Problem zmultiplikowanej tożsamości w Dreamlandzie i Scholandii - istota problemu. Porównanie i synteza
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
Problem zmultiplikowanej tożsamości w Dreamlandzie i Scholandii -
- istota problemu. Porównanie i synteza
prof. jur. net. Edward B. Krieg y de Ebruz, R.
Bardzo się cieszę z możliwości przygotowania i wygłoszenia niniejszego wykładu gościnnego dla studentów Uniwersytetu Królewskiego Scholandii.
Zawarte w nim tezy są w pewnej mierze wynikiem mojego doświadczenia jako pracownika naukowo-dydaktycznego Uniwersytetu Królewskiego w Dreamopolis, dreamlandzkiego praktyka (prokuratora, sędziego, szefa rządu - oczywiście w różnych okresach czasu), i legislatora, obecnie zaś - pełnienia zupełnie unikalnej roli jako Król Dreamlandu. Praca Państwu dzisiaj przedstawiana ma w pewnej mierze charakter syntetyczny i porównawczy w ograniczonym przedmiotowo zakresie problematyki związanej z przestępstwem polegającym na jednoczesnym posiadaniu kilku tożsamości w jednym państwie. Mimo że dbałem o to, by maksymalnie uwzględnić specyfikę scholandzką, wybaczą mi Państwo, jeśli tego celu nie udało mi się zrealizować w stu procentach - wnioski w każdym razie, jak mi się wydaje, mają charakter uniwersalny, więc powinny być pożyteczne nawet nie tylko dla Dreamlandczyków i Scholandczyków, ale także dla obywateli innych państw wirtualnych zainteresowanych tematem.
Przechodząc do części merytorycznej, pragnę przede wszystkim sprecyzować terminy "wielokrotnych tożsamości" czy też "zmultiplikowanej tożsamości" - pierwsze jest terminem dreamlandzkim, do którego nawykłem ja, drugie zaś terminem stosowanym w Królestwie Scholandii (do którego nawykli zapewne Państwo). Nie ma zasadniczej różnicy pomiędzy zakresami ich znaczeń. Jeśli mielibyśmy takich różnic szukać, wskazać moglibyśmy dwie odróżniające te terminy cechy:
1) scholandzki termin "zmultiplikowana tożsamość" jest terminem używanym jedynie przez doktrynę i orzecznictwo, podczas gdy dreamlandzki "wielokrotne tożsamości" jest terminem legalnym, wprost zawartym w Kodeksie karnym (art. 28 dreamlandzkiego k.k.);
2) dreamlandzki termin "wielokrotne tożsamości" wskazuje na mnogość tychże [zarejestrowanych, a przynajmniej pozostających w dyspozycji jednej osoby], zaś termin scholandzki "zmultiplikowana tożsamość" wskazuje na nieco inny odcień znaczeniowy - idzie tu o jedną tożsamość, która wskutek zabiegów swojego "właściciela" zostaje "skopiowana" czy też "zwielokrotniona".
Cechy te nie są jednak powodem jakiegoś innego rozumienia czy odmiennego stosowania wskazanych terminów. W obu przypadkach chodzi co do zasady bez wątpienia o tożsamą sytuację: czyn polegający na posiadaniu przez jedną osobę jednocześnie wielu tożsamości w jednym państwie wirtualnym (odpowiednio Scholandię i Dreamland).
Z tego względu, dla Państwa wygody, posługiwać się będę w miarę możliwości terminem scholandzkim.
W Dreamlandzie orzecznictwo dotyczące wprost zmultiplikowanej tożsamości nie jest rozbudowane - w istocie, tylko dwa wyroki wydane wydane w jednej sprawie odnoszą się do tego zagadnienia. Jeden z nich jest jednak kluczowy dla zrozumienia istoty tego czynu. Wyrok dreamlandzkiego Sądu Królestwa (sądu ostatniej instancji i konstytucyjnego) wydany w sprawie SK 2004/6/I z oskarżenia Prokuratora Generalnego przeciwko Marcinowi Bohemie i in. w części 11.E swego uzasadnienia wskazuje (będziemy tu musieli przytoczyć dwa stosunkowo obszerne passusy):
"Przepis art. 28 k.k. swoim syntetycznym ujęciem penalizuje (czyni karalnymi) szereg zachowań naruszających dobro prawne w postaci powszechnego zaufania, iż jedna osoba fizyczna kontroluje jedną tożsamość wirtualną. Zatem naruszeniem art. 28 k.k. jest każde zachowanie, które polega na podaniu się za innego obywatela Królestwa. Działaniem wyczerpującym znamiona czynu z art. 28 k.k. jest w szczególności zalogowanie się do dowolnego systemu informatycznego Królestwa, w tym także oddanie głosu w wyborach do Izby Poselskiej, przy wykorzystaniu innych danych aniżeli podane (hasło) lub uzyskane (numer NIM) przy pierwszej dokonanej przez sprawcę rejestracji, o ile powstała w jej wyniku tożsamość wirtualna nadal istnieje w aktywnych bazach danych Królestwa. Dla bytu przestępstwa z art. 28 k.k. nie jest bynajmniej konieczne utworzenie nowej tożsamości i uzyskanie dla niej obywatelstwa, z którego następnie korzysta się jako z drugiego – wystarczy, by sprawca posługiwał się nie swoim obywatelstwem, którym może być obywatelstwo normalnie wykorzystywane przez inną, realnie istniejącą osobę. Przestępstwo ma miejsce także wówczas, gdy posługiwanie się przez sprawcę następuje za zgodą danego obywatela"
oraz
"Wspomniane wyżej zaufanie jest elementarną koniecznością dla prawidłowego funkcjonowania Królestwa, gdyż tylko przy takim założeniu możliwe jest realizowanie zasady równości, wyrażonej w art. 14 ust. 1 Konstytucji Królestwa, stanowiącej wszak fundament każdego demokratycznego państwa prawnego."
Widzimy zatem, że już w 2004 roku dreamlandzki sąd wprost wskazał, że przestępstwo polegające na posiadaniu zmultiplikowanej tożsamości nie jest zwyczajnym przestępstwem (o ile istnieją "przestępstwa zwyczajne"): jest przestępstwem godzącym wprost w fundamenty demokratycznego wirtualnego państwa prawnego. Co więcej, do zaistnienia czynu zabronionego nie jest tu konieczne utworzenie dwóch "kont" w ramach systemu informatycznego przez tą samą osobę - wystarczy wykorzystywanie konta będącego w posiadaniu "innej, realnie istniejącej osoby". Wniosek taki wypływa z faktu, że wielokrotne tożsamości czy też zmultiplikowana tożsamość godzą wprost w bezpieczeństwo obrotu, zasadę zaufania, a nadto w zasadę równości.
Innymi słowy, zaufanie w obrocie prawnym nie może istnieć, jeśli podmiot nie jest pewien czy inny podmiot, z którym jest związany jakąś relacją (tak w ramach obrotu prawnego, jak i związków o charakterze społecznym) jest tym, za kogo się podaje - czy też nie jest. Co więcej, z punktu widzenia porządku prawnego dostrzegamy zupełnie wyraźnie, że posiadanie dwóch lub więcej tożsamości przez jedną osobę faworyzuje wykorzystywane przez nią "konta" wobec innych. Typowym przykładem, wskazanym też w cytowanym uzasadnieniu sądu, jest głosowanie w wyborach parlamentarnych - osoba posiada wówczas przynajmniej tyle głosów, iloma tożsamościami się posługuje. Stąd sąd w dalszej części uzasadnienia wywiódł, że do uznania tego czynu za bezprawny nie było nawet konieczne uchwalanie ustawy karnej z odnośnym przepisem penalizującym czyn - bezprawność posiadania zmultiplikowanej tożsamości wynika z samej istoty państwa wirtualnego jako wirtualnej organizacji społecznej "wyobrażonej na wzór państwa" (to ostatnie jest już terminem dreamlandzkiej doktryny, nie orzecznictwa).
Orzecznictwo scholandzkie zna opisową wprawdzie, ale bardzo użyteczną i trafną definicję osoby wirtualnej (sprawa z oskarżenia Królewskiego Rządu Scholandii przeciwko Jackowi Kałuża z 2007 roku). Pragnąłbym przedstawić Państwu fragment uzasadnienia orzeczenia kończącego postępowanie w tej sprawie:
"Konstytutywnym elementem [jej - osoby wirtualnej - przyp. Krieg] tożsamości jest zarówno osoba realna, która faktycznie działa w obrębie Królestwa, jak i jej tożsamość wirtualna, która jest przybierana przy rozpoczęciu życia w Scholandii i która reprezentuje działania osoby realnej. Cechy mieszkańca Scholandii to zarówno cechy realnej osoby (np. wiek - Konstytucja wprowadza wymóg posiadania 14 lat, aby posiadać bierne i czynne prawo wyborcze) jak i cechy wirtualnej tożsamości (np. stan zdrowia). (...)
Tożsamość [wirtualna] nie jest autonomiczna, nie może istnieć w oderwaniu od osoby realnej. Jest jednak czymś więcej niż maską, gdyż jej doświadczeń, cech, odznaczeń nie można przypisywać osobie realnej."
Wynika z powyższego przede wszystkim, że tożsamość wirtualna nie może być rozpatrywana w oderwaniu od osoby "właściciela" tejże. "Mieszkaniec Scholandii" - a szerzej i w rozumieniu uniwersalnym: "osoba wirtualna" - to zatem w rozumieniu scholandzkich jurystów nie tylko sama tożsamość, ale i osoba realna, której jest instrumentem (instrumentem "reprezentacji działań osoby realnej", zgodnie z tezą przedstawioną w cytowanym wyroku). Osoba wirtualna przy takim, mieszanym podejściu stanowi pewnego rodzaju konglomerat cech dwu zjawisk - osoby realnej i jej wirtualnej tożsamości. I dopiero taki konglomerat może być traktowany jako osoba w rozumieniu państwa wirtualnego - dopiero taka osoba, jak można wnioskować, posiada zdolność prawną, określony stopień zdolności do czynności prawnych, jest demokratycznym nośnikiem władzy państwowej jako część elementarna "Narodu" w rozumieniu konstytucyjnym - i tak dalej.
Podejście takie jest nieznane wśród prawników dreamlandzkich. Osoba wirtualna jest w Królestwie Dreamlandu utożsamiana raczej z samą tożsamością wirtualną (tym bardziej, że dreamlandzkie prawo w żadnym swoim przepisie nie odnosi się do cech osoby realnej, tak jak czyni to scholandzka ustawa zasadnicza) - utożsamienie to jest stosowane jednak z całą świadomością trudności, jakie powoduje. Jeśli mogę sobie tutaj pozwolić na osobistą refleksję, a Państwo będą tak uprzejmi, by jej wysłuchać - to sądzę, że w najbliższym czasie będę próbował zaszczepić tę trafną w moim odczuciu konstrukcję także na swój rodzimy, prawniczy grunt, co już samo w sobie jest bez wątpienia wymierną korzyścią ze współpracy naukowej podjętej między naszymi Królestwami.
Wracając jednak do przerwanego wątku naszej narracji: możnaby wywodzić, że czyn przestępczy polegający na posiadaniu zmultiplikowanej tożsamości jest podobny do czynu znanego praktyce państwa realowego, a polegającego na posługiwaniu się kilkoma dokumentami stwierdzającymi tożsamość wystawionymi na różne nazwiska. Rzeczywiście, sama istota jednego i drugiego jest podobna. My jednak, jako wirtualni prawnicy, musimy zauważać przynajmniej doniosłe różnice praktyczne, wynikające z zasad, jakimi rządzi się państwo wirtualne.
Otóż w państwie realowym posługiwanie się dokumentami stwierdzającymi różne dane w stosunku do jednej i tej samej osoby godzi oczywiście w pewność obrotu, w zasadę zaufania, i tak dalej - w daleko mniejszym jednak stopniu. Zważmy, że dokumenty stwierdzające tożsamość służą nam w świecie rzeczywistym do legitymowania się w urzędach czy przed uprawnionymi funkcjonariuszami, podejmowania sformalizowanych czynności prawnych - ale jednak w zasadzie tylko do tego. W państwie wirtualnym posiadanie zmultiplikowanej tożsamości prowadzi do skutków znacznie dalej idących: tożsamość jest bowiem tym, czym "przedstawiamy się" innym ludziom uczestniczącym w państwie (nie tyle "innym tożsamościom", ale właśnie "ludziom"). Stąd analogia jednego i drugiego czynu przestępczego (wirtualnego i realowego) jest jednak daleka.
Do analogii nieporównanie bliższej doprowadziłoby nas dopiero porównanie czynu polegającego na wykorzystywaniu zmultiplikowanej tożsamości w świecie wirtualnym i czynu polegającego się na oblekaniu się w ciało innych ludzi w realu - gdyby to drugie tylko było możliwe.
Daleko idące negatywne skutki przestępstwa polegającego na korzystaniu ze zmultiplikowanej tożsamości znajdują swoje odbicie w surowych sankcjach za nie grożących. W Scholandii sądy orzekają wobec skazanych za ten czyn zazwyczaj przepadek całości mienia pochodzącego z przestępstwa (o korzyści jeszcze sobie powiemy), naganę publiczną, a w najbardziej rażących przypadkach nawet publiczny ostracyzm, w tym także dożywotni. W Dreamlandzie natomiast karami grożącymi za to przestępstwo są banicja (jej okres najkrótszy to 3 miesiące, zaś najdłuży - 9 miesięcy) lub najsurowsza kara - eliminacja. Banicja i eliminacja z dreamlandzkiego prawa karnego są mniej więcej tożsame ze scholandzkimi instytucjami (odpowiednio) publicznego ostracyzmu i publicznego ostracyzmu dożywotniego.
Naturalnym jest orzeczenie także o usunięciu tożsamości uznanej za "dodatkową". Jest to oczywiście jak najbardziej logiczna konsekwencja samego orzeczenia o winie: orzeczenie takie uznaje przecież co najmniej jedną tożsamość zarejestrowaną we właściwych systemach informatycznych za "klona", tożsamość "niepełnowartościową". Zwraca jednak uwagę, że wcześniej tożsamość ta korzystała z pełnej ochrony prawa, posiadała zdolność prawną. W świetle cytowanego wyżej stanowiska orzecznictwa scholandzkiego (wyrok w sprawie KRSch przeciwko J. Kałuża) zdaję sobie sprawę, że Państwo powiecie zapewne, że to nie tyle tożsamość korzystała z tej ochrony, to nie tożsamość posiadała tę zdolność - ale osoba wirtualna użytkująca tę tożsamość jako instrument (instrument swej reprezentacji). Nie zmienia to jednak faktu, że wyrok orzekający o skasowaniu jakiejś tożsamości radykalnie zmienia relacje między państwem a tą jednostką (niezależnie czy chodzi o tożsamość jako osobę, podmiot prawa, czy tylko o tożsamość jako instrument). Taki akt woli państwowej więcej ma wspólnego z decyzjami podejmowanymi przez administratorów forów czy moderatorów gier internetowych niż z decyzjami państwowymi w rozumieniu realowym.
Pojawia się jednocześnie problem podjęcia decyzji, która tożsamość jest "główna", a która (które) - "dodatkowa" ("dodatkowe"). W wymiarze praktycznym problem ten sprowadza się do wątpliwości, którą z nich należy posłużyć się do skazania osoby wirtualnej na kary określone ustawą karną, a którą (które) z nich po prostu skasować. W tej sprawie w doktrynie obu naszych państw panuje jednak konsens, że decyzja taka należy do sfery sędziowskiej dyskrecjonalności. Sąd bierze tu pod uwagę, która tożsamość jest wykorzystywana do pracy, komunikacji i integracji z innymi - a więc która tożsamość w istocie reprezentuje daną osobę wirtualną.
Mimo że, jak powiedzieliśmy, nie ma zasadniczej różnicy między rozumieniem terminów "zmultiplikowana tożsamość" i "wielokrotne tożsamości" w obu naszych krajach, sądy z różnych przyczyn wykształciły inną linię orzecznictwa i powołują się na różne argumenty. Żadna z tych metod nie jest chybiona, są jednak różne.
W Scholandii posiadanie zmultiplikowanej tożsamości nie jest penalizowane wprost ustawą karną, o czym już wspomnieliśmy. Utarło się, że ten czyn penalizowany jest przez dwa stosowane odrębnie przepisy scholandzkiego Kodeksu karnego - art.art. 12 i 13 k.k. Zastosowanie drugiego z nich ("Kto w celu zmylenia organów państwowych lub uzyskania korzyści używa fałszywych personaliów, dokumentów i innych oznaczeń osoby, instytucji lub firmy, kto fałszuje państwowe dokumenty lub insygnia") w konkretnym przypadku jest utrudnione poprzez kryterium korzyści. Zasadniczo nie da się za pomocą art. 13 k.k. uznać za winną osoby, która - owszem - posiada zmultiplikowaną tożsamość, ale nie da się jej udowodnić, że dzięki temu odniosła jakąś korzyść. I to nawet jeśli korzyść rozumieć będziemy szeroko - zarówno korzyść finansową, jak i na przykład możliwość bezprawnego posługiwania się kilkoma głosami w wyborach parlamentarnych. Mimo wszystko art. 13 k.k. pozostaje jednak dla scholandzkich orzeczników podstawową podstawą prawną w sprawach o posiadanie zmultiplikowanej tożsamości w związku z faktem, że zazwyczaj tożsamości te są zakładane po to, by uzyskać korzyść finansową w postaci wyłudzenia kwoty początkowej pobieranej przez każdego nowego mieszkańca Scholandii.
Dodatkowo w orzecznictwie Królestwa Scholandii wykorzystywany jest również w tych sprawach art. 12 k.k. o brzmieniu: "Kto wykorzystuje braki, luki i niedostatki w systemie informacyjnym i technicznym Królestwa dla działań niezgodnych z prawem, szkodliwych dla kogokolwiek lub jednostronnie korzystnych".
Zwróćmy tutaj uwagę, że zarówno art. 13 k.k., jak i art. 12 tegoż (ten drugi posiadający charakter pomocniczy) - mają w tym zakresie pewien niedostatek. Otóż, jeżeli przyjmiemy, tak jak słusznie w moim odczuciu wskazał dreamlandzki sąd, że czynem penalizowanym nie jest jedynie zarejestrowanie kilku tożsamości, ale i wykorzystywanie cudzej tożsamości jako swojej, nawet za zgodą "właściciela" tej drugiej, to ani nie musi się to dziać w celu uzyskania korzyści (art. 13 k.k.), ani nie dzieje się to poprzez wykorzystanie "braku, luki czy niedostatku w systemie informacyjnym i technicznym Królestwa" (art. 12 k.k.). Przeciwnie, realizacja następuje tutaj zazwyczaj w postaci absolutnie neutralnej dla systemu informacyjnego i technicznego - może to być wysłanie maila ze skrzynki mailowej skojarzonej z inną tożsamością czy jakiekolwiek inne działanie polegające wprawdzie na wykorzystaniu pewnych systemów informatycznych - ale niekoniecznie akurat "systemów Królestwa", a już na pewno nie w związku z ich brakami czy istniejącymi lukami. Nie zawsze można w tym wypadku również dowieść odniesionej korzyści.
Ogólnie możnaby rzec, że zakresy hipotez obu przepisów karnych zawartych w scholandzkiej ustawie karnej brane pod uwagę łącznie pozwalają na subsumpcję w większości wypadków, gdy zaistnieje podejrzenie posiadania zmultiplikowanej tożsamości - istnieje jednak pewien (wąski, to prawda) zakres działań, które znajdują się poza zakresem skoniugowanych hipotez tych przepisów, a zatem takie działania, których te przepisy nie penalizują. Byłoby to choćby prowadzenie jakichś dyskusji prywatnych czy publicznych za kogoś, przy wykorzystaniu adresu poczty email przypisanej tożsamości będącej w posiadaniu innej osoby. Działanie takie wprawdzie uderza w zaufanie żywione przez jednostki jako części elementarne społeczeństwa (czy "społeczności"), może uderzać w zaufanie i pewność obrotu prawnego, ale scholandzkie prawo karne (do pewnego przynajmniej stopnia) pozostaje wobec tych działań bezsilne. Sądzę, że będzie tak aż do momentu, gdy w scholandzkim prawie karnym znajdzie się przepis expressis verbis penalizujący "przestępstwo zwielokrotnionej tożsamości".
Proszę mnie źle nie zrozumieć - moim celem nie jest absolutnie wyrzucanie prawu scholandzkiemu niedostatków. Pragnę jednak wyciągnąć z mojego wykładu maksymalny pożytek. Przeciwwstawiając podejście dreamlandzkie i scholandzkie w wąskim tak naprawdę zagadnieniu już wcześniej udało nam się dojść do kapitalnego wniosku związanego z tezami przedstawionymi przez Sąd Królewski Scholandii, co może wzbogacić dreamlandzką myśl prawniczą - zaś teraz pragnę Państwu pokazać punkt widzenia osoby o świeżym spojrzeniu na scholandzki system prawny. Wykład syntetyzował i porównywał pewne zjawiska i instytucje znane systemom prawa (rozumianym szeroko) obu Królestw w taki sposób, by podkreślić wszystko to, co może być w praktyce korzystne dla świadomości prawniczej zarówno w Scholandii, jak i w Dreamlandzie. Na ile mi się to udało - nie mnie oceniać. Sądzę jednak, że przynajmniej z grubsza omówiliśmy tutaj wszystko to, co w zakresie podjętej problematyki omówienia wymagało.
Dziękuję Państwu, liczę, że wykład niniejszy będzie dla Państwa pożytkiem.
Dziękuję serdecznie Jego Magnificencji Rektorowi KUS JXW prof. net. Alevovi van Dovskiemu, Księciu Inselii, za przyjazną pomoc o charakterze technicznym i logistycznym, oraz JXW dr. net. Andre van Starckowi, Księciu Arden, za nieocenioną pomoc w zgłębianiu systemu prawa scholandzkiego i udostępnienie bardzo interesujących materiałów
- bez wkładu tych dwu osób wykład niniejszy nie mógłby powstać.