Strona Główna      Scena      Repertuar      Archiwum      Zapowiedzi      Kontakt      Elfidias


Długa droga do Valinoru

Sztuka teatralna

Autor: Jerzy Gołowanow (Elf)




(powiększ!)


Wstęp:
Obecna sztuka stanowi kontynuację sztuk elfickich pt. „Śpiew zielonej strzały” oraz „Przerwany śpiew w zimowych kwiatach”. Po raz kolejny spotykamy się ze śpiewaczką leśną Hiril i poetą z miasta Myath – Kemmotarem. Przypomnę treść poprzednich utworów. Poeta Kemmotar spotyka Hiril, śpiewaczkę leśną, która śpiewa dla niego przez dwa dni i zapowiada, że trzeci dzień będzie dniem ostatnim. Kemmotar zastanawia się, czy ma opuścić miasto i podążyć za Hiril, czy też nie. Nadchodzi dzień trzeci, wszędzie panuje zima, Kemmotar spotyka na polanie kwiaty, kwitnące pośród śniegów w śladach Hiril i słyszy jej śpiew pożegnalny...

Ze względu na to, że w sztuce używa się dużo terminologii, pochodzącej z opowiadania J. R. R. Tolkiena „Silmarillion”, zachęcam do przeczytania. Dla tych, którzy nie posiadają książki, polecam link: http://www.szaraprzystan.terramail.pl/sil.zip, który pozwala na ściągnięcie „Silmarillion”.





Postacie:

Hiril–Śpiewaczka z elfich lasów

Kemmotar–Poeta z miasta elfickiego Myath




Chór:
Śpiew Hiril przebrzmiał, wiatr zawodzi
Trwa mroczny las w milczeniu smutnym
I ostrzem bólu w serce godzi
Widmowy świt, poranek złudny

Umarły kwiaty, płatki spadły
I śnieg zasypał Hiril ślady
Kolory wiosny wszystkie zbladły
Pozostał tylko kwiatek mały

Ten kwiat Kemmotar w dłoni trzyma
Ogrzewa go oddechem swoim
Niegroźna już dla kwiatu zima
Jest piękny tak, że serce boli...



Kemmotar:
Ten kwiat pamiątką pozostanie
W nim pieśni moc, mądrości światło
Lecz serce boleć nie przestanie
Gdy patrzę na te kwiaty martwe

Ta piękna róża w mojej dłoni
Do Góry Elfów jest podobna
Przed zimnem moje serce broni
W bogactwo barwy jest zasobna

Wyruszam teraz z tej polany
Tam, gdzie wędrówki mojej koniec
Na drodze stoją skalne ściany
I mgła się kłębi gdzieś na dole

Na Górę Elfów muszę ruszyć
Aby pożegnać ukochaną
Za sobą mosty wszystkie zburzyć
Dokonać rzeczy niesłychanej

Chór:
Od wieków było, że Wezwanie
Raz w życiu może Elf otrzymać
W Krainach już nie pozostanie
I nikt nie może go zatrzymać

Na Górę Elfów wnet odchodzi
Tam tajemniczy Statek Biały
Rozstania gorycz mu osłodzi
Gdy ruszy na spotkanie falom

Daleka droga, na Zachodzie
Valinor czeka – wyspa szczęścia
Tam promień światła gra na wodzie
I nie ma tam cierpienia śmierci

Kemmotar jednak postanowił,
Że ruszy w drogę bez wezwania
Pożegnał las, co był mu domem
I w góry poszedł bez wahania

Kemmotar:
Miłością serce wypełnione
Porywa się na niemożliwe
I dusza, śpiewem twym natchniona
Valarów w sobie czuje siłę

Już wkrótce dotrę i na górze
Zobaczę miejsce tajemnicze
Tam gdzie się rodzą groźne burze
Gdzie błyszczą w mroku błyskawice

Tam jesteś teraz, ukochana
Na statek czekasz z białym żaglem
Tam dąży serce me zbolałe
I wypatruje cię z oddali

Chór:
Gdy tylko pierwszy krok wykonał
Kemmotar na skalistym szczycie
Zdziwiony raptem się przekonał
Ze pod stopami - traw poszycie

A w kilku krokach – plaża biała
Brzeg morski, woda, wiatr słonawy
Przy Statku Białym Hiril stała
Lecz w jej obliczu zaszła zmiana



Opromieniona złotym światłem
Przedziwnym pięknem napełniona
Jak róża kwitnie w białym piasku
Na plaży pośród fal spienionych

Kemmotar:
Kim jesteś Pani, wiem, żeś Hiril
Lecz twe oblicze pełne światła
Dla oczu twoja postać miła
Oświetlasz świat jak w nocy lampa

Twe oczy błyszczą tak jak gwiazdy
A włosy złotem płoną jasnym
Valarom równaś ty, bez skazy
Jak słońca blask, co nie zagaśnie

Twój uśmiech piękny jest jak zorza
Na ustach twoich gra radośnie
I oczy – jak głębiny morza
Jak światło świata twoje włosy

Ja wiem, że chwila ta ostatnia
W mym sercu wiecznie pozostanie
Świat zniszczy się jak stara szata
Nic nie uleczy mojej rany

Kim jesteś, Pani, żeś tak piękna
Jak słońce i jak niebo gwiezdne?
Przed tobą stoję pełen lęku
I nie śmiem podnieść oczy nędzne

Hiril:
Nie jestem Elfem, lecz Majarem
Ja służę Vardzie, Gwiezdnej Pani
Odchodzę i ten Statek Biały
Za chwilę zniknie w morskich falach

Wiedz, światło Vardy mnie oświetla
W tym świetle dałam ci natchnienie
Jak ziemię zmienia ciepło letnie,
Uwalnia z lodów wód strumienie

Gdy śpiew słyszałeś, moje usta
Wzywały ciebie ku wolności
Aby nie było w życiu pustki
By wypełniło się miłością

Gdy Elbereth podnosi rękę
Przedziwnym śpiewem świat wypełnia
Skazuje na tęsknoty mękę
I serce spala się w płomieniach

Wiedziałam, że przybędziesz tutaj
Albowiem twoje Przeznaczenie
Wypełnia twoje serce smutkiem
Aż się dokona przemienienie

Kemmotar:
I tak się stało, serce moje
Pragnienie piękne wypełniło
Dlatego też ja tutaj stoję
Bo życie moje się zmieniło

Ja wiem, powrotnej drogi nie ma
I tutaj los mój się rozstrzyga
Jak fala plażę tę zalewa
Tak miłość w serce me przenika

Jak niegdyś Elwe poczuł zachwyt
Gdy Meliany śpiew usłyszał
Tak w moim sercu powstał łatwo
Tęsknoty zew i wszystko zniszczył

Mój dom na drzewie, moje lasy
Przepadły, gdy twój głos zawołał
Hiril, Ainurów godna rasy
Ty idziesz dzisiaj własną drogą

Ja pozostanę tu, na plaży
Z tęsknoty niemy, z bólu ślepy
Czekając, że się coś wydarzy
Wraz ze mną płakać będą mewy

Na próżno będę wypatrywał
Twojego statku kształty wdzięczne
Ja o tej chwili właśnie śniłem
Lecz teraz mam uczucia sprzeczne

Ta chwila nigdy już nie wróci
Jest najpiękniejsza w życiu moim
I gdy jutrzenka się obudzi
Mnie pozostawi z moim bólem

Hiril:
Cóż mam powiedzieć, słów brakuje
I walka trwa radości z lękiem
Tak dużo widzę, sercem czuję,
Że w sercu swym przeżywasz mękę

Chcę teraz spotkać twe spojrzenie
Albowiem oczy mówią prawdę
Nadchodzi wtedy zrozumienie
I w sercu się zapala gwiazda

Kemmotar:
Niech tak się stanie, twoje oczy
Wspomnieniem wiecznym pozostaną
Jak gwiazdy Vardy podczas nocy
Ciemności wieczne rozpraszają

Lecz te wspomnienia nic nie znaczą
Ta chwila – równa jest wieczności
Żyć warto, aby to zobaczyć -
Promienne światło twej piękności

Chór:
Co było później – nie wiadomo
Legenda głosi, że spojrzenia
Czymś więcej były, niż te słowa
I dokonały przemienienia

Mijały chwile - tysiąclecia
Kemmotar z Hiril wciąż patrzyli
Bo miłość nie podlega śmierci
Miłości lata nie zmieniły

Jak niegdyś Elwe z Melianą
Pod gwiezdnym niebem cicho trwali
Na plaży, pośród morskiej piany
Kemmotar z Hiril los wybrali

Spojrzenia wszystko powiedziały
I nic innego nie potrzeba
Ich gwiazdy w nocy rozjaśniały
Zasypywała zima śniegiem

Ta chwila stała się wiecznością
Gdy głos miłości im zaśpiewał
Tak stali w słonecznej światłości
I włosy Hiril wiatr rozwiewał

Być może Hiril odpłynęła
Do Valinoru szczęśliwego
Lecz miłość ta nie przeminęła
Bo o niej morze ciągle śpiewa

Powtarza ziemia prawdę wieczną
Że miłość trwa do końca świata
W Ainurów chóru dźwiękach wdzięcznych
Ta miłość wieczną jest zasadą