Ptaki nieba


(do Mt 6,25-26)


25 Dlatego mówię wam: nie bądźcie zatroskani o duszę waszą, o to, (co) zjedliście, czy też o ciało, w co ubraliście się. Czy dusza nie jest większa, niż pokarm i ciało – niż ubranie?

26 Popatrzcie uważnie na ptaki nieba, które ani sieja ani żną, ani zbierają do spichrzów i ojciec wasz niebiański utrzymuje je. Czy nie jesteście o wiele lepsi od nich?


Gdy zastanawiamy się nad tymi słowami ogarnia nas jednocześnie poczucie zgrozy i ulgi. Zgrozy – albowiem bardzo trudno jest pozbyć się przywiązania do tych wszystkich rzeczy, które nas otaczają i które czynią nasze życie łatwiejsze, jak przykładowo jedzenie, czy też ubranie. Z drugiej strony jednak ogarnia nas ulga, albowiem czujemy, że przywiązanie do tych rzeczy czyni nas nieszczęśliwymi. Wyobrażamy sobie, że jesteśmy podobni do ptaków na niebie: pełni wolności i mocy, możemy lecieć gdzie zechcemy i nie przygniata nas ciężar przywiązania do ludzi i rzeczy. Jest to wielka ulga, tym bardziej, że znamy jedną taka osobę, która potrafiła tak postępować. Był nią Jezus. On też powołuje nas, abyśmy Go naśladowali – w Jego wolności i w Jego władzy bycia całkowicie niezależnym. Jezus nie czuł się skrępowanym ani swoim domem, albowiem opuścił go bez żalu, gdy poczuł swoje powołanie, ani rodziną, albowiem uczynił tak samo, ani ubraniem, ani jedzeniem, albowiem porzucił zawód, który dawał mu utrzymanie. Poczuł się wolny i dopiero wtedy mógł kochać innych ludzi, poczuł się niezależny od nich, a więc mógł im pomóc. Jest to paradoks, lecz dopiero gdy Jezus porzucił wszystkie swoje związki z ludźmi i odszedł na pustynię, był w stanie tak naprawdę ich kochać, co też jest dla nas znakiem i wspaniałym przykładem. Nie da się nauczyć miłować innych ludzi bez poznania samego siebie, bez zaakceptowania siebie takim, jakim się jest, bez zrozumienia swoich prawdziwych pobudek i intencji. Miłować innego człowieka można dopiero wtedy, gdy nie jest się do niego przywiązanym. Pewnego razu wielki żydowski mędrzec Izrael ben Eliezer Baal Szem Tow został spytany przez swoich uczniów: „Mistrzu, czemu w ogóle poprzestajesz z ludźmi i ich nauczasz, skoro powiedziałeś: „wszystko co moje jedynie do Ciebie należy, Panie!” Odpowiedź brzmiała: „To jest tak, jak gdyby beczka się przelała”. Dopiero gdy jesteśmy pełni mocy i miłości, pochodzącej z wewnętrznego poznania samego siebie, jesteśmy w stanie miłować innych. Nie potrzebujemy już niczego: ani jedzenia, ani picia, ani odzienia, ani towarzystwa, aby osiągnąć szczęście i pokój serca. I dopiero w takim stanie jesteśmy w stanie udzielać innym z pełni naszej miłości, jak to powiedział Jan o Bogu: „z Jego pełni otrzymaliśmy łaskę po łasce” (Ewangelia Jana 1,16).