Podstawy metafizyki wirtualnej


<strong>Tomasz Laskowski </strong>

Podstawy metafizyki wirtualnej – analiza istnienia wirtualnego

Możliwość wirtualnego istnienia jako alternatywa dla realnych ograniczeń.

Jesteśmy świadkami rewolucji informatycznej. Niepostrzeżenie nasz świat wchodzi w nową erę – czas komputerów. Życie bez nich staje się praktycznie niemożliwe. Czy tego chcemy, czy nie – są obecne w wielu dziedzinach naszego życia i ingerują w coraz to nowe. Bez nich -nic nowego się już nie dzieje, nasze życie prywatne niepostrzeżenie – od korespondencji poprzez rozrywkę do sterowania urządzeniami domowymi –uzależnia się od nich. Tego procesu nie da się już żadną siłą odwrócić. Zamiast więc zamartwiać się tym i próbować ograniczyć, jak to niektórzy bez żadnych rezultatów czynią, powinniśmy się raczej zastanowić nad serią wynikających stąd pytań. Brzmią one następująco: Co nam daje ta cicha rewolucja? Co trwałego wnosi w nasz schemat zachowań i na ile ubogaca (zubaża) naszą paletę reakcji? Jak bardzo zmienia nasze środowisko, jak wpływa na nasze kontakty z otoczeniem? Czy rzeczywiście zmieni nasze życie na lepsze? Wreszcie jako podsumowanie: Czy i jak dalece stajemy się innymi ludĽmi, istniejemy inaczej, przez uczestnictwo w wirtualnym świecie, który stworzyły komputery i sieci? W dojrzałej cywilizacji technicznej, w jakiej żyjemy, powszechny jest wykształcony już w procesie edukacji i poprzez obserwację środowiska pogląd, który możemy streścić następująco: Każdy z nas jest, kim jest i – nie oszukujmy się – tylko tym pozostanie. Szanse na zmianę swego życiowego statusu mamy niewielkie, w uregulowanym świecie wykształcenia i posiadania właściwie znikome. Rzadko tylko stajemy przed możliwością zmiany swego statusu i swojego losu- a i wtedy furtka prowadząca do tego „nowego, lepszego wymiaru”jest otwarta tylko przez moment. Życie jest sumą chwil, bardzo ulotnych. W ułamku sekundy decydujemy, dokonujemy wyborów, które w jakiś sposób wpływają na nasze życie, a niektóre z nich są nawet w stanie zmienić je całkowicie. Życie jednak, wbrew naszemu przekonaniu, stwarza dość wiele szans na zmianę tego czym jesteśmy, naszego statusu, miejsca w grupie i szerszej wspólnocie, funkcji społecznej – niestety szanse te pojawiają się one nagle i niespodziewanie. Postawieni w takich sytuacjach musimy w jednej chwili podjąć decyzję, od której, być może, będzie zależeć nasza dalsza droga życia. Podjąć tę właściwą bez przygotowania jest niezwykle trudno. Dlatego tak często decyduje przypadek, chwilowy nastrój, chęć lub brak chęci zaangażowania się, chwilowa brawura lub naturalna nam obawa przed nowym. To one, a nie nasza suwerenna, przemyślana decyzja stoją jakże często u podstaw dalszego rozwoju wypadków. Tylko nieliczni wyuczyli świadome i umiejętne kierowanie własnym życiem. Decydując szybko – najczęściej trafiają, umiejętnie unikają pułapek życiowych – te zdolności posiadają najlepsi. Porównanie do toto-lotka jest jak najbardziej na miejscu: wielu gra – jeden wygrywa. Właśnie ta sytuacja: ogromny stopień zależności od zewnętrznych czynników, nieumiejętność podejmowania błyskawicznych i skutecznych decyzji życiowych i wreszcie frustracja wywołana powodzeniem innych ludzi, tych nielicznych, a jednak znanych przypadków – zniechęcają większość ludzi do aktywnego udziału w tej wielkiej zespołowej grze, jaką jest życie w realnym społeczeństwie. Ograniczają się więc do zajętej przez siebie niszy, wykonywania swojej wyuczonej lub wskazanej przez „życie” roli i starają zadowolić swoją „małą stabilizacją”, co nielicznym tylko się udaje. Dodatkowo mogą jeszcze przeżyć katastrofę o życiowych wymiarach, gdy na skutek utraty pracy, zawodowej pozycji, rozbicia rodziny czy śmierci najbliższych ich „nisza”jest im przez los odbierana, ich otoczenie zmienia się w sposób tak znaczący, że nie są w stanie w nim funkcjonować tak, jak dotychczas. I oto dzięki istnieniu sieciowego „życia” pojawia się alternatywa – szansa na spokojniejsze, lepsze życie. Czy z niej skorzystamy? Sztuczne spowolnienie biegu życia według naszych własnych potrzeb w wirtualnym świecie daje nam niezbędny czas na przemyślenia, wprost ogromne możliwości wykorzystania wszystkich szans rozwoju, nawet możliwość „powtórnego narodzenia” po (kolejnym) nieudanym „życiu”. Funkcjonowanie w wirtualnej rzeczywistości nie zawiera większości typowych codziennych stresów, pozwala poznawać wielu ludzi, których nigdy byśmy nie spotkali w realnym życiu. Wirtualny świat jest pełen ciekawiących każdego ludzi, spraw, rzeczy, gier, zajęć. Daje możliwość innego rodzaju zaistnienia i życia, z pewnością wciąż jeszcze ograniczoną, niemniej posiadającą wiele możliwości, których nie mamy lub nie potrafimy wykorzystać w realnym życiu.

W jaki sposób człowiek może istnieć wirtualnie?

Wiele jest sposobów aby tak „zaistnieć”. Począwszy od gier komputerowych i czatów internetowych, poprzez inne funkcje jak np. .e-zakupy, na wirtualnych wspólnotach, społecznościach a nawet państwach kończąc. Niewątpliwie rozwój techniki przyczyni się do powstania nowych form bytu wirtualnego, ale to już muzyka przyszłości i temat na inny cykl wykładów. Czaty. Są niezwykle popularne, chyba głównie wśród młodego pokolenia. Oferują możliwość kontaktu z innymi użytkownikami sieci. Tam, ukryci pod swym nickiem stajemy się w jednej chwili całkowicie anonimowi i równi (!) wobec innych. Doskonalej niż czat zrównuje pewnie tylko śmierć. Nieważne, kim jesteśmy w rzeczywistości: białym czy czarnym, profesorem czy tramwajarzem, synem robotnika czy też króla; liczy się jedynie fakt czy potrafimy się wzajemnie dogadać. Na ekranie monitora jesteśmy tylko zlepkiem liter. Drugiej osoby nie postrzegamy po jej wyglądzie, markowych lub bazarowych butach które nosi, modnej fryzurze lub brudzie za paznokciami. Ukryte są prawdziwe czy domniemane defekty fizyczne, tak często utrudniające pierwszy kontakt, powodujące u jednych nieśmiałość i kompleksy, u drugich niechęć. O tym, czy się polubimy, decyduje fakt, co sobie powiemy, czy druga osoba napisze coś, co nas zainteresuje. De facto poznajemy więc najpierw psychiczną sferę człowieka. Pomijamy aspekt fizyczny, dla wielu krępujący. Tworzy się nowe okno możliwości dla licznych uczestników życia. Ludzie z defektami urody, osoby z enklaw społecznych (np. geje), mający różne problemy naturalne (np. wada wymowy itp.), czy po prostu ludzie bardzo nieśmiali doskonale wiedzą co to dla nich znaczy. Komunikacja społeczna jest bodajże najważniejszym obszarem ludzkich działań. Człowiek z niej wyłączony – cierpi. Nowy świat – internet niejako przywraca w ten sposób takie osoby do społeczeństwa, a innym pozwala odkryć coś czego na ulicy nie można dostrzec – wewnętrzną dojrzałość, wrażliwość, głębię intelektualną człowieka, który ze względu na rzeczy od siebie niezależne jest w realnym życiu przez innych ignorowany. W sieci przybieramy nową postać. Nick jest naszą tarczą przed innymi. Tymczasowym nazwiskiem, istniejącym i znanym wyłącznie w tym drugim świecie. Zapewnia nam dokonały pancerz anonimowości, a jednocześnie dobrze przemyślany może nawet pełnić funkcje wabika. Zrównuje z innymi i określa tak, jak sami tego chcemy. „Wyglądamy” więc dokładnie tak, jak chcemy się pokazać innym, nawet, jeśli to nieprawda. „Jesteśmy” tym, kim sami chcemy być, niezależnie od zewnętrznych okoliczności i dotychczasowej życiowej historii – to ogromna zmiana w porównaniu a realnym życiem. To zmiana o charakterze fundamentalnym, dotykająca naszej tożsamości. Przecież w ten sposób – choćby i na chwilę, na czas „czatowania”, jakby stwarzamy samych siebie, kreujemy własny obraz, stajemy się, jeśli zechcemy, inną osobą. Jest w tym oczywiście element rozdwojenia jaĽni, niemniej nie jest on wymuszony, jak w przypadku schizofreników, a chciany i zaplanowany, służy nam dla samorealizacji, a może tylko rozrywki? Bytowanie wirtualne to nie tylko czaty, także gry i inne sposoby spędzania czasu. Właśnie gry są doskonałym przykładem na prowadzenie podwójnego (wielokrotnego) życia. Tak pospolite w naszym życiu, przez ludzi starszego pokolenia nierzadko uważne za „ogłupiacze” lub czystą stratę czasu. W wielu z nich wcielamy się w jakąś inną postać. Możliwości są ogromne, czego tylko dusza zapragnie. Możemy bronić świata przed inwazją obcych, rozwiązywać zagadki kryminalne, być artystą najwyższej klasy lub stać się rekinem międzynarodowej finansjery. Klikamy w paru punktach monitora i już rozpoczynamy nasze nowe życie. Najnowsze jak dotąd gadżety technologiczne: hełmy VR (Virtual Reality) – dają dodatkowo najbardziej wieloaspektowe przeżycia. Nie tylko nasz wzrok i słuch „zagłębia się” w wirtualną rzeczywistość, także dotyk i pozycja ciała, w najnowszych modelach nawet zapach może być „z tego innego świata”, oddzielać nas od realnych czterech ścian i przenosić w wirtualne przestrzenie. Niezależnie jednak nawet od ich technicznego stopnia zawansowania, gry pozwalają nam uciec od szarości życia codziennego. Dokonać rzeczy niemożliwych, całkowicie zignorować reguły wiążące nas. Fantazja twórców przenosi nas albo w czasie, albo też do nowych wymiarów, pełnych fantazyjnych tworów. Dzięki nim można przede wszystkim miło spędzić czas, a także co ważniejsze dać upust swym zdolnościom lub emocjom. W większości nowe gry coraz wierniej oddają realia życiowe, przez co lepiej odgrywają swoją role „odciągaczy” od realnej szarzyzny życia. Tutaj prym wiodą zawansowane gry symulujące np. gospodarkę (firma, miasto), lecz także i np. myśliwce II Wojny Światowej, choć możliwość sprawdzenia wierności realiom w tym drugim przypadku wydają się mniejsza. Dodatkowo oprócz możliwie wiernego kopiowania życia, oferują wiele opcji, które wirtualny żywot ułatwiają. Jest to przede wszystkim umożliwienie zachowania danego stanu gry (opcja ‘save’, „zachowaj”), mogąca być wykorzystana np. dla zastanowienia się nad sytuacją i przemyślenia dalszych posunięć. Dzięki tej opcji w przypadku niepowodzenia wracamy do uprzednio zachowanego fragmentu lub po prostu wyłączamy się „na dziś”, do następnego razu. Jakie to proste i przyjemne. Częstokroć marzy nam się taka „opcja” w życiu codziennym. Iluż niepowodzeń pozwoliła by nam uniknąć! Naprawdę szkoda, że nie można się czasami w życiu zatrzymać i przemyśleć lub rozegrać na nowo pewnych spraw. Życie stałoby się prostsze i łatwiejsze do „opanowania”. W ten oto sposób „łatwe” funkcjonowanie w wirtualnym środowisku gry staje się relaksem, ale i – często wykorzystywane – częścią naszego właściwego życia. Częste są przypadki tworzenia klubów fanów danej gry, wpisywania jej „stanów” i wielokrotnego odgrywania ciekawszych sekwencji dla wypróbowania nowych rozwiązań. Ludzie grający przyjmują swojego „nicka”z gry jako codzienny pseudonim, kontaktują się z innymi graczami, spotykają z nimi a realnym życiu lub nawet odtwarzają sytuacje i przeżycia z gry w swoim gronie (gry typu rpg i ich fani są tu najlepszym przykładem). Jednakże gry obejmują dość małą dziedzinę ludzkiego życia. Dla tych, którzy chcą więcej powstają wirtualne społeczności internetowe, lub nawet wirtualne państwa, starające się symulować praktycznie wszystkie dziedziny ludzkiego życia. Dlaczego takie twory cieszą się rosnącym powodzeniem? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Być może dla wielu osób gry są niewystarczającą formą symulacji. Pragną uczestniczyć w czymś więcej niż zwykłej grze ekonomicznej albo militarnej. Grając w najdoskonalszą nawet grę z czasem zdają sobie sprawę, że nie wyczerpuje ona wszystkich aspektów ludzkiego życia, zatem nie nadaje się na namiastkę realnego świata. Nie zaspokaja więc ostatecznie ich pragnienia, by nie tylko stworzyć własny obraz wirtualny, skontaktować się z innymi, dokonać czegoś nadzwyczajnego, ale także by samemu współtworzyć ‘rzeczywistość’, zbudować coś w prawdziwej społeczności lub być częścią czegoś wielkiego, symulującego „prawdziwe” życie. Dlatego decydują się stać członkiem wirtualnej społeczności prawdziwych ludzi (to zasadnicza różnica między wirtualnym społeczeństwem, a grą). Zestawienie setek realnych ludzi w wirtualnym świecie nie na chwilę, jak na czacie, lecz na długi okres czasu, podjęcie się wykonania dzieła, pracy w instytucji, prowadzenia firmy, z której korzystają inni, daje im nowe możliwości. Dla jednych może być to ucieczką od rzeczywistości, w której ponoszą klęski albo nie umieją się wciąż jeszcze zdecydować, co chcą robić, dla innych poligonem uczącym, jak żyć aby nie paść na nos i nie zwariować w realnej wersji „najlepszego z możliwych światów”. Możliwości jest wiele, każdy z nas ma swe pragnienia, marzenia, a może konkretne plany, które chce zrealizować. Istnienie takich tworów jak Scholandia czy też np. Dreamland wybiega naprzeciw owym zapotrzebowaniom. Bogactwo dziedzin możliwej aktywności zapewnia im stały wzrost zainteresowania i napływ nowych obywateli. Wkraczając w wirtualną państwowość można poczuć się jak konkwistador odkrywający i poruszający się na nowych płaszczyznach. Uczestnictwo w nowym i dla wielu jeszcze obcym zjawisku już samo z siebie może być podniecające. Jednakże chęć bycia dla samego faktu bycia jest tu raczej marginalna. Mamy tu raczej do czynienia ze wspomnianym na początku wykładu „powtórnym narodzeniem”, które oferuje nam możliwość rozpoczęcia swego bytowania jakby całkiem od nowa i osiągnięcie rzeczy raczej nieosiągalnych w życiu realnym, np. szybkie wzbogacenie się, uzyskanie tytułu szlacheckiego i wysokiego prestiżu społecznego. Zaistnieć wirtualnie – tj. zdobyć prestiż i rozgłos jest w sumie łatwo, a mało rzeczy tak cieszy jak sława i powszechne uznanie. Uproszczona drabina awansów społecznych, instytucje nie znające terminu „znajomości”, pozwalają osiągnąć pozycję każdemu kto ma zdolności, i chęć, czyli jest po prostu dobry. Poważnym plusem tego przedsięwzięcia jest możliwość próby własnych sił, jaką przechodzi każdy działający aktywnie obywatel. Można się sprawdzić w każdej dziedzinie życia. Prowadząc np. firmę handlową, zajmując ministerialne stanowisko czy też pisząc wykłady na potrzeby wirtualnego uniwersytetu. Porażka w tym świecie owszem, jest bolesna, lecz nie pociąga za sobą żadnych poważnych konsekwencji. Chwilka płaczu, parę kliknięć myszą może zmiana tożsamości – i znów jesteśmy w akcji. Z czystym kontem, nie obarczeni żadnymi „błędami młodości”. Miło, czyż nie? W ramach Internetu działamy, wykorzystując jego właściwości do własnego rozwoju. W pełni wykorzystuję przysługującą mi wolność i tak oto bez przeszkód zamieszczam ten wykład na stronach www. Z pominięciem obowiązujących w rzeczywistości reguł, procedur, wydatków, czasów oczekiwania. Nie muszę nikogo prosić o zgodę, o akceptację, o wyłożenie potrzebnych kwot. Po prostu siadam, piszę, zamieszczam. W ciągu godziny mogę stworzyć coś, co być może poruszy tłumy wirtualnych, a przecież prawdziwych obywateli, lub też zwali gromy (nie takie znów groĽne) na moją głowę. I to dość małym kosztem, wszak promocja strony internetowej nie jest aż tak trudna i kosztowna, jak realnego przedsięwzięcia. Owo właśnie zamieszanie, łamanie reguł lub po prostu ich brak jest sporą pokusą dla każdego użytkownika sieci. Możliwość wyzwolenia się z ucisku garniturów, wizyt, punktualności, cielesności, zdobytego lub nieosiągalnego miejsca w hierarchii społecznej, pozostawienia na boku realnego społeczeństwa, w którym muszę funkcjonować, a które tak często mnie rozczarowuje, frustruje. W ogóle może to być chwilowe wyzwolenie ze wszystkich materialnych przypadłości. Druga, zupełnie może inna osobowość, schowana gdzieś bardzo głęboko w nas, wychodzi na wolność na cyberłączach! Czujemy się beztrosko, totalnie wyzwoleni. Nie ograniczeni systemem. Na te parę chwil, powtarzających się może co dzień, nie obowiązuje nas numer ubezpieczenia czy też dowodu osobistego, regulamin szkolny czy czas pracy. Już nie egzystujemy jako kolejny, bezduszny numer w systemie, który tak naprawdę pod płaszczykiem obrony naszych swobód obywatelskich, coraz mocniej je ogranicza. Ukryci pod różnymi hasłami, nickami, wybranymi sobie samym funkcjami i śmiałymi przedsięwzięciami, odsłaniamy swoje inne oblicze. Czy sztuczne? Czy wyidealizowane? Czy fałszywe? Czy może właśnie to najprawdziwsze? –Nie wiem, każdy sam musi poszukać odpowiedzi na to pytanie. Jak już wcześniej pisałem, nasz nick może odsłonić pewien maleńki skrawek naszej natury i tym samym przyciągnąć osobę, której być może szukamy. Nawiązując kontakt możemy się bardziej niż kiedykolwiek odsłonić dzieląc się swymi problemami, czy też ukrytymi intencjami. Bez żadnego ryzyka. W przypadku, gdy druga osoba lub społeczność nas nie zaakceptuje, lub co gorsza, wyśmieje, wycofamy się bez żadnego uszczerbku. Tutaj pojawia się bardzo ciekawy paradoks – ponieważ mimo ujawnienia swych spraw, historii życia itp., nadal pozostajemy dla tej drugiej osoby, dla społeczności praktycznie całkowicie anonimowi!!! Prawda, że nęcące? Pozostawiające spory margines na błędy i porażki. Może właśnie w tym fakcie zawiera się wielkość i popularność bytowania wirtualnego. Całkowicie się obnażyć, pozostając jednocześnie w cieniu. Być może się powtarzam, lecz pewne fenomeny trudno opisać jednym zdaniem i być na pewne fakty obojętnym.

Skutki wirtualnego istnienia. Czy nasze przyszłe realne istnienie będzie uzależnione od Internetu?

W świetle coraz szybszego rozwoju wirtualnego świata, coraz doskonalszych, a przez to bardziej pociągających możliwości technologicznych przeżywania swojego „drugiego życia” trzeba sobie także postawić pytanie o jego negatywne strony. Przecież wspomniane powyżej możliwości, mimo swych niewątpliwych zalet, niosą ze sobą także zagrożenia. Jakie? Posunę się do twierdzenia, że wirtualne istnienie może prowadzić do pewnego samozatracenia. Może wywołać coś w rodzaju narkotycznego uzależnienia. I nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady! Tej możliwości nie można bagatelizować. Porównajmy więc: Po co ludzie biorą narkotyki? Odpowiedzi nie udzieli żadna starsza pani z kółka różańcowego, dowiadująca się o wielu rzeczach z ambony lub z zaściankowego tygodnika – tylko ktoś kto się otarł lub wpadł w ten nałóg. Narkoman bierze, aby zapewnić sobie komfort psychiczny. Odprężyć się, zrelaksować, uciec od rzeczywistości, która go „niszczy”, stawia mu wyśrubowane cele, których spełnienie kosztuje wiele wyrzeczeń. Biorąc środek odurzający może osiągnąć satysfakcje „pomimo” wszystko, oddalić na chwilę swoją frustrację. Narkotyk pozwala przez pewien czas poczuć się absolutnie wolnym, niezależnym i lepszym. Lepszym od otaczającej człowieka rzeczywistości, wolnym od narzucanych przez kulturę masową celów. Poczucie wyższości, owo złudne przekonanie, że jest się panem wszechrzeczy, decydującym o własnym losie i szczęściu – pociąga. Oto „szczęście”niezależne od czynników zewnętrznych. Oto możliwość osiągnięcia doskonałości, spełnienie pragnienie stania się, kim się chce, nawet samym Bogiem! W pewnym sensie transcendencja, przekraczanie siebie samego i swoich przyrodzonych ograniczeń: oto człowiek dążący do najwyższej doskonałości, zajmujący jej miejsce. Opisaną wyżej zależność umożliwia także wirtualna rzeczywistość… Nie przesadzam. Dochodzimy do końca. Zostajemy tylko z pytaniami. Czy nasz drugi , nasz lepszy, łatwiejszy, piękniejszy świat jest zupełnie bezpieczny? Czy w ogóle istnieje twór doskonały, na dokładkę czy jest nim akurat doskonałe dzieło człowieka, taka techniczna róża bez kolców? Jaką cenę przyjdzie nam zapłacić za przywilej praktycznie nieograniczonej niezależności? Czy zaczynanie ciągle od nowa, „poprawianie”rzeczywistości jest bezkarne dla ludzkiej psychiki? Dla odporności? Wiele pytań rodzi się z takiej refleksji. Niezależnie od badań socjologicznych, które już przynoszą liczne alarmujące wyniki, każdy wchodzący w wirtualny wymiar „istnienia”powinien sam dla siebie zastanowić się nad tą kwestią. My pozostawmy tutaj ten problem otwarty, gdyż wymaga on w każdym indywidualnym przypadku własnego zastanowienia i poważnej, indywidualnej odpowiedzi, na którą nie mogę sobie w Waszym imieniu pozwolić.