|
|
|
|
Śpiew zielonej strzały Sztuka teatralna Autor: Jerzy Gołowanow (Elf)
Specyfiką sztuki elfickiej jest jej forma, albowiem jest to sztuka wierszowana, wykonana całkowicie dziewięciosylabowym wierszem sylabotonicznym. W starożytności aktorzy śpiewnie recytowali swoje kwestie, natomiast komentował wydarzenia chór, spełniający rolę narratora. Sztuka elficka była zawsze prosto, a nawet „ascetycznie” obstawiona, wystawiano sztuki elfickie na leśnej polanie, nie używano ani rekwizytów, ani dekoracji. Elfy posiadały dobrze rozwiniętą wyobraźnię, której wystarczyło nieraz jedno słowo, aby mogły one sobie plastycznie przedstawić całą scenerię. Dlatego też aktualna sztuka, mimo że jest wystawiana w teatrze, niczym się nie różni swoją prostotą od klasycznej sztuki elfickiej. Każda sztuka elficka odwołuje się w każdym razie do duchowości Elfów i jest najbardziej starożytną formą sztuki teatralnej w Scholandii. Postacie: Hiril–Śpiewaczka z elfich lasów Kemmotar–Poeta z miasta elfickiego Myath Chór: Elfidy chluba, Myath miasto Na wzgórzu w lesie zbudowane Tu wszędzie domy, ptaków gniazda W gałęzie białych drzew wplątane Nad ziemią mały domek biały Tam mieszka Kemmotar poeta Pod oknem – pergaminów zwały, Na stole – stos papierów zmięty Kemmotar tworzy, ręką szybką Spisuje wierszy szereg równy Lecz nagle ptaki raptem milkną: Kemmotar pisze temat główny Kemmotar: O ptaki, małe przyjaciele Istoty wolne na wzór Elfów Beztroska, radość i wesele Natchnieniem jest dla waszych śpiewów Dziękuję wam, że w chwili ważnej Me pióro bez przeszkód pracuje Poeta musi być odważny Bo żyje dźwiękiem, słowem czuje Słyszałem wczoraj śpiew przepiękny Jak gdyby ptak, lecz coś innego... Jak wiatr wolności, miły, lekki Czy poznajecie już swojego? Chór: Lecz milczą ptaki, ich wspomnienia Dnia wczorajszego nie sięgają W przedłużającym się milczeniu Odpowiedź tkwi, że nie, nie znają... Lecz nagle strzała przelatuje W powietrzu jasnym lśni zielenią Utkwiła w ścianie i wibruje Ze śpiewem cichym opierzenia Kemmotar: Zieleni kolor, symbol życia I ostry grot, nosiciel śmierci Są połączone cienka nicią Czy nie ma tutaj odpowiedzi? Czy nie odpowie mi ta strzała Kto śpiewał wczoraj pięknym głosem? Czy może by się tak udało Usłyszeć głos, zrodzony z rosy Czy znów usłyszę dźwięki cudne Z powodu których serce boli? Czy może to marzenia złudne, Jak mgła, co zniknie wnet na dole Lecz ręka, która łuk trzymała Nie jest złudzeniem, nie jest zjawą To ta, co wczoraj zaśpiewała Odpowiedziała dzisiaj strzałą Chór: Usłyszał znów poeta: śpiewny, Wczorajszy głos za swoim oknem W swym pięknie stały i niezmienny Harmonii stałym równym tonem Za okno spojrzał i zobaczył Wśród drzew zielonych czyjąś postać Przez okno nieruchomo patrzył Lecz nie mógł dłużej już pozostać Zagłębił się w gęstwinę lasu Śpiew się oddala, słychać słowa Melodii takiej ani razu Nie słyszał jeszcze Elf zdumiony Hiril: Na ścieżkach wąskich, w Myath wielkim Szukałam ciebie i znalazłam Nie pozostanę tutaj wieki I w lasach zniknę trzecim razem Już dawno mnie słyszałeś w sercu Natchnieniem twoim byłam zawsze Śpiewałam o trawy kobiercu O tym, że lasy będą nasze Mój śpiew prowadził pióro twoje Lecz tylko wczoraj rozpoznałeś Że pergaminów grube zwoje Pod mym natchnieniem napisałeś Kemmotar: Zaprawdę czułem to, wiedziałem, Że czyjeś serce mnie prowadzi Lecz na początku tylko śmiałem Bo tego przecież nikt nie sprawdzi Lecz teraz wiem, że twoje usta Wypowiedziały słowa mocy Bez nich me serce było puste Zadanie siły me przerosło Lecz ja pisałem poematy Sonetów deszcz – zasługą twoją Jak strzała poprzez ciasne kraty Poezja weszła w serce moje Hiril: Ja wciąż z oddali będę śpiewać Nie zbliżę się do dnia trzeciego Me słowa z twą poezją zlewać Lecz nie dla ucha to sennego Mój śpiew jest celny jak ta strzała Bo w serce trafia i nie chybia Ja po to tutaj pozostałam Bo wiem, że w serce twe trafiłam Chór: Już śpiew się skończył, lekkie kroki Kierują Hiril w głębię lasu Już zapadają cicho mroki Poeta trwa, nie czuje czasu Kemmotar: Ostatni dzień, to już niebawem Nic nie zostanie tak jak było Jej śpiew me serce przebił strzałą Wcielenie marzeń mi się śniło Lecz to jest prawdą, że na zmiany Nadchodzi czas i jutro muszę Na dwie połowy rozerwany W daleką drogę stąd wyruszyć Me piękne miasto, cię zostawię Mój dom i pergaminów zwoje Wołają lasy i postawię Mą stopę wnet na ścieżce mojej Lecz czy ja mogę miasto rzucić, Gdzie trwałem tyle lat spokojnie? Czy będę mógł to wszystko zburzyć, Gdzie było myślom mym przestronnie? Rozterka, ból, lecz wiem na pewno, Że w lasach pokój mój odzyskam Postanowieniom swoim wierny Czy stracę, czy tez raczej zyskam? Chór: Poety los – wyruszać w drogę Wierszami troskę wypowiadać Sonetem on wyraża trwogę I w smutku poematy składa Nie znamy dziejów dnia trzeciego Ten dzień za chwile już nastanie Czy serce poety wiernego Przy ukochanej pozostanie? Nie znamy tego, tylko wiersze Z poety ust w sonet złożone Nasz słuch decyzją pocieszą Szczerością Elfa nasycone. Kemmotar: Otworzyć oczy i zobaczyć, Otworzyć uszy i usłyszeć, Zrozumieć wszystko i przebaczyć, Wzburzone serce wnet uciszyć. Oślepnąć lekko, gdy słoneczne Promienie oczy oświetlają. Ukoić myśli: błędne, sprzeczne, Gdy strugi deszczu twarz smagają Pobiegnąć szybko... gdzieś, przed siebie Zapomnieć wszystko, żyć tą chwilą Zapatrzyć się na ptaki w niebie I poczuć w sercu wielką siłę Wciąż stoję, oczy nie otwieram Wciąż boję się, odwagę zbieram. |
|