Na drodze życia
(do Łk 9, 57-62)
A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: «Pójdę
za Tobą, dokądkolwiek się udasz!»
Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory i ptaki
powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł
oprzeć».
Do innego rzekł: «Pójdź za Mną!» Ten zaś
odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!»
Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych,
a ty idź i głoś królestwo Boże!»
Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale
pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu!»
Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do
pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego».
Jezus z uczniami szedł drogą i spotkał trzech podróżnych, których zapragnął zabrać ze sobą, lecz niestety nie byli oni przygotowani na taką drogę. Chcieli oni zabrać ze sobą ciężar nie do zniesienia dla podróżnika.
Pierwszy chciał pójść za Jezusem, ale musiał koniecznie znać cel wędrówki. Jezus odmawia odpowiedzi na jego ukryte pytanie: „gdzie idziesz?” Jego odpowiedź jest w innym miejscu Ewangelii:
„Będziecie Mnie szukać, a nie znajdziecie, a tam, gdzie Ja będę potem, wy pójść nie możecie” (J 7, 34)
Każdy z nas ma własna drogę, nikt z nikim nie ma drogi wspólnej. Drogą Jezusa była odmienna, niż nasza, On żył w innych czasach, mówił innym językiem, inaczej się urodził i inaczej umarł niż my wszyscy. Dlatego też idąc za Jezusem idziemy własną drogą, naśladowanie nie oznacza ani żałosnego „małpowania”, ani przestrzegania pozorów zewnętrznych. Własna droga człowieka wierzącego opiera się na radach Jezusa, na metodologii życia, która stanowi Jego testament. Musimy w pewnej chwili uzyskać stan samodzielności, osiągnąć dojrzałość,
„aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa, abyśmy już nie byli dziećmi, którymi miotają fale i porusza każdy powiew nauki, na skutek oszustwa ze strony ludzi i przebiegłości w sprowadzaniu na manowce fałszu.” (Ef 4, 13-14)
Jezus wskazuje nam możliwość uzyskania takiej dojrzałości, ale wymaga ona podjęcia odpowiedzialności za własne życie, wymaga poszukiwania własnej drogi życia. Nie ma też sensu pytać o cel, albowiem prowadzi to do stałego przebywania w przyszłości ze szkodą dla teraźniejszości. Czy to jest ważne? Jeśli idziemy właściwą drogą, to też cel będzie właściwy! Żyjmy chwilą obecną według słów Jezusa:
„Nie troszczcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Wystarczająco ma dzień swoich problemów” (tłum. wł. Mt 6, 34)
Następna osoba była chętna do pójścia za Jezusem, ale ten człowiek chciał jednocześnie pogrzebać swojego ojca. Nie oznaczało to bynajmniej, że ojciec ten był martwy. W kulturze bliskowschodniej pojęcie „pogrzebać ojca” oznaczało pobyt w domu rodzinnym aż do śmierci rodzica. Niefortunny naśladowca Chrystusa był mocno związany z autorytetem własnej rodziny, aby wysłuchać, co ma do powiedzenia Jezus. Ale czy nie jest podobnie w naszym życiu? Czy nie wolimy sztywno trzymać się wartości, które tak naprawdę nie są nasze, tylko autorytetów, którym ufamy? Przecież często wbrew kłującej w oczy prawdzie wolimy trzymać się poglądów, do których jesteśmy przyzwyczajeni, z którymi jest nam dobrze. Jednak wtedy postępujemy podobnie jak ten człowiek, który zamiast trudnej i odpowiedzialnej wędrówki z Jezusem wybrał martwe zacisze własnego domu. Nie chciał wybrać wolności, którą przyniósł Jezus.
Trzeci chciał pożegnać się ze tymi, którzy byli w jego domu. Pozornie wszystko jest w porządku, człowiek ten czuł się odpowiedzialny za swoją rodzinę, za tych, którzy byli od niego zależni. Z drugiej jednak strony, widać tu niezdrowe przywiązanie do przeszłości, do czegoś opuszczonego, już minionego. Podobnie i my nieraz przestajemy żyć w teraźniejszości i przenosimy się w przeszłość, w której jest nam dobrze, która jest pełna sukcesów i zasług. Mamy w przeszłości coś, co nam przeszkadza żyć tu i teraz. Czasami jest to też zło, które wyrządziliśmy. Jezus jednak nie chcę, abyśmy się zamartwiali przeszłością, on powołuje nas do wolności tu i teraz, On chce naszych otwartych oczu i rąk chętnych do pracy.