|
|
|
|
Samotna wędrówka Sztuka teatralna Autor: Jerzy Gołowanow (Elf) ![]() (powiększ!) Wstęp: Obecna sztuka elficka opowiada o samotnej wędrówce... Jest to zapewne alegoria życia Elfa, który podąża na Górę Elfów, aby na zawsze opuścić Elfidę. Jest to jednocześnie alegoria życia człowieka, który szuka sensu swojego życia, celu, do którego dąży. Czy odnajdzie odpowiedź? Sztuka nie odpowiada na to pytanie, lecz jedynie kieruje to pytanie do każdego ze słuchaczy. Każdy bowiem sam musi odpowiedzieć na to pytanie w swój własny jedyny niepowtarzalny sposób... Postacie: Wędrowiec Wiatr Słońce Skała Ptak Chór: Daleko w górach słońce wstaje I srebrem śniegów szczyty błyszczą Lecz wcześniej, jeszcze przed świtaniem Wędrowca kroki w lesie słychać W ciemnościach chwila ta nadchodzi Gdy zew dalekich krain woła I ktoś na zawsze już odchodzi Porzuca ciepło swego domu I zapomina to, co za nim Podąża tam, gdzie ścieżka biegnie I choć rozłąka serce rani Ten smutek przysypały śniegi Wędrowiec idzie coraz dalej Przed siebie, czy daleko zajdzie? Jak zęby czasu – ostre skały Czy cel wędrówki swej odnajdzie? Wędrowiec: Daleka droga, wszędzie śniegi I cisza tu zapanowała Przede mną stają drzew szeregi Lecz wszelkie życie w nich ustało Do gór podobne, co w milczeniu Przede mną stoją jak strażnicy Dokoła błyszczą jasną bielą I ranią światłem me źrenice Tam gdzieś na szczycie cel ukryty Do niego dążę z całej siły Być może mgiełką wiatr spowity Opowie, o czym w nocy śniłem Mój sen przepiękny jest przyczyną Wędrówki, w którą wyruszyłem Tu wszystko sen mój przypomina Tak piękny był! Lecz już przeminął... Samotny wietrze, powiedz, proszę, Co ja tu szukam i co znajdę? Gdzie zrzucę ciężar, który noszę Czy może z braku sił upadnę? ![]() (powiększ!) Wiatr: Wędrowcze drogi, tu w niebiosach Nieznane są przyziemne sprawy Ja nie wiem nic o ludzkich losach Lecz wiem, że jest to los nietrwały W tej nietrwałości jesteś silny Albowiem wszystko zmienić możesz I to jest zdolność twa przedziwna Bo ty swój świat na nowo tworzysz Nie zapominaj, żeś cielesny I wiek twój krótki jest niezmiernie Gdy idziesz więc po ścieżce leśnej Otacza ciebie śmierci tchnienie Dlatego każda chwila ważna Ażeby życie w pełni chłonąć Więc silny bądź i bądź odważny Wyruszaj swe marzenia bronić Lecz cel twój nadal tajemniczy Przed wzrokiem moim się ukrywa Ku górze podnieś swe oblicze I słońce jasne o to spytaj Wędrowiec: Gorące słońce, coś w niebiosach Na wszystko patrzysz, światło dajesz Wypełniasz siłą zboża kłosy I ciepłem swoim świat obdarzasz Odpowiedz mi, gdzie ścieżka biegnie Po której stopa moja kroczy Ty widzisz tam, gdzie wzrok nie sięgnie Mój cel, o którym śniłem w nocy ![]() (powiększ!) Słońce: Daleko widzę, skały ciemne Mój wzrok rozświetla i przemienia Pierzchają wszystkie cienie zmienne I cały świat w mym świetle śpiewa Cóż mam powiedzieć, twoja droga Prowadzi w góry, gdzieś daleko Tam, gdzie panuje zamieć sroga I to nie zmienia się przez wieki Lecz twa obecność wszystko zmieni Wśród śniegów kwiaty rozkwitają Stopnieje śnieg i twoje tchnienie Wypełni ciepłem dal nieznaną Gdy przejdziesz – ciemność zapanuje I mrozem ścięte wody staną I właśnie wtedy ty poczujesz Że twa obecność była darem Nie żałuj kwiatów co zamarzną Nie płacz nad niebem wiecznie szarym Twe żale na nic się nie zdadzą Pozostaw przeszłość swą umarłym Lecz jeśli prawdę chcesz usłyszeć I poznać język przemijania To zechciej serce swe uciszyć W ciemności czekaj na świtanie Gdy jednak serce twoje pragnie Doświadczyć trwania i stałości Pytania zadaj twardej skale Co niewzruszenie trwa w wieczności Wędrowiec: Potężna skało, twoje kształty Mnie napawają przerażeniem Bo przecież nawet czas uparty Niczego w trwaniu twym nie zmieni Czy zniżysz się do mej słabości? I czy odpowiesz na pytania? Czy w wiekuistej swej mądrości Wypowiesz może swoje zdanie? ![]() (powiększ!) Skała: Od wieków trwam i już widziałam Jak świat się niszczy i przemija Przychodzi człowiek, słaby, mały I pokój nasz jak szatę zwija Wypełnia przestrzeń obecnością Przed którą bronić się nie sposób Dotyka świat swoją miłością Podziwia piękno kropli rosy Jest dzieckiem świata, lecz w obcości Ten świat dla niego – tajemnicą Pytania swe zadajesz głośno Lecz mroczne góry tylko milczą Nie odpowiada niebios błękit Zielona trawa w zamyśleniu Ugina się pod twoją ręką I pozostawia cię w milczeniu Być może jednak znajdziesz w ciszy Swe przeznaczenie – tam na szczycie Być może w końcu głos usłyszysz Co brzmi w cichości i ukryciu Zadaniem twoim zmienić siebie Albowiem świat na wieki trwały Przygląda się w wieczystym niebie W nim nie zachodzą żadne zmiany Więc mnie nie pytaj, spójrz w niebiosa Na ptaka popatrz, co tam leci Być może skrzydła te przyniosą Na twe pytania odpowiedzi Wędrowiec: Na szczycie stoję, wkoło cisza Spokojnie trwam w oczekiwaniu Śpiew ptaka coraz lepiej słyszę Przyleciał na moje wezwanie Samotny ptaku, widzisz wszystko I całą ziemię oblatujesz Ja tutaj stoję, nad urwiskiem Samotność coraz bardziej czuję Odpowiedz mi, dlaczego jestem I czym jest moje przeznaczenie Gdy tutaj stoję, czuję sercem Że tu mej drogi zakończenie Ja wiem, że tutaj odpowiedzi Otrzymam ja na me pytania Tak długo byłem na uwięzi Męczyło mnie oczekiwanie Lecz tutaj czuję wreszcie wolność Pozostał cały świat na dole Tam me cierpienie, moja boleść, Tam pozostały troski moje Jedynie błękit i złocistość Wypełnia teraz moje serce W powietrzu fruwasz cudnie czystym Za chwilę do mnie też podlecisz... ![]() (powiększ!) Ptak: Ja wszystko widzę z wysokości Rozterki twoje, ból i smutek I twe pragnienie wolności I twe nadzieje widzę złudne Być może moje słowa twarde Kolejnym bólem twoim będą Lecz tutaj, na tych skałach twardych Przepiękne kwiaty również więdną Posłuchaj w ciszy jak ja śpiewam I odkryj swoje przeznaczenie I zobacz, jak ten dzień umiera I chłoń łapczywie błękit nieba Zastanów się nad przemijaniem I nad tym, że nadejdzie koniec Bo nie dla ciebie wieczne trwanie I łez nie ma potrzeby ronić Wołanie usłysz w twoim sercu, Na skrzydłach duszy odlatując I zobacz jak te chmury lecą Żadnego bólu już nie czując Dołącz się do nich, poleć w niebo Zostaniesz wolnym i potężnym Tam sens odnajdziesz życia swego Bądź przy tym jednak bardzo mężnym Niełatwe jest w błękicie niebios Odnaleźć siebie, siebie tracąc Być wszechmogącym czując niemoc I w nędzy wielce się bogacąc ![]() (powiększ!) Chór: Legenda głosi, że w błękicie Wędrowiec cały się roztopił Nie było jego już na szczycie Gdy w górach nowy dzień nastąpił I jako chmura wciąż wędruje I ptaki – jego przyjaciele Dla niego pieśni wyśpiewują Gdy przelatują w jego bieli |
|