Nie powinniśmy kłócić się o wiarę, bo to z pewnością Bogu najmniej się podoba. Jezus modlił się o naszą jedność, a przecież jednak Bóg dał nam wszystkim własny rozum i zdolność refleksji. Widocznie więc różnice między nami są czymś przez Niego dopuszczanym, czymś może wręcz oczekiwanym. To nasze różne spojrzenia na Niego, a każdy przecież patrzy z punktu, w którym stoi. Czyż i Ewangeliści nie akcentowali tych cech Jezusa, które szczególnie wyraźnie dostrzegali oni i ich źródła? Czy nie interpretowali? Co nas ma dziś łączyć? Oprzyjmy się na tym najbardziej podstawowym, tym, co pierwsi chrześcijanie wysłuchali z ust Jezusa, co inni wyczytali z Pisma, czym żyli przez pierwsze wieki. O co się także kłócili (Ariusz, Nestoriusz i inni), ale co do czego ostatecznie w swej ogromnej większości są zgodni i dziś: Trzy największe odłamy chrześcijaństwa wspólnie uznają tzw. CREDO, starożytne wyznanie wiary. Dwa główne jego teksty to tzw. skład apostolski (krótkie wyznanie wiary, pochodzące z III wieku) i tzw. tekst nicejsko-konstantynopolitański, ustalony ostatecznie na dwóch soborach powszechnych: w Nicei (325) i w Konstantynopolu (381). Zgodzono się wówczas, że każdy, kto z czystym sumieniem może podpisać się pod tymi słowami, jest prawowiernym chrześcijaninem. Także po rozłamie chrześcijaństwa najpierw między Wschód i Zachód (polowa XI wieku), potem zaś na samym już Zachodzie (XVI wiek, Reformacja) wszystkie ważne wspólnoty nadal uznawały te teksty za podstawowe. Potem Kościół Katolicki dokładał do nich swoje dogmaty, naturalnie bez konsultacji z braćmi odłączonymi, jak ich nazywał. Jeśli więc coś może leżeć u podstaw jedności, jeśli coś nas musi łączyć, to są te teksty, określające podstawy. Czemuż miałyby i dziś nie łączyć nas w tym, co najważniejsze, pozostawiając resztę własnej refleksji, interpretacji czy opinii wierzącej jednostki czy grupy? Na tej platformie zawsze się porozumiemy, na niej też możemy ustalić kryterium jedności, tak jak nasi starożytni bracia w wierze. Jest chrześcijaninem, kto się z tym zgadza. Wszystko inne jest drugorzędne, nikt nie powinien odsądzać innych od prawowierności, jeśli tego nie przyjmują. Przeczytajmy więc CREDO, zamyślmy się nad nim wspólnie, przypomnijmy sobie, co nam powiedział o Bogu Jezus, któremu wierzymy:
Wierzę w jednego Boga. Bóg jest! Nic nie jest więc dziełem przypadku, Ktoś koordynuje wszelkie dzianie się od początku. Jest On jeden, nie ma więc w nim sporu. Nie chaos i bałagan, lecz Myśl ogarniająca wszystko stoi za fundament. Jest Bogiem, a zatem nie jest niczyim dziełem, nie posiada początku i nie zna niedoskonałości - Jest przedwieczny i wieczny, nigdy się nie skończy, nie przestanie istnieć.
Ojca Przy tym wszystkim Bóg nie jest tylko jakimś nieskończenie przekraczającym nas Bytem, odległym i niezrozumiałym Absolutem filozofów. On nas zna po imieniu, jesteśmy jego dziećmi. Jest nam bliski, chce dla nas dobra. Z tego wypływa Jego pragnienie, by z nami rozmawiać, dzielić się dobrem i szczęściem, by nas prowadzić, ale nie na siłę, jak dobry ojciec swoje, czasem niesforne dzieci. Zostawia nam też wolność, jeśli nie chcemy, możemy pójść swoją drogą, choć będziemy tego może żałować.
Wszechmogącego Bóg może wszystko, to znaczy może dotrzymać swoich obietnic. Wszystko, co nam powiedział, zrealizuje się, bo On tego chce. Nie narzuca nam swojej Wszechmocy, ale jest ona gwarancją, ze możemy na Nim polegać. Dowiódł tego, ocalając Izraela z Egiptu, dowiódł, podnosząc z grobu Jezusa. Czegóż nam więcej potrzeba. Bóg nie gwałci swoją Wszechmocą naszych decyzji - pozostawił nas wolnymi. Ale w ostatecznym rozrachunku możemy na Niego postawić.
Stworzyciela Nieba i ziemi Bo dał impuls do powstania. Nieważne, jak to zrobił. Może kazał czemuś "wybuchnąć", może zaplanował powolne ewolucje ,może też wymusił na materiach i antymateriach te ich skomplikowane przemiany, nadając im prawa (astro) fizyczne. Z Jego woli, choć może i nie bezpośredniego "dłubania" wszystko się stało, co się stało. On podtrzymuje świat w jego istnieniu, w każdej chwili daje działać prawom natury. Choć w swojej wolności człowiek wiele potrafi zniszczyć. Może więc warto czasem zastanowić się, że świat dostaliśmy jakby w dzierżawę, będziemy musieli go oddać Temu, który ma prawa Autorskie. On nie narzuca nam dziś niemal niczego, nawet zmieniania dróg ewolucji i zabawy z genami, jeśli przyniesie pożytek... tak długo, póki da taki efekt, jak Jego pierwotne dzieło, o którym mógł powiedzieć, że jest ono dobre (Rdz1).
wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych Uznajemy, ze nie wszystko wiemy o świecie. Ze z woli Bożej istnieje też jeszcze inny, na razie nam niedostępny wymiar. Ten właśnie, gdzie żyją nasi zmarli. Może ten, gdzie jest coś jeszcze? Może nawet i ten, gdzie rodzą się idee? A może i taki, gdzie znajdą się ci, którym z Bogiem nie po drodze? Jeśli jednak, to tylko z własnej woli... a nie nam sądzić, czy tacy w ogóle istnieją.
I w jednego Pana Jezusa Chrystusa Tego Bóg nam posłał, aby o Nim zaświadczył. Jezus z Nazaretu przyszedł rzeczywiście od Boga, mówił więc prawdę, Jemu wierzymy na słowo. To na Niego czekali wybrani jako na Mesjasza (Chrestos), to On spełnił obietnice Starego Przymierza i zawarł Nowe: między Bogiem a wszystkimi ludźmi. To on jest Panem: jest Drogą, Prawdą i Życiem. To on ukazuje drogę pewną do pełnej realizacji. Bóg jest taki, jakiego Jezus nam ukazał. Życie osiągnie, kto w Jezusa, kto Jezusowi uwierzył.
Syna Bożego Jednorodzonego Jezus nie jest tylko człowiekiem, On żyje w Bogu od zawsze i nigdy nie stracił z Nim jedności. On jest tym działaniem Boga, uosobieniem dialogu. W Nim naprawdę Bóg sam się nam ukazał. W Jego czynach On sam czynił dobro i objawiał swoją potęgę, nad żywiołami, nad chorobą i śmiercią, nad głupim i inteligentnym złem. W Nim Bóg wypowiedział się ostatecznie, bo któż śmiałby poprawiać Jego samego?
Który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami Nie po jakimś czasie, nie na skutek "adopcji", nie jakiegoś "wybrania" czy nagrody za dobre życie. Jezus to Boży Syn, przedziwnie, niezrozumiale dla nas "zrodzony", wszystko mający z Niego, a nic z kogokolwiek innego.
Bóg z Boga, światłość ze światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu Boskość Jezusa jest pełna, Nie jest On jakimś wysłańcem, prorokiem, jakby niektórzy chcieli. On mówi o sobie: "Ja i Ojciec jedno jesteśmy", a my tak to przyjmujemy. W niczym nie jest On ograniczony, nie różni się od Ojca, posiada całe Bóstwo, wszelka Boża mądrość jest w Nim, a On ją na nam głosi, wszelka miłość jest w Nim doskonała, i ta nam ukazuje. Nikt i nic z Jezusem nie może się równać w naszych oczach, bo On jest Boskością, która do nas przemówiła.
A przez Niego wszystko się stało Bóg nie jest wewnętrznie podzielony. On: Ojciec, i Syn, i Duch Święty zawsze są obecni we wszystkich działaniach. Dzieło Stworzenia, ale i dzieło Zbawienia jest ich wspólne. Nie można więc traktować Osób jak oddzielnych Bogów, może nawet wygrywać przeciw sobie, jak to czynili poganie. Kiedy modlimy się do Jezusa - modlimy się Do Ojca i Ducha. Wola Ojca jest wolą Syna i to od zawsze: Stworzenie jest Bożym dziełem jedności.
On to dla nas ludzi, i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba Istota naszej wiary jest rzecz niesłychana: wierzymy, ze Bóg sam przyjął postać człowieka, zniżył się tak bardzo, że przyjął skończone wymiary, wszedł w nasz czas i w naszą mizerię, aby nam Siebie ukazać. Tak ważny dla Niego jest dialog z człowiekiem, że staje się nim sam, aby być lepiej zrozumiany. Uczy go jego własnym językiem, przedkłada mu znane obrazy, by przekazać Siebie, by do Siebie zaprosić. Jak bardzo człowiek jest dla Boga ważny...
I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Marii Dziewicy Duchem, nie ciałem ludzkim Bóg się posłużył, by stać się jednym z nas. Nie do końca wiemy, jak to zrobił, nie nasza to rzecz, ustalać chromosomy Jezusa, sami zresztą już wiele dziś potrafimy na tym polu - czemuż więc odmawiać Bogu wiedzy i mocy? Maria, zwykła kobieta, stała się Matką Jezusa, w jej ciele Bóstwo przybrało ludzki kształt, a człowieczeństwo zyskało swoją największą chwałę i ozdobę w osobie Jezusa. Nie potrzebował Bóg innych pomocników, a tą kobietą, i tylko nią, posłużył się, bo zechciał, by Jego Syn zaczął swoje życie, jak każdy. Może zresztą i po to, by uświęcić ludzką ciążę? Kłótnie o dziewictwo Marii po tym wydarzeniu, o (ludzkich) braci i siostry Jezusa nie są już dla nas tak ważne, może i dobrze by było, żeby ich miał? My tez mamy, tym bardziej były jednym z nas...
I stał się człowiekiem Nie pół człowiekiem - pół Bogiem, jak greccy herosi, lecz w pełni jednym i drugim. Przeżył ludzkie życie, z jego radościami i bólami, nadzieją i strachem, przyjaźnią i samotnością. Doświadczył radości wesel i uczt, przeżył ból śmierci najbliższych krewnych i przyjaciół. Był słaby i podlegał pokusie, lecz nie upadł, i stał się dla nas przykładem. Do końca i bez wyjątków stał się jednym z nas. "Przeszedł..., dobrze czyniąc" Dlatego możemy Go naśladować.
Ukrzyżowany również za nas Do końca: końcem ludzkiego życia zaś jest śmierć. Boimy się jej, czasem chcemy ją przekupić, ale wygrać z nią nie możemy. Jezus chciał być człowiekiem do końca, więc umarł. Ludzie zaś zafundowali Mu śmierć bolesną, taką, jaka jest udziałem tylko niektórych. Bóg i na to się zgodził: pozwolił ludziom, by w swojej wolności zrobili z Jego Synem to, co chcieli. To właśnie śmierć na krzyżu jest pieczęcią pod całym tym ziemskim życiem Jezusa, przez które stał się jednym z nas. Jak jeden z nas umarł, świadomie, tak jak od początku przyjął ograniczenie bycia człowiekiem, tak teraz, niewinny, poniósł na krzyż wszelką winę ludzką. Jego cierpienie samo z siebie nie jest odkupieniem - ono jest ostatnim aktem tej wielkiej ofiary Syna Bożego, całego Jego przejścia przez życie i śmierć, które w osobie Boga-człowieka tak bardzo zbliżyło do siebie ludzkość i Boga. Dla ludzi zaś jest wielką lekcją - uczy, że cierpienie także należy do życia, ale potrafi zmieniać i uszlachetniać.
Pod Poncjuszem Piłatem, został umęczony i pogrzebany Tak, Jezus to nie mitologia! Znajdziemy Go na kartach historii. Znamy z imienia człowieka, który Go skazał, choć mu współczujemy. Znamy miejsce, gdzie był Jego grób, bo i pochówek stał się Jego udziałem. Tak Bóg wszedł w ludzką historię - nie militarny triumfator czy naukowy geniusz, lecz jako dobry nauczyciel, który zginął przez ludzką zawiść, polityczną rachubę, a może po prostu fundamentalistyczne zaślepienie.
I zmartwychwstał dnia trzeciego Śmierć to nie był koniec. Niemożliwe było, żeby Bóg przegrał ze śmiercią - On ją zwyciężył. Powstał i odtąd już żyć nie przestanie, jest dla nas wszystkich wzorem i gwarantem Nowego Życia, które nie ma końca. Wraz z Nim zmartwychwstaniemy. Gdyby nie to, ten największy dar Boga, próżna byłaby nasza wiara, jak pisze Paweł Apostoł. Jeśli zaś powstał, to żyje i może być wśród nas, kiedy Go wzywamy. Jezus żywy jest pośród nas i dodaje nam sił, byśmy szli przez nasze własne życie. On, który przeszedł przez śmierć, dobrze nas rozumie, rozumie też nasze obawy i słabości. Ale ma moc, wyciągnąć nas z tego, jeśli więc tylko chcemy, podajmy Mu rękę!
Zgodnie z Pismem To, co Jezus objawił nam od Boga zawarte jest na kartach Nowego Testamentu. To dar Boga dla tych, "którzy nie widzieli, a uwierzyli" (J 20,29). Wierzymy, że On sam przez nie mówi. Zgodnie z nim odczytujemy nie tylko prawdę o Bogu, ale i drogowskazy Od Niego dla nas samych. Pismo zaświadcza o Zmartwychwstałym Panu, który żyje i naucza na jego kartach. Jeśli jest zmartwychwstanie, to i wszystko inne, co jest nam objawione jest prawdą. Na cóż nam jeszcze potrzeba innych cudów i innych objawień?
I wstąpił do nieba, i zasiada po prawicy Ojca Niebo jest wszędzie, bo Bóg ogarnia wszystko. Jezus jest w Nim, ale dlatego właśnie nigdy już nas nie opuści. On jest tam jako Bóg i Człowiek, a więc jako POŚREDNIK, kapłan, który nieustannie wstawia się za nami (Hbr 7, 22-24). To przymierze, które On zawarł w naszym imieniu nie będzie już miało końca, bo On, jego Twórca, jest wieczny i jest stale na miejscu. W Bogu jest więc i człowiek, odkąd zmartwychwstały Jezus do Niego powrócił. Ludzka skończoność została przemieniona, podniesiona, doszła do swego celu i spełnienia w swoim Stwórcy. W Nim cała ludzkość ma prawo spodziewać się podobnego wyniesienia, przebóstwienia, szczęścia, samorealizacji ponad wszelkie granice - bo On tego chce.
I powtórnie przyjdzie w chwale, sądzić żywych i umarłych Dzieje świata nie są ślepą uliczką. Bóg nie tylko dał mu początek, ale i sens, cel. On sam jest tym celem. Przyzywa do Siebie wszystko i wszystkich, choć do niczego nie chce przymuszać. Spotyka się z każdym z nas już, gdy umieramy i przeprowadza przez ten próg. Wtedy sami się osądzamy, a On zatwierdza osąd. Na końcu jednak objawi się wszystkim w całej swojej chwale i wspaniałości, w całej potędze i dobroci. Jezus powróci, aby zakończyć dzieje tego materialnego Wszechświata, aby ogłosić wielki powrót stworzenia do Stworzyciela. Każdy wtedy ujrzy siebie w kontekście Boga, swoje życie w kontekście Jego planu, swoje zwycięstwa i słabości, swoje podobieństwo do Niego, i niepodobieństwa, ilekroć wybierał inaczej. Ostatni dokonają wtedy swego wyboru. Nie wiemy do końca, jak będzie dalej: może niektórzy z nas mimo wszystko pójdą dalej drogą bez Boga: okażą się konsekwentni w swojej dobroci i złu? A może takich nie będzie, bo Bóg znajdzie drogę do ich serc? Ale i wtedy będziemy wolni, możemy wybrać pustkę i nieszczęście... możemy spełnienie i radość, gdy Bóg sam "otrze z naszych oczu wszelką łzę".
A królestwu Jego nie będzie końca Nie ma już lat, nie ma dni, nie ma czasu. Nie ma starzenia się, rodzenia i umierania po tamtej stronie. Jest inaczej. Nie rozumiemy do końca jak, ale czyż my musimy zawsze wszystko rozumieć? Jak mały byłby Bóg, gdyby dał się zamknąć w naszych ideach? Wieczność to nie po prostu dalszy ciąg, to inny sposób istnienia, ten właściwy. Właściwy, bo jest on cechą Boga, który jest samym Istnieniem. Do tego istnienia On nas zaprasza. Do niego zmierzamy.
Wierzę w Ducha Świętego Tego, który wieje jako siła Boża w świecie od początku i napełnia go Bożym działaniem, jest wieczną nowością i odnową jak wiatr, od którego ludzki język nadał Mu imię. Tego, którego Jezus obiecał i posłał (Dz 2) swoim uczniom. On jest w Bóstwie Ojca i Syna, nie oddzielny od Nich.
Pana i Ożywiciela Duch Boży tchnie życie, tak jak od początku. On jest życiem głębi, Darem Bożym, opiekunem wybranych i powołanych. On ożywi serce każdego, kiedy tylko zostanie szczerze wezwany. Jego działaniem Bóg wylewa na ludzi, rozdziela dary i talenty, ożywia w ludziach wiarę i gorliwość, wzbudza męstwo i siłę, dodaje ...ducha! Jego to Jezus nazywa Parakletem, to znaczy Obrońcą, on poddaje wiernym myśli i slowa, otwiera ludzi zgadzających się na to na ich słowa i na słowa Boże.
Który od Ojca i Syna pochodzi Nie jest Duch Święty jakimś mniejszym Bogiem, jakimś obcym, jakąś wynajętą, albo stworzoną siłą. On jest Osobą, jest samym Bogiem w działaniu, wspólnym tchnieniem Ojca i Syna, Ich nie do końca dla nas zrozumiałym, ale przecież przez to nie mniej prawdziwym sposobem na czynną obecność w świecie. On jest w Bogu samym, jest też tam wszędzie, gdzie wzywa się Boga, tam, gdzie Go potrzebują.
Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę Jest żywym działającym Bogiem wśród ludzi. Dlatego samo już istnienie i rozszerzanie wiary w Jezusa jest Jego chwałą. Każdy, kto wyznaje wiarę, jest najpierw poruszony przez Ducha, aby to uczynił ("Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: Panem jest Jezus" (1Kor 12,3). Dlatego mówiąc o Bogu, głosząc Boga, chwaląc Boga zawsze chwali go człowiek w Duchu Świętym, z Jego inspiracji, Jego natchnienia. Każde więc głoszenie Boga w świecie już jest chwałą Ducha.
Który mówił przez proroków Tak powstała Historia Święta, tak powstało Pismo Święte: Ludzie, oświeceni przez Ducha umieli dojrzeć działanie Boże w historii ludzkiej, odkrywali je więc innym tak, jak umieli. Ludzie, poruszeni przez Ducha, głosili i spisywali Boże orędzie tak, jak umieli i jak to rozumieli ich rodacy. Ludzie, pouczeni przez Ducha spisywali i redagowali Ewangelie, interpretowali Boże objawienie w listach Nowego Testamentu. Ludzie, podtrzymywani przez Ducha, odważnie wyznawali Jezusa i dawali Mu świadectwo aż do krwi. Tak mówił Duch Boży przez ludzi do ludzi. Tak mówi, ilekroć czytamy Biblię, Jego dzieło...
Wierzę w jeden Kościół Jeden, bo Kościół to nie organizacja społeczna lecz Ciało Chrystusa (Ga 3, 27-28)., którego Głową jest On sam (Kol 1,18, 1Kor 12-30). Żaden z ziemskich Kościołów nie może więc twierdzić, że oto jest on całym ciałem Chrystusa, albo że którykolwiek z ludzi jest głową Kościoła. Kościół bowiem ma tylko Jedną Głowę, a tą jest Chrystus - wieczny Kapłan. To w nim przez chrzest stajemy się i odtąd już zawsze jesteśmy członami jednego ciała, On nas łączy, bez niego jesteśmy tylko tłumem ludzi, wzajemnie sobie mniej lub bardziej obcych, czasem niestety wrogich... Choć więc tej jedności nie widać zbyt wyraźnie, ona jest. Jednością jest Chrystus - Głowa Ciała.
Święty Święta jest wspólnota, którą Bóg zwołał, święta jest w swojej Głowie. Świętość ta, czyli przynależenie do Boga, przenika wszystkie członki Ciała, lecz w większym lub mniejszym stopniu. A to, czy w mniejszym czy większym, zależy już od nich samych. Od ich otwartości na słowo Jezusa, od ich poddawania się woli Bożej, od osobistej dobroci, które czyni z człowieka podobnego Bogu... Liturgia (każdego) Kościoła, jego sakramenty udzielają ludziom tej świętości, oni zaś przyjmują ją jak umieją.
Powszechny Kościół Chrystusa nie jest ograniczony do terenu, kraju czy obrządku, on jest wszędzie tam, gdzie wierzy się w Niego i udziela Chrztu. Tam, gdzie Go wzywają i karmią się Jego słowem i Jego Ciałem, tam jest powszechny Kościół. Przekracza on nie tylko te granice: także granice śmierci. Oto także ci ludzie, którzy już są po tamtej stronie życia, nie przestają być Kościołem, są przecież zjednoczeni już na zawsze z Chrystusem, Głową Kościoła.
Apostolski Jest nim ten Kościół, który zachowuje wiernie naukę Apostołów, czyta Ewangelie, pozostaje w duchu pierwszych chrześcijan. Ten, który niczego z niej nie ujmuje i niczego nie dokłada, nie wynosi się w swej interpretacji ponad najbliższych uczniów samego Pana. Także ten, który zachowuje ich tradycję: kształt wspólnoty, nakładanie rąk, łamanie chleba... Niekoniecznie ten, który powołuje się na kości Apostołów, pochowane podobno na określonym miejscu i okazywane jako relikwie. To po prostu Kościół wierny, chrześcijański.
Wyznaję jeden Chrzest na odpuszczenie grzechów To Chrzest jest końcem starego człowieka w nas i narodzinami nowego. To, co stare, przemija, a oto wszystko staje się nowe. Winy przeszłości nie istnieją, rodzi się w oczach Boga nowy człowiek. Przez to zanurzenie "zanurzamy się w Śmierci Chrystusa", umierając dla grzechu i uzyskujemy udział w Jego zmartwychwstaniu (Rz6). Chrzest włącza w jeden Kościół i daje ochrzczonemu nadzieję spełnienia Bożych obietnic. Wszyscy ochrzczeni są dziećmi Boga i członkami Ciała Chrystusa, a więc braćmi, i siostrami i to bez żadnych zastrzeżeń i umniejszeń: nie braćmi "odłączonymi" czy "nieprawomyślnie wierzącymi" czy "błądzącymi". Chrzest daje też udział Chrystusowym kapłaństwie powszechnym: uzdalnia do "duchowych ofiar" (1P 2.9). Chrzest jest więc "adopcją Bożą" bramą Kościoła, bramą wiary i bramą wiecznego życia.
I oczekuję wskrzeszenia umarłych Cały Nowy Testament tchnie wiarą w zmartwychwstanie. "Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, próżna byłaby nasza wiara i daremne nasze nauczanie" (1Kor, 15). Naszą nadzieją jest On, który sam powstał i powiedział nam: "Ja jestem Zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie" (J 11, 25). Ten, który wskrzesił mocą Bożą swego przyjaciela, Łazarza, może wskrzesić i każdego z nas, swoich przyjaciół i braci. Ci, którzy odeszli, nie pozostaną w swych grobach - oni już dziś żyją w Nim, Życiu wiecznym. I razem z Nim ukażą się w chwale, my zaś do nich dojdziemy. Chrześcijanin nie mówi swoim zmarłym: "Żegnaj"- mówi im: "Do widzenia!" I nie rozpacza, bo wie, że śmierć nie jest końcem, lecz tylko progiem, początkiem nowego i lepszego życia.
I życia wiecznego, w przyszłym świecie. Bóg je nam daje, do niego nas wzywa. Nasza nadzieja, nasz cel to nie majątek, powodzenie, popularność, jakieś zwycięstwo - to nieśmiertelność. Odwieczne marzenie człowieka nie darmo w nim jest to Bóg je w nim zakorzenił i dzięki Niemu ono faktycznie spełnia się w Chrystusie, w którym Bóg darował i nam życie. I tym, którzy byli przed Nim, i nam, i tym, którzy będą do końca. Ten inny świat, to Jego nowe Stworzenie, to, w którym nie będzie już zła, niedoskonałości i bólu. To ten Boży wymiar bytowania, w który wejdziemy dzięki Jego łasce. Jest za co Bogu dziękować.