Obraz Boży
(do J 12, 44-47)

„44 Jezus zaś tak wołał: «Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał.
45 A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał.
46 Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności.
47 A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić.”

       Jezus mówi o sobie jako o świetle. On jest tym, kto rozświetla ciemności i pozwala ludziom chodzić w świetle. Dziwili się zapewne ludzie Jemu współcześni, słysząc takie słowa. Bóg jest przecież dawcą światła, jak to powiedział psalmista:

„Okaż światło Twojego oblicza Twemu słudze i naucz mię Twoich ustaw!”
 (Ps 119, 135)

       Ale Jezus ukazuje inny wymiar tego światła Bożego, światła, którego „przekaźnikiem” jest człowiek sprawiedliwy, który

Wschodzi w ciemności jako światło dla prawych, łagodny, miłosierny i sprawiedliwy.”
 (Ps 112, 4)

       Taki człowiek staje się źródłem światła Bożego, posiada w sobie moc Bożą, staje się narzędziem Bożym. O takim człowieku mówi Pismo:

„twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem.”
 (Iż 58, 10)

       Takimi mieli być apostołowie, ale też wszyscy chrześcijanie, mieli „nosić światło”. Na samym początku Jezus wskazuje na zasadniczy charakter swojej misji. On jest światłem, ale kieruje uwagę swoich słuchaczy do Boga samego, który jest źródłem światła. Sam Jezus ukazuje Boga takim jakim jest – Światłem dla świata. Jezus nie chce, aby ludzie zatrzymywali się jedynie na zewnętrznym naśladowaniu Jezusa, ale aby kierowali się ku temu, co jest ukryte głęboko, ku światłu Bożemu, które stało się udziałem wszystkich.
       Jezus mówi o Bogu, który posłał Go, aby przyniósł ludziom światło, ale nie jest to koniec Jego misji. On przyszedł, aby innych uczynić na swoje podobieństwo:

„Dopóki światłość macie, wierzcie w światłość, abyście byli synami światłości».” 
(J 12, 36).

       Jezus zapowiedział swoje odejścia, ale pozostawił nakaz bycia „synami światłości”, On nas zostawił, ale światłość pozostała i wiara sprawia, że możemy na wzór Chrystusa stać się jej nosicielami. 
       Światłość niszczy ciemność, ciemność ignorancji, zacofania, kurczowego trzymania się starych tradycji. Światłość nie toleruje fanatyzmu, bezmyślności i zakłamania. Światłość sprawia, że każdy człowiek staje w prawdzie przed samym sobą, nie ma gdzie ukryć własne wątpliwości, ukryte myśli odsuwane nieustannie w mrok zapomnienia. Światłość wymaga odpowiedzi na wszystkie pytania, nie pozwala uciec, przed światłością Bożą staje też człowiek w samotności, nie może odwołać się do autorytetów, nie może zasięgnąć rady. Jest ponad czasem i przestrzenią, więc nie może odłożyć odpowiedź na później, nie może uzależnić jej od sytuacji. „Kim jesteś?” – pyta światłość. Jezus odpowiedział na to pytanie: „jestem światłością”. On pokazał nam właściwą drogę. 
       Jezus też pokazał nam, gdzie szukać tego światła. Tym źródłem jest Jego słowo. Znajomość słowa Bożego prowadzi do oświecenia, do zrozumienia spraw Bożych, do wchłonięcia Jego światła, aby móc święcić innym. 
       Jezus nie mówi też, że będzie sądził tego, kto nie będzie zachowywał Jego słowa. On przyszedł, aby głosić słowo, aby być światłością, decyzja należy do każdego człowieka. Właśnie przyjęcie czy tez odrzucenie światła słowa Bożego decyduje o losie człowieka. Dokonuje się to każdego dnia w sercu każdego człowieka. Światło wciąż świeci i wciąż prowokuje człowieka do odpowiedzi na trudne pytania. Ciągle stoimy przed koniecznością podjęcia decyzji: czy staniemy się sługami światła, czy też ciemności, czy będziemy ciągle tkwić w szponach bezmyślności i ignorancji, jak wielu spośród słuchaczy Jezusa, czy też znajdziemy na wzór Chrystusa własna ścieżkę w życiu, na której będziemy świecić innym ludziom, aby ukazać wielkość i wspaniałość Bożego światła.