Wiara
(do J 3, 14-17)
„14 A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego,
15 aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.
16 Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.
17 Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.”
Autor Ewangelii odwołuje się do powszechnie znanego cudu na pustyni. Gdy Izraelici za swoje grzechy byli gnębieni przez węże, zwrócili się do Mojżesza o pomoc. Za radą Pana
„sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu” (Lb 21, 9) . Cud dziwny, niezrozumiały. Wystarczyło jedno spojrzenie na wizerunek węża, aby człowiek został uzdrowiony, nawet gdy już był bliski śmierci. Owszem, nie było to spojrzenie zwykłe, albowiem wiązało się ono z wiarą w to, że nastąpi uzdrowienie. Może powstać słuszne pytanie: dlaczego był to wizerunek węża, czyli istoty, zadającej ból i śmierć, kojarzonej powszechnie z siłami zła, z szatanem? Wyjaśnienie znajdujemy już na kartach Nowego Testamentu.
Podobnie postąpił Bóg w czasach Jezusa Chrystusa. Został On wywyższony jak wąż na pustyni, aby spojrzenie na ukrzyżowanego połączone z wiarą dawało uzdrowienie grzesznej ludzkości. Napisał św. Paweł znamienne słowa:
„Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił - stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie” (Gal 3, 13). Aby być źródłem zbawienia, musiał Chrystus przybrać postać istoty przeklętej:
„W poczet złoczyńców został zaliczony.” (Mk 15, 27). Właśnie dlatego mówi o nim Paweł:
„my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (1 Kor 1, 21). Żydzi gorszyli się tym, że źródłem zbawienia stał się powieszony – przeklęty w oczach prawa. Grecy odrzucali Chrystusa, ponieważ był bezsilny, wisząc na krzyżu. Ale czy nie tak samo było z wężem na pustyni? Jednak Izraelici uwierzyli i dostąpili uzdrowienia. Podobnie czynią chrześcijanie, dla których Chrystus ukrzyżowany jest
„mocą Bożą i mądrością Bożą.” (1 Kor 1, 24).
Bóg posłał Chrystusa, aby świat został przez Niego zbawiony. Zbawiony przez wiarę w moc Ukrzyżowanego. Świat zasługiwał i zasługuje nadal na potępienia, tak samo jak każdy z nas. Aktualne pozostają słowa Pana skierowane do Kaina:
„grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować” (Rdz 4, 7). Ale któż może zapanować nad grzechem? Każdy z nas może powiedzieć to samo, co Apostoł Paweł:
„Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę.” (Rz 7, 19). Chrystus stał się jednym z nas przez to, że poniósł karę należną grzesznikowi, złoczyńcy i to najgorszemu! Paradoksalnie stał się „wcieleniem” kary za grzech, aby nas od tej kary uwolnić.
Kara została dopełniona, wina zmazana, jesteśmy wolni i to już na zawsze. Temu, który nas potępia możemy zawsze wskazać postać Ukrzyżowanego, który zastąpił nas w akcie potępienia za grzech. Nic więcej nie możemy już uczynić, nic dołożyć, niczym nie potrafimy udoskonalić ofiary Chrystusa. Jesteśmy nadal grzesznikami, ale w oczach Boga jesteśmy czyści, ponieważ Chrystus nas oczyścił przez wiarę w Jego ofiarę na krzyżu.
Nie możemy zatem się lękać, że Chrystus nas potępi. On jest po to, aby zbawiać i ratować. Nie wymaga On wiele, tylko wiary w Jego czyn miłości, który odmienia nieustannie serca ludzi w Niego wierzących.