Słowo stało się ciałem

(do J 1,10-14)

 

Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał.

Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli.

Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego -

 którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.

 

            Wypowiadamy słowo i myślimy, że to tylko dźwięk. Jest to prawda, ale jest słowo, które nie pozostaje dźwiękiem, który szybko powstaje i szybko zanika. Jest to słowo, które miało potężną moc, stało się bowiem ciałem i zamieszkało wśród nas. Chrystus bowiem był Słowem, Jego życie zaczyna się od słowa proroctwa i kończy się proroctwem. Słowo jest początkiem wszystkiego. Nie możemy niczego się podjąć, jeśli najpierw nie wypowiemy tego, nie zwerbalizujemy. Nie do pomyślenia jest coś, co nie ma nazwy. Tak samo dopiero gdy nowa rzecz jest nazwana, można powiedzieć, że praca została skończona. Chrystus jest Słowem wcielonym, jest więc początkiem i końcem wszystkiego. On przyszedł do świata, który został stworzony przez słowo, aby stać się jego wypełnieniem.

            Zbliżają się Święta i zastanawiamy się, kim jest dla nas Jezus, który się narodził w Betlejem. On jednak zawsze jest z nami w czymś tak zwykłym i powszednim jak nasze zwykłe ludzkie słowo. Każde bowiem nasze słowo jest słowem, które wyraża nas. Tak samo Jezus był kimś, kto wyraża Boga, czyni Go dostępnym i zrozumiałym dla nas. Okazało się, że Bóg tak naprawdę jest bardzo bliski i zrozumiały, mieszka bowiem w naszych sercach. Jezus nie pokazuje nam Boga groźnego, wielkiego, zasiadającego na tronie. Jezus swoim narodzeniem pokazuje Boga, tajemnica którego jest zamknięta w ludzkim sercu.

Symbolika Bożego Narodzenia nie tyle pokazuje odrzucenie Jezusa przez ludzi, lecz jego bliskość do nas wszystkich, jego ludzkość i prostotę. Nie przyjęli Go jedynie ludzie, którzy nie chcieli zrozumieć i uwierzyć, ze Bóg jest aż tak blisko człowieka. Jezus swoim przyjściem dał nam moc, abyśmy się stali dziećmi Bożymi. Nie była to magia, czy też cud. Była to bowiem moc świadomości, która pozwala każdemu człowiekowi odkryć w nim samym moc Boga. Drogą natomiast do tej świadomości jest wiara, jest otwartość, jest dziecięce spojrzenie na świat – spojrzenie zadziwione, odkrywające wszystko na nowo, które jednocześnie niczego się nie spodziewa i spodziewa się wszystkiego. Jest to spojrzenie Jezusa nowonarodzonego, które może się stać również naszym spojrzeniem, jeśli zechcemy stać się dziećmi Boga.