Wymiar kulturowy relacji międzyludzkich w społeczeństwie wirtualnym


<strong>Wiktor Koliński</strong>

Wymiar kulturowy relacji międzyludzkich w społeczeństwie wirtualnym

Gdy się omawia elementy jakiejkolwiek kultury, nie da się uniknąć jej duchowych wymiarów. Kultura materialna jest zapewne najtrwalszym elementem każdej z cywilizacji, lecz bynajmniej nie najważniejszym, albowiem jest jedynie wyrazem, czy też wizualizacją kultury duchowej. Mówiąc natomiast o kulturze duchowej, powinno zwrócić szczególną uwagę na jej ludzki, humanistyczny aspekt. Rzeczywiście, kulturą, czy też cywilizacją nazywamy określony kształt i cechy charakterystyczne określonego społeczeństwa ludzkiego. We wzajemnych relacjach między ludźmi wyrasta kultura, która jest wyrazem i miernikiem rozwoju społeczeństwa.

Ważnym elementem kultury duchowej jest określony kształt relacji międzyludzkich, które związane są ściśle z mentalnością, ideałami, tradycjami i sposobem życia ludzi współtworzących określoną kulturę. Jest to chyba najtrwalszy element kultury, a więc jego zmiany są bardzo powolne i nie jest łatwo je zauważyć. W społeczeństwie wirtualnym niemal wszystkie cechy relacji międzyludzkich odpowiadają tymże w społeczeństwach realnych, z których mieszkańcy państw wirtualnych pochodzą. Pewnym problemem dla badacza jest połączenie nieraz kilku kultur w jedną ze względu na większe otwarcie się na świat społeczeństwa wirtualnego, niż społeczeństwa realnego. Mówiąc o Scholandii, należy stwierdzić, że ogólnie rzecz biorąc w tym społeczeństwie problem różnic kulturowych nie istnieje, albowiem ma miejsce w nim monokultura językowa (na razie), która ogranicza skład społeczeństwa jedynie dla osób, którzy tym językiem się posługują. Czy to jednak oznacza, że relacje międzyludzkie w Scholandii są jedynie repliką świata realnego? Zapewne, większość ze Scholandczyków pochodzi z Polski, a więc prezentuje mentalność i kulturę polską. Warto jednak zauważyć, że istnienie wirtualne znacząco wpływa na relacje międzyludzkie, które w świecie wirtualnym podlegają nieco innym regułom gry.

Tworząc społeczeństwo wirtualne, ludzie dążą do określenia własnej tożsamości, która posiada swoje odbicie również w dziedzinie relacji międzyludzkich. Ograniczenie środków komunikacji jedynie do języka pisanego tworzy owszem pewne bariery dla swobody relacji, lecz jednocześnie łagodzi sposób wypowiadania się i zmusza niejako piszącego do lepszego przemyślenia tego, co pisze. Wynika z tego większa jakość kontaktów międzyludzkich, większa logiczność wypowiedzi i również większa kultura słowa.

Innym aspektem wirtualnego istnienia jest połączenie się ze sobą w jeden organizm państwowy ludzi z różnych grup wiekowych, co wpływa na wzajemne wzbogacenie się i na rozwój poziomu kultury relacji międzyludzkich. Owszem, w państwach realnych też istnieje taki stan rzeczy, lecz tam istnieje naturalna zmiana pokoleń i dzięki temu ma tam miejsce łagodne ustępowanie jednego pokolenia na rzecz następnego. W państwie wirtualnym, a szczególnie w Scholandii liczba ludzi „dorosłych” jest niewielka, a wśród nich równie niewielka jest liczba osób w wieku średnim (zaledwie kilka osób). Ciekawym aspektem państwa wirtualnego jest ścisła współpraca na wszystkich niemal płaszczyznach życia społecznego osób o skrajnie różnym wykształceniu, umiejętnościach, wieku i poziomu kultury. Ich wzajemne relacje tworzą to, co możemy nazwać kulturą wirtualną. Wszyscy wiemy, że kulturę w świecie realnym tworzą pewne zwyczaje, czy też tradycje. W społeczeństwie wirtualnym tradycje tworzą się początkowo w sposób sztuczny, a więc są niejako narzucone ludności. Dopiero w późniejszym okresie jest możliwa weryfikacja tych tradycji.

Inaczej, niż w świecie realnym, społeczeństwo wirtualne wymaga od swoich członków pewnego poziomu intelektu, który raczej jest większy, niż przeciętny. Jest to związane z tym, że aktywne funkcjonowanie w państwie wirtualnym wymaga konkretnych zdolności intelektualnych, a przede wszystkim informatycznych, czy też publicystycznych i naukowych. Państwo więc wirtualne jest swoistym modelem realnego społeczeństwa przyszłości, w którym pozostaną jedynie intelektualiści przy jednoczesnej eliminacji prac fizycznych. Społeczeństwo wirtualne jest więc społeczeństwem twórców.

Mówiąc o relacjach międzyludzkich w społeczeństwie wirtualnym należy przyjrzeć się zmianom w samej naturze człowieka, który zdecydował się na wirtualne istnienie. Taka osoba z konieczności musi być twórcza. Jeśli ktoś chce tak naprawdę stać się wartościowym członkiem społeczeństwa wirtualnego, powinien pisać teksty, lub też tworzyć strony, wciąż je aktualizować, wcielać w życie własne pomysły i wszystko to dokonuje się w społeczeństwie, a więc jest stale krytycznie oceniane. A zatem same warunki istnienia wirtualnego sprawiają, że homo sapiens (człowiek rozumny) staje się homo creator (człowiek-twórca). Intelekt nie jest już potrzebny w celu wykonywania narzędzi, czy też posługiwania się nimi. Cała moc intelektu jest skierowana na twórczość intelektualną, która jest właśnie twórczością prawdziwą, nawet gdy ma swoje odbicie w nośniku materialnym[1]. Tworzenie świata wirtualnego mocą myśli i intelektu stanowi najwyższe osiągnięcie geniuszu ludzkiego. Nie wykluczono, że w przyszłości, gdy przemysł zostanie całkowicie zautomatyzowany, „tworzenie wirtualne” będzie jednocześnie „tworzeniem realnym”. W takiej cywilizacji relacje międzyludzkie ulegają całkowitej zmianie. Już teraz obserwujemy w Scholandii pewną tendencję, którą jest daleko posuniętą wolność wypowiedzi, twórczości i działania. Faktycznie, członek społeczności wirtualnej pozostaje w wielkim stopniu anonimowym, a więc o jego wartości dla społeczności decyduje przede wszystkim jego praca, intelekt i doświadczenie, a więc on sam jako osoba w wielkim stopniu wyalienowana ze środowiska.

Podobnie jak w społeczeństwie realnym w Scholandii pojawiła się już elita, która łączy ludzi najaktywniejszych. Pewnym problemem jest pewne wyobcowanie tej grupy na tle innych obywateli. Jest to związane z tym, że elita[2] odpowiada za funkcjonowanie państwa i w zasadzie jest samowystarczalna. Jej relacje z resztą społeczeństwa polegają na zapewnieniu innym funkcjonowania w ramach Scholandii, chociaż te zabiegi mogą wydawać się sztucznymi. Sytuacja państwa wirtualnego w ogóle, a szczególnie Scholandii może sprawiać wrażenie, że elita może całkiem nieźle poradzić sobie bez reszty obywateli, którzy są dla niej nieraz po prostu kłopotliwymi intruzami. Niestety, próby aktywizacji całości społeczeństwa[3] mogą doprowadzić do zniechęcenia, albowiem nie zawsze pozwalają na zaangażowanie talentów i zdolności intelektualnych. Twierdzenie, że nie wszyscy są zdolni do pracy intelektualnej, nie wydaje się być przekonywujące, albowiem jest to jedynie kwestia socjalizacji, zachęty i możliwości, których w państwie wirtualnym nie brakuje.

Zagrożeniem dla rozwoju relacji międzyludzkich w państwie wirtualnym jest ich formalizacja. Relacje, ograniczone do „załatwiania sprawy” nie mogą być źródłem rozwoju kultury. A zatem potrzeba jest licznych dyskusji, czy to na liście dyskusyjnej, czy też w innych sposób. Nie powinny natomiast być to dyskusje, których źródłem są np. szczegóły techniczne, lub też nuda. Prawdziwa dyskusja opiera się na kompetencji i na rozwoju intelektualnym, czy też duchowym wszystkich, którzy dyskutują. Jeśli Scholandia dąży do rozwoju własnej tożsamości, powinna ją wypracować. Źródłem zaś tożsamości jest celowe, a jednocześnie spontaniczne zbliżanie się opinii i przekonań członków społeczności. Nie powinno też zapomnieć o niezmiernie ważnym elemencie tożsamości, którym jest dobrze pojęty pluralizm, bez którego nie da się dojść do porozumienia. Wirtualne państwo daje swoim obywatelom niepowtarzalną okazję doświadczyć wspólnego bytowania ludzi o różnych przekonaniach, spotykają się tu bowiem i współpracują ze sobą osoby w różnym wieku, posiadające nieraz bardzo różny poziom wykształcenia i kultury, pochodzące z różnych środowisk i odrębnych tradycji. Sam fakt, ze społeczeństwo scholandzkie funkcjonuje, oznacza, że istnieją liczne punkty styczności, które pozwalają tak różnym ludziom tworzyć wspólną kulturę i zintegrowane społeczeństwo. Cechą charakterystyczną kultury scholandzkiej jest bardzo bezpośrednie relacje między obywatelami, Scholandczycy bowiem starają się unikać podkreślania swojej przewagi, polegającej na zasługach, wykształceniu, czy też wieku.

Może oczywiście pojawić się pytanie: czy w ogóle jest możliwe stworzenie jakiejkolwiek zintegrowanej kultury w społeczeństwie Scholandii, które liczy zaledwie kilkaset osób (wśród których nie więcej niż kilkadziesiąt osób można nazwać aktywnymi)? Zależy to od tego, jak bardzo Scholandczycy pragną stworzyć „nowy świat”, społeczeństwo idealne, państwo modelowe. Podstawową kwestią jest tu właśnie aktywność obywateli, którzy jednak działają w sposób dwutorowy. Niektórzy po prostu piszą teksty, tworzą strony, czy też udzielają się w jakiś inny sposób w życiu Scholandii, z tym, że działają w pojedynkę. Ich problemem jest brak komunikacji z innymi, spowodowany brakiem czasu, dorywczym dostępem do Internetu, czy też zwykłą niechęcią podejmowania się prac zespołowych. Inni natomiast dążą do zaangażowania w prace jak największą liczbę ludzi, co jest jednak związane z ciągłym monitorowaniem, kontrolą i koordynacją prac zespołowych, co w państwie wirtualnym wcale nie jest łatwe, w związku ze słabą „uchwytnością” poszczególnych obywateli. Wiemy skądinąd, że wielu po prostu może zniknąć raptem na kilka tygodni, czy też miesięcy, co nie wchodzi w rachubę, gdy chodzi o obowiązki realne. Nie jest to zapewne zła wola, lecz zwykłe okoliczności, które zmuszają Scholandczyków do rezygnacji z obowiązków wirtualnych na rzecz realnych (co jest jak najbardziej słuszne).

Reasumując, warto podkreślić, że relacje międzyludzkie w państwie wirtualnym stanowią podstawowy czynnik, tworzący kulturę wirtualnego społeczeństwa. Bez tych relacji państwo wirtualne jest niczym innym jak tylko zlepkiem indywidualnych kultur i różnych rodzajów socjalizacji. Dopiero, gdy kontakty stają się żywsze, gdy obywatele potrafią dzielić się własnymi poglądami, preferencjami i osiągnięciami, można liczyć na powstania jakiejkolwiek zintegrowanej kultury wirtualnej. Najwięcej mają tu do powiedzenia elity kraju i aktywni obywatele, którzy właściwie „tworzą państwo”, od nich więc zależy, czy ich wartości znajdą swoje miejsce w kulturze społeczeństwa wirtualnego jako całości. W Scholandii nadal brakuje tego ważnego kontaktu, oderwanie się elit od reszty społeczeństwa jest wciąż stanowczo za wielkie, albowiem nie wypracowano jeszcze w pełni satysfakcjonujących mechanizmów socjalizacji nowych obywateli i propagowania scholandzkiej kultury. Wydaje się poza tym, że największą rolę w tym dziele może odegrać edukacja i religia, które pozwolą być może włączyć obywateli spoza elity do ogólnokrajowego prądu kulturowego.

[1] Mam tu na myśli przykładowo malarstwo, rzeźbiarstwo, architekturę itd.

[2] Trudno określić ściśle liczbę osób, którzy należą do elity scholandzkiej. Nie jest to grupa ani precyzyjnie określona, ani stała. Pokrywa się ona generalnie rzecz biorąc ze szlachtą, jest jednak nieco szersza. Należą do niej politycy, urzędnicy, przedsiębiorcy, naukowcy i działacze kultury. Jest ich być może ok. 40 osób, chociaż ta liczba może być nieco przesadzona.

[3] Np. wprowadzenie obowiązku żywienia i mieszkania, praca wirtualna („klikanie”), konkursy, oferty pracy, a także liczne apele o większą aktywność.