Mrok i światłość

 „Nie posłał bowiem Bóg Syna na świat, aby świat sądził, lecz aby został zbawiony świat przez Niego. Wierzący w Niego nie jest sądzony, natomiast niewierzący w Niego już został osądzony, albowiem nie uwierzył w Imię Jednorodzonego Syna Boga. Taki jest więc sąd, że światło przyszło na świat, lecz umiłowali ludzie bardziej mrok niż światłość, były bowiem złe ich czyny. Każdy bowiem niewłaściwie czyniący nienawidzi światłości i nie przychodzi do światłości, aby nie został wykazany błąd (w) uczynkach jego. Czyniący zaś prawdę przychodzi do światłości, aby zostały ujawnione czyny jego, że w Bogu są uczynione.

(J 3, 17-21; tłum. własne – Jerzy Golowanow)

             Podobnie jak w wielu miejscach Ewangelii Jezus ukazuje rozpaczliwą sytuację człowieka, który pragnie być sprawiedliwy w sensie „klasycznym”, czyli czynić dobrze, starać się wystrzegać grzechu, ustawicznie pracować nad sobą i ciągle walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć z grzechem... aż do przegranej. Mówi bowiem Apostoł Paweł: „wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3, 23). Czy jesteśmy więc skazani na przegraną? Owszem, jeśli nie skorzystamy z propozycji Jezusa, która nieprzypadkowo nazywa się Ewangelią - „Dobrą Nowiną”. W każdym innym przypadku w chwili, gdy „zbliżymy się do światła”, czyli gdy skonfrontujemy swoje życie z prawem będziemy zmuszeni do ucieczki w ciemność rozpaczy i uczucia beznadziei. Jezus nie daje nam pigułki przeciwbólowej, którą wystarczy połknąć, aby poczuć ulgę. Jego propozycja nie jest również narkotykiem, który wprowadza nas w stan euforii. Dobra Nowina nie jest też instrukcją dla tych, którzy chcą „żyć cnotliwie i zgodnie z prawem”. Jezus doskonale wie, że nie jest to możliwe dla człowieka. Jezus chce, abyśmy potrafili otrząsnąć się z naszych porażek i uwierzyć, że dla każdego z nas możliwa jest droga Jezusa, droga wolności i mocy. Uwierzyć znaczy zaufać, zapomnieć o przegranej i porzucić ustawiczną walkę, która w każdym przypadku prowadzi do upadku i do osądzenia, a to prowadzi z kolei do ucieczki przed światłem, którym jest prawda o życiu sprawiedliwym. Jezus pokazuje, że walka wewnątrz człowieka kończy się zawsze jego porażką, albowiem każdy człowiek jest grzeszny. Jezus proponuje odrzucenie osądzania samego siebie jako źródła wszystkich nieszczęść i cierpienia. Zaufanie Jezusowi prowadzi do stanu, w którym człowiek przestaje siebie osądzać, wiara powoduje że on już tu i teraz „nie jest sądzony”. Natomiast uporczywe trzymanie się „sprawiedliwości prawnej” prowadzi do tego, że człowiek „już jest osądzony”, albowiem zawsze znajdzie w swoim postępowaniu jakiś błąd. Jezus nawołuje do świadomości własnych grzechów, która nie jest jednak ciągłym potępianiem samego siebie, lecz obserwacją i szukaniem przyczyn takiego a nie innego postępowania. Własnym życiem Jezus wskazał ludziom drogę do samodoskonalenia, wprowadził ich do świata, w którym człowiek „umarł dla prawa, aby żyć dla Boga” (por. Gal 2, 19). Jest to świat radosny i wolny, bez sądu i potępienia, świat pełny miłości i miłosierdzia, a jednocześnie świat prawdy i pełnej świadomości własnego postępowania.