczonych wojsk, i doprowadziłoby do ich dezintegracji. Amennor, jeszcze tej nocy opuścił kwaterę główną wraz z wyznaczonymi przez siebie oddziałami,które liczyły łącznie około 18 tysięcy żołnierzy.Deltyjczycy nie zauważyli jednak zniknięcia części scholijskich wojsk, które ,,zniknęły'' pod osłoną nocy, więc nikt niczego się nie spodziewał ( mapa przedstawiająca główne natarcie scholijczyków znajduje się poniżej ).
Nastał więc kolejny dzień, 22 kwietnia, tak ten fragment w swojej kronice opisuje Joachim: ,,Pogoda tego dnia była wspaniała, od samego poranka świeciło słońce. Było jednak czuć w powietrzu olbrzymie podniecenie, wydawała się to być cisza przed burzą, której żadne znaki na niebie nie zakładały. Amalohad postanowił zmienić nieco rozlokowanie swej armii, zlecił generałowi Alberykowi, dowódcy wywodzącemu się z plemiania Sahanów, by wraz z 10 tysięcznym wojskiem, udał się na tyły ich armii ''. Pokazuje to, że Amalohad wolał dmuchać na zimne. Być może przeczuwał podstęp Amennora, tego jednak nie wiemy i z pewnością nigdy się o tym nie dowiemy, być może jednak tak podpowiadała mu intuicja. Alberyk wyruszył więc z 10 – tysięczną armią na tyły wojsk zjednoczonych plemion deltyjskich. Amalohad szacował, że siły scholijskie wynoszą około 30 tysięcy. Jak widać, pomylił się o 8 tysięcy w swej ocenie, toteż zniknięcie tych 18 tysięcy, które wraz z Amennorem postanowiły udać się na ich tyły, pozostało niemal niezauważalne. Amennor postanowił zatrzymać się w lesie, znajdującym się około 30 minut marszu od Taurii, co pozwoliło mu na pozostanie niezauważonym. Zamierzał ruszyć na czele swojego wojska w samo południe, by z zaskoczenia zaatakować deltyjską armię. Po obu stronach można było obserwować przegrupowywanie wojska i ostatnie przygotowania do zbliżąjacej się bitwy. Południe, scholijczycy rozpoczynają natarcie. Armia ruszyła w 2 kolumnach. 7, 5 tysiąca kawalerzystów pognało w kierunku zjednoczonych wojsk, tuż za nimi maszerowała lekka piechota, której zadaniem było likwidowanie niedobitków żołnierzy z pierwszej linii wroga. Na samym końcu armii dowodzonej przez generała Wilhelma znajdowała się cieżkozbrojna piechota, która miała być użyta jedynie w kryzysowej sytuacji. W skład armii wchodziło również 2,5 tysiąca łuczników, ktorych zadaniem było osłanianie natarcia kawalerii. Armia Amifktionii Deltyjskiej rozmieszczona była w trzech liniach. Skrzydła zabezpieczała lekka kawaleria w liczbie 4 tysięcy ( po 2 tysiące na każdym skrzydle). Według Joachima, wszyscy żołnierze zjednoczonych plemion deltyjskich tuż przed rozpoczęciem bitwy wydali głośne okrzyki: ,,Niech żyje Amalohad ! Niech żyje wolna Delta ! Do boju ! ''. Można by powiedzieć, że wreszcie się rozpoczęło, obie armie rzuciły się na siebie z wielkim impetem. W tym samym czasie, 2 armia scholijska pod dowództwem Amennora ruszyła szybkim marszem ku tyłom wroga. Scholijczycy, dysponujący podczas tej bitwy 20 działami, zanim ruszyła kawaleria, oddali kilkadziesiąt strzałow w kierunku deltyjczyków, co znacznie obniżyło ich morale. Musieli spoglądać na to jak wielu spośród ich towarzyszy broni ginęło na ich oczach. Widząc aktualną sytuację, Amalohad postanowił wydać rozkaz ataku nie czekając na to jak wojska scholijskie zaatakują pierwsze. Wojsko deltyjskie ruszyło odważnie do przodu a blisko nich była już scholijska kawaleria, mająca wsparcie łuczników. Pod naporem silnego ataku nieprzyjacielskiej kawalerii, deltyjczycy zmuszeni byli do wycofania się. Wtedy Amalohad postanowił użyć całej kawalerii jaką posiadał. Ruszyła ona na odsiecz wycofującej się piechocie, która widząc nagłe wsparcie zaczęła przeć do przodu. Tym razem ku zdziwieniu nawet dowódcy armii scholijskiej, Wilhelmowi, to scholiczycy musieli się cofać. Sytuacja ta nie trwała jednak długo, Wilhelm posłał do boju swą ciężkozbrojną piechotę, najbardziej doborowe jednostki jakie posiadał. Musiało przynieść to skutek, i tak też się stało. Amalohad nie miał zbyt wiele pola do manewru, widział, że opór stawiany przez deltyjczyków nie jest na tyle skuteczny by powstrzymać scholijską armię. Dwoił się i troił, wędrując między oddziałami i zagrzewając ich do jeszcze większego zaangażowania. Na tyłach armii deltyjskiej sytuacja wyglądała spokojnie, ale tylko do czasu. Oddział zwiadowczy, znajdujący się 10 minut drogi od Taurii zauważył zbliżające się wojsko nieprzyjaciela i natychmiast doniósł o tym Berengariuszowi, który był dowódcą 10 – tysięcznego wojska, które Amalohad postanowił umiejscowić na swoich tyłach. Berengariusz dowiedziawszy się o zbliżających się nieprzyjacielskich oddziałach, natychmiast posłał posłańca do wodza naczelnego licząc na wsparcie, gdyż oddziały nieprzyjaciela przeważały ich znacznie swoją liczebnością. Ponadto, armia deltyjska stacjonująca na tyłach nie należała pod względem uzbrojenia do najlepszych, jakimi dysponował Alamohad. Posłaniec dotarł w końcu do wodza. Tak tę rozmowę opisał Joachim:
- ,, Wodzu. Mam wieści od generała Berengariusza !
- Jakież to wieści, mam nadzieje, że tym razem dla miłej odmiany dobre ?
- Niestety nie. 20 – tysięczna scholijska armia zbliża się w naszą stronę, nie mamy z nimi żadnych szans. Generał prosi o wsparcie.''
Niestety oczekiwanego wsparcia Berengariusz nie otrzymał. Alamohad zarządził odwrót. Wszyscy mieli wycofać się za mury Taurii. Nie było to łatwym zadaniem, gdyż ciągle toczyła się regularna walka. Scholijska kawaleria siała spustoszenie w szeregach wojsk Amfiktionii Deltyjskiej, nie dajać im ani chwili wytchnienia. Wojska stacjonujące na tyłach połączyły się jednak z wojskami Alahomada przed przybyciem armii Amennora. Dzięki temu, mający znaczną przewagę liczebną deltyjczycy po połączeniu byli w stanie zmusić wojska Wilhelma od odwrotu, a chwilę później sami mogli się wycofać za bramy Taurii. Tauria była dość dobrze ufortyfikowanym miastem, jednak jej zdobycie wydawało się kwestią czasu. Tym bardziej, że scholijczycy dysponowali 20 armatami, których nie posiadali deltyjczycy. Był to kolejny przykład na ogromną różnicę w uzbrojeniu jaka dzieliła ich od scholijczyków. Armia Amennora dotarła w końcu pod mury Taurii i połączyła się z oddziałami Wilhelma. Natychmiast przystąpiono do oblężenia. Deltyjczycy mieli jednak bardzo skąpe możliwości do obrony. Amalohad zdecydował się od razu na umieszczenie nielicznych łuczników na wieżach. Niestety, dość szybko zostali oni zestrzeliwani, przez liczniejsze oddziały scholijskich łuczników. Cały czas trwał ostrzał armatni. Amalohad musiał postawić wszystko na jedną kartę, nie miał wielu możliwości. Według Joachima, zwrócił się do swoich żołnierzy w taki oto sposób: ,,Żołnierze ! Udowodniliście już dzisiaj swoją odwagę. Wielu mężnych spośród Was zginęło, nie pozwólcie by ich śmierć poszła na marne. Pokażcie na co was stać ! W was jedyna nadzieja ! '' Żołnierze bardzo entuzjastycznie przyjęli słowa wodza. Potrafił on wskrzesić w nich resztki sił, był świetnym motywatorem. Postanowił stanąć twarzą w twarz z wrogiem, zamiast biernie czekać aż sam ich dopadnie. Brama miasta została otworzona, a cała deltyjska armia ruszyła naprzód ku nieprzyjacielowi. Takiego scenariusza nie mogł spodziewać się Amennor,którego ucieszyło to, że nie musi marnować czasu na forsowanie murów miasta. Doszło do regularnej bitwy, która rozciągnęła się na dość znaczny obszar. Po stronie deltyjskiej, poległ od ostrza miecza generał Berengariusz. Ten sam los spotkał generała Wilhelma, który został przeszyty strzałą wystrzeloną z nieprzyjacielskiego łuku. Ofiar tego ,,ostatniego starcia '' było wiele. Pewni siebie scholijczycy nie posiadali jednak zdecydowanej przewagi, czego można było się spodziewać. W chwili gdy wódz scholijczyków Amennor próbował się wycofać w bezpieczne miejsce, został przypadkowo i dość niefortunnie, stratowany przez konia bez jeźdźca. Dzielnie walczący deltyjczycy nie odbiegali od scholijskich żołnierzy, braki w uzbrojeniu nadrabiali swą olbrzymią determinacją i chęcią odniesienia zwycięstwa. Deltyjczycy musieli w końcu ustąpić, gdyż znaleźli się pod ogromnym naporem scholijskiej armii. Rozpoczęli więc odwrót, który był ostatnim etapem tej batalii. Scholijczycy zdobyli znacząca przewagę, stracili jednak 2 najważniejszych dowódców, Amennora i Wilhelma. Omar, brat króla Scholii, który w tej krytycznej sytuacji zmuszony był do objęcia dowodzenia, zdawał sobie sprawę, że juz nic więcej ponad to co udało się osiągnać do tej pory, nie uda się. Postanowił więc zostawić w spokoju wycofujące się oddziały zjednoczonych plemion deltyjskich i wydał rozkaz powrotu do Scholii. Deltyjczycy byli mile zaskoczeni takim obrotem sytuacji. Ich ogromne męstwo spowodowało, że scholijczycy mimo tego iż odnieśli zwycięstwo musieli sami się wycofać. Stracili wielu doskonałych żołnierzy, zginęli ich najważniejsi przywódcy. W chwili gdy wojska scholijskie zaczęły marsz w stronę swego kraju, po raz ostatni tego dnia przemówił według opisu Joachima, Amalohad: ,,Żołnierze, jak widzicie po tym co się stało, porażka może być zwycięstwem ! To dzięki waszej ofiarnej i dzielnej postawie, wroga armia zmuszona była do opuszczenia pola bitwy ! Nikt nigdy nie zapomni Waszych Zasług !''. Żołnierze poczuli się docenieni, i po chwili jeszcze przez długi czas słychać było gromkie: ,,Niech żyje Amalohad, pogromca Scholijczyków ! ''
<img src=„/sites/default/files/mapka.JPG” width=„750” height=„750” alt=„mapka.JPG” />
XIV wieczna scholandzka mapa przedstawiająca kierunek głównego natarcia scholijczyków
<strong>IV Skutki bitwy pod Tauria
</strong>
Przegrana deltyjczyków w starciu ze scholijczykami okazała się paradoksalnie ich zwycięstwem. Obie armie poniosły wielkie straty, wielu znakomitów przywódców i żołnierzy poległo na placu boju. Niezwykle dzielna postawa deltyjczyków, miała z pewnością swoją przyczynę w postawie ich wodza, Amalohada. Cały czas był przy żołnierzach, walczył u ich boku, zagrzewał ich do walki. W bitwie tej ostatecznie rozstrzygnięto zapędy Alameldy II, która mimo, że zwyciężyła została ze zdziesiątkowaną przez zjednoczonych Forenów, Sahanów, Berylów, Italów i Rutenów armią. Alamelda II wycofała się już bez swoich rycerzy zostawiając sobie Arden. Od bitwy pod Taurią, datuje się całkowity upadek znaczenia rycerstwa jako sił zbrojnych. Rycerze od tamtego czasu przestali się liczyć jako siły militarne, natomiast ich rola społeczna i kulturowa wciąż wzrastała. Wzorce rycerskie kultywowano, organizowano turnieje, zakładano zakony orderowe. Ciężkie straty wojska scholijskiego w walce z Deltyjczykami dotyczyły przede wszystkim rycerstwa Scholii. W 1395 roku, wszystkie plemiona deltyjskie zawarły traktat sojuszniczy, powstała wtedy słynna Amifktionia Deltyjska z centrum w Foros. Sojusz ten był nastawiony na pokojową współpracę niepodległych plemion, które miały jednoczyć się w chwili zagrożenia. Sojusz cementowała wspólna religia. Forenowie posiadali bardzo silną pozycję w Amfiktionii Deltyjskiej. Najwyższym kapłanem każdorazowo zostawał wódz Forenów. Bitwa pod Taurią była okresem przełomowym w dziejach Delty. Po blisko stu latach niepokoju i pierwszego wyraźnego konfliktu wewnętrznego, mogła rozpocząć dynamiczny rozwój.Data 22 kwietnia 1382 zapisała się na trwale w historii obu narodów i zgodnie została uznana przez historyków za jedna z najbardziej krwawych bitew jakie kiedykolwiek toczyły się na terenach Scholandii.