|
|
|
|
Kino
Wszystkich zniecierpliwionych powstawaniem kina pragnę uspokoić. Razem z burmistrzem Alexiopolis doszliśmy do porozumienia. Pomoże stworzyć nową stronę placówki :-). Dyrektorem będzie naturalnie Pan Artur Karbowniak, ale patronat obejmie pan "Punk". Stronę wykona charytatywnie, ale jest naturalnie jeden warunek. Kino zostanie przeniesione do Alexiopolis. Nie powinno to nikogo dziwić ;-) Podobno w ciągu dwóch tygodni placówka ma powstać. Będziemy czekać z niecierpliwością.
Na początku była idea...
„Ciekawość ludzka nie zna granic”- tak głosi znane wszystkim powiedzenie. Nie inaczej jest z nami, Scholandczykami. Początkowo zachwyt mnie ogarnął, wchodząc we wspólnotę wirtualnego państwa. Nareszcie przyszedł moment w moim życiu (trochę idealizuję), kiedy ludzie mogli mnie poznać tylko przez moje wypowiedzi, słowa, myśli, stanowiska w dyskusji, sposób wypowiadania... tylko to się liczyło. Przyznam, że zawsze ciekawiło mnie, czy taki układ pomiędzy grupą może wytrzymać bez wychylania swojego oblicza spoza „literek na ekranie”. „Nie liczy się wygląd...”- tak często możemy usłyszeć, kiedy się pytamy: za co kochamy lub lubimy drugą osobą? Ha! A jednak się liczy! Jak bardzo? 21 IV 2003 zamieściłam w „agencji informacyjnej Spectatora” małą adnotację pod tytułem „co ukrywają?” Była to odpowiedź na słowa Bartkiewicza odnośnie nadchodzącego otwarcia Galerii Scholandczyków. Napisałam wtedy: pomysł świetny, nie wątpię. Ale ciekawa jestem co się będzie myślało o tych Scholandczykach, którzy z wiadomych tylko sobie przyczyn, nie będą chcieli dać zdjęcia.
Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź. Wraz ze zintensyfikowanymi działaniami na rzecz otwarcia Galerii pojawiały się prośby od pomysłodawcy o zdjęcie wraz z wypełnioną ankietą. I tu zaczęło się robić ciekawie. Postanowiłam sprawdzić jak ludzie zareagują na wieść, że Minister Kultury nie chce dać zdjęcia (jako jedyny minister w państwie). Jakie będą komentarze, jakie plotki, jakie pytania. Wnet się okazało, że wielu naszych myślicieli, wbrew pozorom inteligentni ludzie, zaskoczyli mnie swoja postawą. Bo oto jeden z nich zapytał mnie: Czy pani może jest wielbłądem? Inny (a może ten sam) pocieszył mnie: Jeśli jest Pani brzydka, to przecież nie
szkodzi. Czy jeśli ktoś nie chce dać zdjęcia to musi od razu przypominać Kaptaha, albo Bóg wie kogo? Niektórzy po prostu wolą być anonimowi, albo wierzą w ideę państw wirtualnych, czyli sympatia (lub nie) bez widzenia się nawzajem.
Oczywiście na dzień dzisiejszy to bez znaczenia, bo Galeria otworzona została, a i ja siłą nacisku swoje foto umieściła... chyba wielbłąda nie przypominam ;-)
Czy aż tak bardzo przypominamy rzeczywistość?
W kulturze Scholandzkiej dzieje się w rzeczy samej bardzo dużo. I bez wątpienia często są to jednostki autonomiczne, bez wyraźnego wkładu ministerstwa. Nie inaczej jest w rzeczywistości. Kina i teatry powstają, działają... ale też tylko te nieliczne.
Dlaczego tak trudno jest wybłagać wręcz „osoby chętne” do współpracy, aby współpracowały? Przecież dostana za to pensję odpowiednio proporcjonalna do włożonej przez siebie pracy. Na to jest chyba tylko jedna odpowiedź. Kultura nie jest w naszym państwie dochodowa! Przynajmniej nie wszystkie instytucje. Bo proszę zauważyć, że tam, gdzie wprowadzono ceny za bilet, to i sam opiekun/ dyrektor dba o placówkę najlepiej jak potrafi. Natomiast w miejscach o wstępie wolnym, za nic w świecie nie można przekonać do regularnego prowadzenia instytucji (a nawet tylko jej otwarcia, np. teatr). To daje do myślenia.
Czy zmiana była konieczna?
Nie ujmuję zdolności scholandzkich twórców stron, ale czy zmiana tytułowej była konieczna? Była ona swego rodzaju wizytówką, a teraz jest... taka jak większość. Niczym się nie wyróżnia. Komu przeszkadzało szare tło z widocznym herbem po środku? Nikomu. Być może to tylko kwestia przyzwyczajenia... choć niekoniecznie. Zrobiłam mini wywiad pomiędzy mieszkańcami Scholandii, innych państw a nawet ludzi neutralnych, czyli nie należących „nigdzie”. Prawie każdy odpowiedział, że w poprzedniej stronie było „coś”. Jeśli da się coś z tym zrobić to będzie wspaniale. Bo na razie znak rozpoznawczy Scholandii zlał się z wirtualną rzeczywistością jak „sześcian polski” za Gierka.
Naśladownictwo czy identyfikacja?
Jak to z tą kulturą jest? Nie wiadomo dlaczego młodzi boja się uzewnętrzniać na łamach stron państwa. Ale proszę, jakiś przełom. Pan Arudipuk chyba poddał się w pisaniu do Scholandra. Za to odezwała się Ola. Nowa obywatelka. Poniżej mały thriller jej autorstwa... oceńcie sami.
I
Richard już biegł szkolnym korytarzem do grupki przyjaciół stojących przy swoich szafkach. Anna, Robert, David i Marry patrzyli podejrzliwie na biegnącego w ich stronę kolegę, który potrącał nauczycieli i co chwilę potykał się o czyjś plecak. Prawdę mówiąc wyglądało to nieco komicznie. Jednak wyraz twarzy Richarda nie wskazywał na dobre nowiny. Chłopak dobiegł w końcu i ciężko dysząc próbował coś powiedzieć.
- Ja...ja....eh.....ja........
-Taaaaak, to bardzo dyplomatyczne. -zauważyła Marry-Ale może odpocznij chwilę.
Richard uspokoił się i ochłonął trochę, ale kiedy uświadomił sobie co chciał powiedzieć przyjaciołom, pobladł i osunął się na podłogę. David zaniepokoił się.
-Stary co ci jest?!?
-Spokojnie, już dobrze -uspokajała Anna- O co chodzi?
Richard wpatrzony w jeden punkt na równoległej ścianie, nie słyszał co do niego mówią, ale kiedy Robert szturchnął go po ramieniu- ocknął się.
-Ja...ja....ja słyszałem..... To straszne....nie,nie.... to nieprawda.- zatrzymał się żeby złapać oddech
- Taaaaaaaaaaaak, wszystko rozumiemy, ale o co chodzi?- wtrącił Robert
- Ja...ja słyszałem, że ojciec Dereka z 9c nie żyje. I w pokoju Dereka znaleziono..... nóż......cały we krwi...i........i.......iiii....policja ustaliła, że właśnie tym nożem zabito ojca Dereka.......- przerwał i znów spojrzał w jakiś punkt i patrzył w niego bardzo długo. Przyjaciele też długo milczeli, ale w końcu Anna roześmiała się i powiedziała:
- Co ty.......... to tylko jakaś plotka. Derek to kujon, on jest wzorowy i w ogóle.................On tego nie zrobiłby! W ogóle to bujda- jego ojciec żyje.
Wkrótce wszyscy byli rozbawieni, ale nie Richard.
- Ja w to wierzę......- szepnął nie spuszczając wzroku z jednego punktu.
Chcieli już iść do klas, ale Marry zauważyła, że Richard dalej siedzi na podłodze, blady jak ściana, o którą się ledwo opierał.
-Wstawaj, już dzwonek. Zaraz zacznie się lekcja i będziesz miał spóźnienie.
Richard jej jednak nie słuchał. Po dłuższej chwili David pobiegł po szkolną pielęgniarkę, kiedy zobaczył, że Richard zemdlał.
II
Richard leżał już w domu drugi dzień kiedy odwiedzili go przyjaciele i namówili do powrotu do szkoły.
Po szkole rozniosło się, że chłopak miał rację. Rzeczywiście ojciec Dereka nie żył. Cała klasa poszła na pogrzeb. Na pogrzebie Richard powiedział przyjaciołom:
- Widzicie...miałem rację. Teraz już wiem, że to ON zabił ojca..
- Tak, to bardzo prawdopodobne- potwierdził David.
III
Następnego dnia Richard siedział blady jak ściana pod klasą.
Anna, Robert i Marry podeszli do niego obawiając się czegoś złego. Nie było z nimi tylko Davida, bo był chory i został w domu. Anna postanowiła zagadać do Richarda:
- Co się znowu stało? Ja wiem, że śmierć ojca Deeka była straszna, ale to już było i nic nie poradzisz.
- Ja.....ja wiem. To nie to...... David.... David......
- On został w domu....- wtrącił Robert
- Nie... nie........... nie został w domu.... On......on..........on nie żyje....
- Co?......Jak to......Z tobą naprawdę jest źle- powiedziała zdziwiona i przestraszona Marry
- Znaleziono go przy...przy studzience kanalizacyjnej , przed domem Dereka......... To on to zrobił, ja to wiem...!
Wszyscy ucichli
- To on zabił Davida! Rozumiecie?! To on!- wykrzyczał ze łzami w oczach Richard
Aby emocje nie opadły drugą połowę wstawię w następnym numerze. Kto ciekaw niech czeka cierpliwie. Ja wiem jak się skończy ;-) Jednocześnie zapraszam wszystkim do współpracy z gazetą. Wydamy wszystko co prześlecie (oczywiście wszystko cenzuralne). Czekam na listy od nieodkrytych artystów :-D
scholander@wp.pl
| |