HOMILIA NA 10 NIEDZIELĘ W CIĄGU ROKU (29czerwca 2003)
Choroba i zdrowie
(do Mt 9, 20-22)
„Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza
Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa.
Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: „Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła”. I od tej chwili kobieta była zdrowa.”
Choroba jest czymś niepojętym, jeśli jest skonfrontowana z naszymi pragnieniami i marzeniami. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nieraz jedna chwila ma decydować o części albo o całości naszego życia? Kobieta z Ewangelii też miała taki problem. Cierpiała już dwunasty rok z powodu choroby! Jeśli wziąć pod uwagę średnią długość życia w tamtych czasach, mogła to być nawet połowa jej życia i to najlepsza połowa! Też pewnie zadawała sobie pytanie: „dlaczego?” Jednak wraz z przyjściem Jezusa do jej miasta pojawiła się nadzieja. O Jezusie mówiono:
«Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój». (Łk 7, 16)
Chora kobieta wierzyła, że samo dotknięcie szaty proroka-cudotwórcy da jej uzdrowienie. I cóż, dotyka i nic się nie dzieje! Lada chwila ufność może zamienić się w rozpacz, lecz Jezus nie pozostawia kobietę w mrocznej samotności. On odwraca się i mówi (tł. wł.): „Śmiało, córko! Uratowała cię wiara twoja!” Dopiero wtedy kobieta uświadamia sobie, że uzdrowienie następuje w chwili, gdy ma miejsce akt wiary, nie ma natomiast większego znaczenia gest. Jej ufność wiązała się z szatą, była czymś zewnętrznym, kobieta pozwalała komuś innemu decydować o swoim losie. Natomiast Jezus wskazał na prawdziwe źródło uzdrowienia, była nim wiara.
Wiara uzdrawiająca jest czymś bardzo wewnętrznym, a jednocześnie czymś bardzo osobistym. Wiara powoduje znalezienie w sercu człowieka samego Boga, który tam mieszka.
Pyta Apostoł Paweł:
„Czy nie wiecie żeście świątynią Boga i Duch Boży mieszka w was?” (1 Kor 3:16)
Podobnie też mówi męczennik Szczepan:
„Najwyższy nie mieszka w dziełach rąk ludzkich” (Dz 7, 48)
Nie mieszka więc Najwyższy w szacie Jezusa i jej dotknięcie nie daje uzdrowienia. Natomiast mieszka On w sercu człowieka wierzącego, dlatego też gdy tylko kobieta zdobyła się na odwagę i uwierzyła, została uzdrowiona. Nie było to zapewne łatwe, o ileż łatwiej polegać na kimś innym, prosić o pomoc i przyjmować cudzą wolę jak swoją własną. Nie jest to jednak droga do pełni człowieczeństwa, które wymaga całkowitej wolności i pełnej odpowiedzialności za własny los. Jest to wielkie wezwanie, lecz kobieta z Ewangelii nie cofnęła się, uwierzyła i znalazła uzdrowienie we własnej wierze!
Jezus wzywa nas do wielkości, do naśladowania jego drogi, która była poszukiwaniem prawdziwego człowieczeństwa, które jednocześnie było boskie. Jezus wzywa nas do przemiany naszej natury, do złączenia się z jego losem – losem człowieka odrzuconego, pogardzanego, lecz pełnego miłości i boskiej mocy.