„Miłujcie waszych nieprzyjaciół”

(do Mt 5, 44-45)

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują;

 tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

            Otwartość na innych zakłada też otwartość na swoich nieprzyjaciół. Nienawiść, złość i niechęć nigdy nie spowodują, że relacje ulegną normalizacji, że wrogowie staną się raptem przyjaciółmi, czy też zwyciężony wróg przestanie przeszkadzać. Nienawiść powoduje tylko nienawiść, niechęć jest tylko paliwem, które podsyca niechęć innych. Nasze relacje z innymi ludźmi często przebiegają w ten sposób, że od razu klasyfikujemy wszystkich na naszych przyjaciół i wrogów. Jezus odrzuca tę nasza klasyfikację. Czemu właściwie mamy inaczej odnosić się do tych, którym przyklejamy etykietkę „przyjaciel” niż do tych, którzy noszą etykietkę „wróg”. Tylko przebudzony i świadomy człowiek jest w stanie zrozumieć, że są to sztuczne podziały i że ich źródłem nie są inni ludzie, tylko nasz własny jakże chory nieraz i spaczony umysł. Jezus nawołuje, abyśmy do wszystkich ludzi odnosili się tak samo, co oznacza, że nie powinniśmy nadawać ludziom żadnej klasyfikacji, nie powinniśmy ich szufladkować i określać ich stosunek do nas w ciasnych kategoriach. Takie określanie od razu powoduje zmianę naszego nastawienia do takiego człowieka. A przecież to nie on jest „wrogiem”, „przyjacielem”, „życzliwym”, „ podejrzanym”, „uczciwym”, „złym”, itd. To są nasze przedstawienia, jedynie abstrakcje, które mają niewiele wspólnego z żywymi ludźmi, których na co dzień spotykamy.

            Jezus mówi: „módlcie się za tych, którzy was prześladują”. W mentalności hebrajskiej „modlić się za kogoś” oznacza „modlić się za jego pomyślność”. Nie ma taka modlitwa nic wspólnego z prośbą, aby Bóg spowodował zmianę w tym człowieku. Jezus mówi po prostu, że powinniśmy wszystkim ludziom bez wyjątku życzyć dobrze, albowiem to, że ktoś nas prześladuje wynika tylko z tego, że jest to człowiek nieświadomy, który walczy ze swoimi abstrakcjami, utożsamionymi najzupełniej przypadkowo z nami. Gdy człowiek walczy z innym człowiekiem jest to tylko oznaka braku świadomości przynajmniej ze strony jednego z nich (a najczęściej – ze strony obydwóch). Nasze szczęście i radość nie zależą od innych ludzi, po co więc walczyć z kimś? Powinniśmy natomiast życzyć innym ludziom dobrze, aby też mogli znaleźć tę radość we własnym wnętrzu. Agresja najczęściej rodzi się z poczucia zagrożenia, gdy człowiek usiłuje własne problemy rozwiązać na zewnątrz, poza własnym sercem. Jest to jednak niemożliwe i powoduje frustracje, która jeszcze bardziej potęguje agresję.

            Jezus jednak nie poprzestaje na wskazówkach co do zachowania człowieka. On również podaje przykład ze świata natury. Słońce, deszcze i wszystkie inne zjawiska atmosferyczne nie zależą od naszych relacji. Każdy człowiek otrzymuje to, czego potrzebuje i nie ma to nic wspólnego z naszymi etykietkami. Jesteśmy też częścią natury, jesteśmy jednak czymś więcej – jesteśmy Dziećmi Bożymi. Powinniśmy więc odnosić się do każdego z ludzi jako do podobnego nam – jako do Dziecka Bożego, któremu tak samo należy się nasza życzliwość i miłość jak deszcz i światło słoneczne. Słońce i chmury nie wiedzą, komu jest adresowane światło czy też deszcz. Podobnie i my nie powinniśmy być wybiórczy w naszej miłości, nie kierować naszej życzliwości do jakiegoś konkretnego człowieka, tylko do wszystkich. Wtedy dopiero możemy zasługiwać na miano Dzieci Bożych, podobnie jak Jezus, których wszystkich tak samo umiłował.