"Jezus przyszedł po drodze do pewnej wioski. Tam kobieta imieniem Marta
przyjęła Go do swojego domu. Maiła ona siostrę, która miała na imię Maria. Ta
usiadła u stóp Pana i przysłuchiwała się Jego słowom. Marta natomiast zajmowała
się rozmaitymi posługami. W pewnej chwili przystanęła i powiedziała: Panie,
czy Ciebie to nie obchodzi, że moja siostra zostawiła mnie samą przy posługiwaniu?
Powiedz jej, żeby mi pomogła. Pan zaś jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz
się i zabiegasz o wiele, a jedno jest potrzebne. Maria wybrała dobrą cząstkę,
która nie zostanie jej odebrana."
Oto wchodzi Jezus do domu, w którym żyją dwie kobiety. Z gruntu różne. I zupełnie
różnie reagują też na Jego wizytę.
Dla jednej wizyta oznacza: bieganie, organizowanie, nakrywanie do stołu, kwiaty,
ciastka, spiżarnia...
Dla drugiej wizyta oznacza: usiąść, słuchać, opowiadać, być razem...
Jak ocenić zachowanie tych obydwu kobiet? Jasne: I jedno i drugie jest potrzebne,
i to, i to jest ważne!
Lecz zaskakująco dla nas: Jezus patrzy na to inaczej niż my, w końcu rozsądni
i doświadczeni już ludzie: na dość przecież już niegrzeczne, ale zupełnie słuszne
pytanie Marty odpowiada On ... pochwałą Marii: ona wybrała tę dobrą (w niektórych
tłumaczeniach Ewangelii nawet: tę lepszą) część, tę konieczną. Dlaczego tak
właśnie?
Dziś i dla nas zastanowienie się nad pytaniem: dlaczego tak? I odpowiedź na
nie jest ważna, bo my sami jesteśmy Martą i Marią w jednej osobie! Te dwie siostry
to dwie części naszego codziennego życia. Tak chętnie chcielibyśmy czasem odpocząć,
spotkać innych, być razem, lecz wciąż na nowo samo życie nas rwie ku sobie,
wymusza to i tamto, zajmuje... Po prostu nie udaje nam się usiąść i zamyślić,
i nawet już zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić, tak bardzo, że nawet już nie
próbujemy tego zrobić.
Jak to wygląda? Ano tak:
Jemy śniadanie - i jednocześnie czytamy gazetę.
Jedziemy samochodem - i słuchamy radia.
Rozmawiamy - i oglądamy telewizję.
Uczymy się - i słuchamy muzyki.
Zasypiamy - i planujemy już następny dzień.
Słuchamy naszych gości - i obsługujemy ich.
Przestajemy już umieć się naturalnie zachowywać, a mianowicie koncentrować
się na tym, co istotne, na tym, co teraz, w tym momencie jest najważniejsze.
Żyjemy szybko, robimy więcej, ale czy też lepiej? I czy jesteśmy z tym szczęśliwi?
Czy my się w tym realizujemy?
Jezus mówi, że Maria wybrała to, co dobre, lepsze. Nie to, co jedynie dobre,
co w ogóle lepsze, nie!. To, co w tym momencie, teraz lepsze, nawet jedynie
konieczne! Maria się nie rozdrabnia - ona wybiera jedno. Ona zbiera się wewnętrznie,
koncentruje wokół jednego. I zyskuje nie tylko prawdziwe przeżycie, ale i pochwałę
Mistrza.
Takie są i nasze czasy, nie inne i nasze dylematy. Mamy problem z wewnętrznym
spokojem i próbujemy sobie z tym poradzić. O pewnym autorytecie tych naszych
czasów, mistrzu medytacji, który wielu ludziom potrafił pomóc znaleźć drogę
do wewnętrznego uspokojenia, opowiada się, jak to został on zapytany, jak właściwie
sobie tak świetnie radzi z zachowaniem spokoju w każdej sytuacji, jak on to
robi, że wręcz tym spokojem promieniuje. Odpowiedział po prostu: "Gdy siedzę,
to siedzę, gdy stoję, to stoję, gdy zaś idę, idę!" Wtedy pytający stwierdzili:
"Nie, to nie może być to! Przecież my też tak się zachowujemy". "Nie,
wy tak nie robicie! Gdy wy siedzicie, to już stoicie, gdy stoicie, to już idziecie,
a gdy idziecie, to już jesteście u celu". Gdy się tak głębiej zastanowić,
dochodzimy do wniosku, ze powiedział on to samo, co Jezus. Powiedział przecież:
Sekret wewnętrznego spokoju i koncentracji, tajemnica udawania się, leży w tym,
by czynić naraz tylko jedną rzecz, ale tę czynić całym sobą! I to nam właśnie
Jezus mówi, chwaląc Marię:
Bóg jest przecież Bogiem pokoju i harmonii, a nie Bogiem niepokoju i wszelkich
roztargnień. I takimi chciałby nas mieć, takimi nas stworzył. Mówi nam to w
wielu miejscach, najwyraźniej chyba słowami proroka: "Zatrzymajcie się,
i poznajcie we mnie Boga". Tego chce od nas i teraz, chce do nas mówić,
i być słyszanym. Mówić do nas i słyszeć nas, gdy On nas odwiedza, w naszej modlitwie
i w lekturze Pisma w domu. Mówić i słyszeć, rozmawiać z nami, gdy na Liturgii
my gromadzimy się wokół Niego, gdy mamy, choćby na chwilę w tym zabieganiu,
"podnieść w górę serca, wznieść je do Pana", poświęcić się Jemu samemu,
spotkaniu z Nim i Jego słowu do nas, złożyć Mu prawdziwą, głęboką w swym wewnętrznym
wymiarze i skutkach wizytę. Ponieważ nas kocha, chce nas szczęśliwych i spełnionych
także w codziennym życiu, uczy nas teraz, tym ewangelicznym tekstem, mówi: "Gdy
śpisz, pozwól sobie na sen! Gdy pracujesz, bądź cały przy swojej pracy! Gdy
z kimś rozmawiasz, bądź cały przy tym, z którym mówisz! Gdy odpoczywasz - ciesz
się twoim odpoczynkiem! A gdy się modlisz - wtedy bądź całkiem przy Mnie!
Jesteśmy i Martą, i Marią, więc nimi bądźmy, ale nie po połowie! Wybierajmy
zawsze dobrą, lepszą cząstkę! Gdy trzeba, bądźmy całkiem jedną z nich, gdy trzeba,
drugą. Tak będziemy spokojniejsi i szczęśliwsi, tak żyć będziemy zdrowiej i
... we właściwym kierunku!