|
NUMER Z DNIA 25. maja 2003 | ||
![]() |
SPECTATOR REGULARNE CZASOPISMO SCHOLANDZKIE Królestwo Scholandii - wirtualne państwo. Adres: www.scholandia.xo.pl |
![]() |
|
HASŁO TYGODNIA: OSTATNIE (?) SZALEŃSTWA SYSTEMU |
|
WYDARZENIA | MIĘDZYNARODOWE | GOSPODARKA | PRAWO | NAUKA |
|||||||
BIEŻĄCE AKCJE SPECTATORA: Nie zapominamy o naszych akcjach, przecież sporo z nich uwieńczonych zostało powodzeniem: dzięki naszej natarczywości znaleziono na przykład Sędziego, otwarto Mu sąd, otworzono niejedno miasta w bezludnych prowincjach , a nawet Damodar czasem coś machnął ogonem (pozdrówko!). Nadal więc szukamy ludzi chętnych na niżej wymienione: SZTUKA TEATRALNA Spectator obiecuje 100 arminów honorarium za napisanie i przesłanie do nas scenariusza sztuki teatralnej o tematyce scholandzkiej - może to być komedia albo sztuka poważna, z wielką lub małą obsadą. Dodatkowo podejmiemy się zawrzeć umowę z Autorem i dzieło takie wydać, jeśli tylko będzie ono miało szanse powodzenia na rynku czytelniczym i jako przedstawienie. KARYKATURA Dobrze nam się współpracuje z Sergiosem Butterbergiem, artystą i politykiem w jednej osobie. Wspólnie zapełniamy stopniowo jego Muzeum Karykatury, a jednocześnie dostarczamy rozrywki naszym Czytelnikom. Niezależnie od tego oferujemy zarobek od 7 do 15 arminów każdemu, kto wykona dobrą karykaturę, ukazującą (wyśmiewającą aktualne wydarzenia w naszym kraju i prześle ją do nas). Jeśli zdecydujemy się ją wstawić do gazety, gwarantujemy honorarium w wyżej wymienionej wysokości. Jeśli nie, ale będzie śmieszna - prześlemy ją do Muzeum Karykatury w Mons Reale, które ma fundusze, aby ją zakupić. zachęcamy zatem osoby z talentem karykaturzysty (i dostępem do skanera), aby ta droga zaczęły zarabiać w wolnym zwodzie artysty! GALERIA SCHOLANDCZYKÓW Pomysł Spectatora, przedstawiony już raz na liście dyskusyjnej. Galeria będzie miała swoją siedzibę na Inselii, w mieście Inselburg. Będzie miała postać strony www, na której będzie można zobaczyć: 1. zdjęcia Scholandczyków, którzy prześlą swoje (zeskanowane) fotki na adres: spectator@op.pl , 2. krótkie autocharakterystyki (może być jedno zdanie, mogą - cztery, pięć), może być wiersz czy co tam kto lubi, 3. opis dokonań danej osoby, jej adres w Scholandii, funkcja którą pełni, jej wirtualne wykształcenie, jeśli jest, oraz 4. Wywiad z daną osobą , przedstawiony wg tzw. formularza Scholandczyka, opracowanego już przez Spectatora (zebrane inne formularze plus własne pomysły). Wszyscy,. którzy nadeślą podpisane zdjęcia, zostaną zapytani w formie tych samych ponad 40 pytań i będą mieli w ten sposób szanse przedstawić się szerszemu ogółowi. Galeria ma przynieć kilka wymiernych korzyści: 1. Lepiej się poznamy miedzy sobą, 2. będzie nam łatwiej szukać partnerów do wspólnych projektów, znając ich zainteresowania 3. atrakcyjność Inselburga wzrośnie, 4. powstanie nowe, dobrze uczęszczane muzeum Ponadto chcemy zamieścić w Galerii mapę Polski z zaznaczonymi punktami, gdzie mieszkają nasi obywatele - może ktoś zechce zorganizować regionalny zjazd. Prosimy przysyłać zdjęcia na pocztowy adres Spectatora: spectator@op.pl
TU JEST MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ I przestańcie marudzić, że nikt o d was nic nie kupuje. Każda firma musi dbać, aby ją widziano. A kto was widzi? za nieduże pieniądze możecie zamówić u nas swoją reklamę. Jazda! piszcie do: spectator@op.pl
| |||||||
| PRESTIŻ
NA FINISZU Po
dyskusji na czacie (w zeszłym tygodniu), na łamach Spectatora i w rządzie
Kancelaria Koronna opublikowała na liście dyskusyjnej projekt
ostatecznej instrukcji w sprawie prestiżu indywidualnego obywateli i
poddała go pod ostatnią dyskusję uczestników listy. Projekt różni się
znacznie od tego roboczego, który Spectatorowi udało się wyciągnąć z
Kancelarii tydzień temu. Widać że Korona uważnie przypatrywała się
dyskusjom i wzięła je pod uwagę. Poczytajmy więc: "Prestiż
jest jednym z faktorów indywidualnego opisu obywatela w scholandzkiej
symulacji. Wyznacza on stopień aktywności obywatela w samej
symulacji a także jego dbałości o własną opinię. Jest
systemowo brany pod uwagę w odniesieniu do zdrowia (utrata prestiżu może
powodować depresję), pełnienia urzędów państwowych (zbyt niskie
punkty prestiżu uniemożliwiają nominacje na takie urzędy, lecz nie
wybranie w wyborach) oraz otrzymywania odznaczeń. Prestiż nadaje także
miejsce w rankingu prestiżowym obywateli, o ile taki zostanie
wprowadzony. Każdorazowo
punkty prestiżu uzyskuje się: -
za korzystanie z ofert turystycznych na poziomie luksusowym (1 do 8 punktów
jednorazowo, według instrukcji ustawowej) - za żywienie się w
restauracji wykwintnej (1 pkt za każdy posiłek) - za aktywne
uczestnictwo na liście dyskusyjnej Scholandii (powyżej 10 wypowiedzi w
ciągu miesiąca, posiadających merytoryczną wartość (ocena - Minister
Kultury) - 1 pkt, pow. 30 wypowiedzi - 2 pkt. Punkty przyznawane najwyżej
raz w miesiącu. - Za odwiedziny w instytucjach kulturalnych płatnych
(teatr, kino, filharmonia, ZOO, kabaret, księgarnia, muzeum galeria,
biblioteka) - 1 pkt każdorazowo. - Za korzystanie z lotów
SKLL (płatnych) - 1 pkt a każdy przelot tam i z powrotem. |
posiadania liczby punktów mniejszej niż 10 obywatel nie może być mianowany na żadne stanowisko państwowe za wyjątkiem tych, pochodzących z wyboru (posła i burmistrza miasta otwartego, o ile mają w nim miejsce wybory). CZAT O UNII BYŁ O DREAMLANDZIE Zapowiedziana debata o Unii Europejskiej na czacie Scholandii nie odbyła się. Z prostego powodu: jedyny przeciwnik Unii europejskiej, baronet Strudziński, z jakichś przyczyn nie przybył. Sami zaś zwolennicy nie bardzo mieli o czym dyskutować, jako, że wszyscy byli jednego zdania. Natomiast zupełnie nieoczekiwanie dyskutowano o ... Dreamlandzie i krajach wirtualnych w ogóle. A to dlatego, że Król zaprosił na czat markiza Kriega, Ministra Kultury i wicepremiera Dreamlandu, który akurat składał mu nieoficjalną wizytę na zamku. Okazało się, że cieplejsze dla Scholandii wiatry w Dreamopolis zostały u nas zauważone i docenione. Uczestnicy czata, a był tam miedzy innymi w komplecie scholandzki rząd i chyba pół Uniwersytetu, wiedzieli bardzo dużo na temat samego kraju oraz jego potencjału i polityki. Zdumiało to nas nieco, zważywszy na niewiele w sumie informacji, które na temat Dreamlandu obecne są w scholandzkiej prasie (Po drugiej stronie do niedawna było jeszcze gorzej). W każdym razie markiz Krieg (sam uważany za zwolennika ścisłej współpracy Dreamlandu i Scholandii, autor pamiętnego artykułu w "Dreamland Voice": "Królu, daj nam sojusz trafił z pewnością na oczekiwanych przez siebie partnerów i będzie miał o czym rozmawiać z pozostałymi kierownikami tamtejszej polityki. Zresztą mówi się od zawsze, że największy przyjaciel Dreamlandu w Scholandii siedzi na Zamku. Kiedyś dostał kosza, co pod wpływem ówczesnego rządu spowodowało całą kaskadę wydarzeń. Dziś wszyscy jesteśmy mądrzejsi (i po tej, i po tamtej stronie). Wizyta zaś dreamlandzkiego wicepremiera zdaje się potwierdzać, że coś jest na linii, coś znacznie większego niż współpraca naukowa, o której podobno rozmawiali Król z Ministrem. Sądząc po aktualnym składzie scholandzkiego Rządu i Parlamentu, po tej stronie wiele jest możliwe. PRZEBUDZENIE POSŁA 21 maja przebudził się ze swego słodkiego zimowo - wiosenno- letnio - jesiennego snu poseł Wojciech Wochal, niezależny. Jakieś trzy tygodnie po całej hecy z komunistami, o której dawno już w naszym kraju prawie wszyscy zapomnieli, Poseł napisał na listę maila o treści: "A co wy macie przeciw komunistom? Przecież to tacy sami ludzie, jak wszyscy inni". Abstrahując od tego, że post był wyraźnym dowodem, iż poseł nie zadał sobie trudu przeczytania jakichś 100 maili na ten temat i ni z gruszki ni z pietruszki zaatakował nie wiadomo kogo i nie wiadomo za co, okazało się, że Marszałek Parlamentu czuwa. Baron Kanikov, ujrzawszy list od Posła Wochala (a więc widomy dowód jego życia), zagotował się ze złości. I nie szło tu o jego treść, o nie. Baronowi jest najzupełniej obojętne, kogo i za co poseł Wochal lubi. Szlag go trafił z zupełnie innego powodu: Poseł Wochal otóż, będący członkiem Parlamentu od trzech miesięcy, w czasie tym tylko raz zagłosował, i to na niewłaściwą ustawę (bo dawno już była ona przegłosowana) i pod niewłaściwym adresem (bo wysłał swój głos na ... prywatny adres Marszałka zamiast na grupę Parlamentu). Wszystko to Marszałek wysypał posłowi. Oddajmy głos Marszałkowi samemu: "Przy okazji chciałbym Panu przypomnieć publicznie - skoro na prywatne wiadomości Pan nie reaguje - o tym, że jest Pan POSŁEM i Pańskim OBOWIĄZKIEM jest uczestniczenie w obradach Parlamentu, podczas których nie oddał Pan ŻADNEGO ważnego głosu. Sądziłem, że w Scholandii nie będą potrzebne postępowania dyscyplinarne w stosunku do posłów. Widać będę musiał zweryfikować ten pogląd. Jeżeli ma ktoś pomysł na ustawę umożliwiającą karanie posłów (np. karami pieniężnymi i cięciami pensji) za nie uczestniczenie (szczególnie notoryczne) w obradach". Tak, już wiemy, kto będzie miał w następnych wyborach kampanie negatywną - Kanik jest w roli państwowca jak buldog, nie popuści:-). A posłowi Wochalowi mówimy: dobranoc. Całe szczęście, że w naszym 5-osobowym Parlamencie quorum wynosi 3, a glosuje zawsze 4, więc i bez niego prawa w Scholandii mogą być stanowione. SYSTEM WARIUJE - PREMIER SIĘ LECZY W ostatnim tygodniu mieliśmy szansę obserwować naprawdę nadzwyczajne wydarzenia: Zmarli nam oto: Prof. Gołowanow (niech spoczywa w pokoju!), Hr. Reichenau-Spectator (tak tak!), połowa przedsiębiorców, kilku prefektów a nawet następca tronu, Książę Filip von Schwaben. Ten ostatni jednak, znany z mizernego poczucia humoru, nie wytrzymał. Kiedy zobaczył swój nagrobek na (zwykłym) cmentarzu (a może o to chodziło, ze nie w królewskiej krypcie?), narobił takiego rabanu, ze chyba wszyscy, którzy w Scholandii mogli choćby we śnie mieć coś do czynienia z systemem, mieli twarde przebudzenie. Chodzi o to, że Jego Królewska Wysokość odżywiał się bardzo regularnie, czasem nawet z wykwintnych restauracjach, mieszka zaś w ekskluzywnej rezydencji w Inselii. tym samym jest wręcz wzorcowym obywatelem, z punktu widzenia wymagań systemu. Jakież było więc jego zdziwienie, że ów szalony system tak go potraktował. Doprowadził nawet do tego, że zaniepokojony (o jego stan nerwów zapewne) Król podjął interwencję w jego sprawie, przy czym okazało się, że nie o niego tylko chodzi. Gdy już Księcia odratowano, odmówił zapłacenia rachunku. I słusznie, gdyż nic się od niego nie należało, choć na biednego nie trafiło. Stwierdził jednak, że czując się jak najzdrowiej, nie będzie płacił złodziejskich rachunków za leczenie, którego nie miało prawa być. Na takie dictum Premier de Belli postanowił osobiście sprawdzić system i ... położył się do szpitala. zawiadomił o tym rząd i Króla, ale niestety nie opozycję. Ta zaś, w osobach panów Strudzińskiego, Szmidta i Wilczyńskiego, nie omieszkała uczynić z tego stosownego hałasu, ciesząc się przedwcześnie, ze premiera robaki zjedzą, zanim przegra wybory. Niedoczekanie! Premier przetestował, co miał sprawdzić i ukazał się narodowi na sobotnim czacie. Nieboszczycy zmartwychwstali (w liczbie 100 sztuk!), a na cmentarzu pozostało tylko trupów sześć, jak nas zapewniają autentyczni wirtualni zmarli (atestowane nie jedzenie i bezdomność, przejście całego procesu szpitalnego bez uiszczenia rachunku). Morał z tej historii? O, nawet kilka morałów: 1. Jak premier jest w szpitalu, to się nie należy cieszyć, tylko zapytać, w jakiej szczytnej misji tam się udał. 2. Jak się jest systemowcem i uśmierca księcia krwi, należy się spodziewać telefonów po nocach (tak się to ponoć odbyło, Książę jest nocnym Markiem). 3. Jak się już leży na scholandzkim cmentarzu, to też nic straconego. Trzeba po prostu poczekać na sprostowanie! | ||||||
| WSZ CHCE MIEĆ KOLONIE
Miniaturowy kraik, składający się przede wszystkim z prezydenta i wice, czyli dumne z nazwy Wirtualne Stany Zjednoczone, postanowiły zająć Asterland. Królestwo to, jak ogłosiły jego władze dwa tygodnie temu, padło ofiara wybuchu bomby atomowej i teraz zamiast jego strony www widzimy nuklearny grzyb (bardzo zresztą sugestywny). Ponieważ jednak Asterland, w przeciwieństwie do WSZ miał kilku, a nawet swego czasu kilkunastu żywych obywateli, a na deklaracje pomocy rząd jego nie odpowiada, pan Wiktor Krauze, Prezydent Wirtualnych Stanów Zjednoczonych logicznie domniemywa, ze królowi lub innemu mającemu www Asterlandu w ręku zabawa się znudziła i postanowił efektownie zakończyć swoje występy w wirtualnym świecie. Ujął się więc za biednymi mieszkańcami (o ile tacy jeszcze są). Nie zrobił tego jednak tak delikatnie jak Cyberia (która, mając te same zamiary, zaproponowała jedynie "przyjęcie uchodźców"), tylko postanowił zająć terytorium Asterlandu i rządzić nim ze swojej stolicy. Tak to wirtualne Monako będzie teraz miało kolonie wielkości wirtualnego, powiedzmy, Zairu. O ile, oczywiście, nikt nie zaprotestuje. Problem chyba nie jest duży, gdyż na proponowanych (wszystkich wersjach) map v-świata Asterlandu nie było, zatem nikt się w istocie nie wzbogaci. No chyba że Leblandia (patron Paktu, do którego Asterland zdążył był wstąpić, zanim zamienił się w proch i pył), najpierw każe go narysować, a następnie zajmie. Nie takie już rzeczy wirtualny światek widział! |
LEBLANDIA: DOMKI ZA DARMO I DZIENNIKI WYPRAW Oryginalna w swoim skokowym rozwoju Leblandia (gdzie długo nic się nie dzieje, a potem nagle wyskakują trzy tytuły, parka narodowy i piętnaście dekretów), postanowiła uwłaszczyć swoich obywateli domkami. Oczywiście są to domki w stylu cyberyjskim a la śp. Magda Hasse: obrazki bez jakiegokolwiek zaplecza systemowego, bez możliwości faktycznego zameldowania konsekwencji (dodatnich czy ujemnych) mieszkania w nich. Ale liczy się fakt: cesarz, niczym sułtan Brunei, okazał się szczodry. Tylko na co komu w takim wypadku lebeny (to leblandzka waluta)? Jedzenia za nie nie kupi, bo go tam nie ma, domu nie musi, bo ma za darmo. Chodzi chyba o kolekcjonowanie kolejnych zer na kontach. też robi wrażenie. Natomiast, co nam się podoba (bo nie mamy!), to opublikowane "Dzienniki Damhallagh", opisujące podróż leblandzkich odkrywców na Kraniec Świata. A niechby i na kraniec - dlaczego nie mamy w Scholandii takich fantastów, którzy ku chwale swego kraju i dla rozwoju kultury napisaliby taki dziennik wirtualnego Livingstone a? Nasz ludek składa się z pracowitych przedsiębiorców, zrównoważonych polityków, kilku dziennikarzy a nawet muzyków. Ale brak nam twórcy epopei na miarę choćby "Dzienników". Spectator uważa, że powinniśmy wciąż przykład z Leblandii choćby, nie mówiąc o Dreamlandzie, który ma swoją wielka literaturę. Leblandia nam wzorem! A czemu nie, jeśli na coś wpadła.... | ||||||
|
WIECZNE SKRYPTY Kłótni o skrypty ciąg dalszy nikogo już nie zdziwi. Już wiemy, że jakieś są, tylko jak prosić, to nikt ich nie chce instalować. Wiemy, że baron Pijac grzebie coś tam dalej, tylko w jakim kierunku? Na własną rękę grzebie też "jumper" (baronet Lamperski), chcąc pewnie zakończyć długą awanturę o skrypty i dać nam wszystkim szansę zarabiania na owocach własnej pracy. W ogóle jumper to chyba najbardziej konkretny człowiek w tym kraju, typujemy go na ministra Gospodarki w następnym rządzie i przepowiadamy mu najwyższe ordery. A jeszcze pan Cocacolatl, który zgodnie ze swoją naturą bije się z państwem o prywatne skrypty, które mógłby sprzedawać żądnym zarobku obywatelom. Tyle że państwo (ustami swojego ministra Kanikova) składa veto, twierdząc, że w prywatnych skryptach wielkie jest ryzyko opanowania cudzych haseł i kont przez nieuczciwego dostawcę. Prawda! Prawda też, że nie akurat o Cocacolatla idzie, ten jest może niewyparzony, ale uczciwy. Ale mogą być także inni, a kto ludziom zwróci, jakby co, stracone pieniądze, a przede wszystkim zaufanie do systemów? Spectator zaproponował więc Cocacolatlowi udział w grupie, która opracowałaby projekt ustawy na temat skryptów, którą następnie Reichenau przedstawiłby w Parlamencie. Prywatny oferent skryptów zgodził się, co najwyżej, na skonsultowanie konkretnego projektu. No dobrze, ale kto ma go napisać? Spectator, mający o skryptach takie pojęcie, jak, nie przymierzając, Cocacolatl o dyplomacji i obiektywnym dziennikarstwie :-)?. Więc chyba Pijac plus Kanikov, w końcu za to im płacą! Panowie, do dzieła! Nie popuścimy, póki nie ujrzymy skryptów w otwartej (i pewnej ofercie). ZBOŻE ZNIKŁO Z SSS - DOBRY POCZĄTEK Na skutek licznych i długich monitów ze strony farmerów znikło właśnie z oferty Scholandzkiego Składu Surowców, czyli państwowej hurtowni zboże, podstawowy produkt do wytwarzania żywności i piwa. Tym samym uczyniony został pierwszy krok do tego, by gospodarka mogła normalnie działać. ale to nie wszystko. kiedy zostanie wycofane mięso, ryby, owoce, warzywa? już najwyższy czas, by ludzie, którzy inwestują , biorą kredyty i produkują nie musieli cierpieć z |
powodu niesprawiedliwej państwowej konkurencji!. a może by tak SSS zamknąć w ogóle? Na początku byłoby trochę chaosu, ale potem pojawiłyby się prędko prywatne firmy, oferujące wszystko, kto wie? Albo niech SSS skupuje z Bazaru produkty i je odprzedaje wtedy, gdy ktoś będzie ich potrzebował? Tym mógłby się zająć Minister Gospodarki (po coś niech będzie) albo można stworzyć osobne miejsce pracy. wtedy mielibyśmy interwencyjny skup, jeśli trzeba, strategiczne zapasy państwowe w SSS oraz uwolnioną gospodarkę. trzeba się nad tym poważnie zastanowić. KIEDY SKLEPY? Prawdziwym "doładowaniem" dla gospodarki będzie jednak dopiero zlikwidowanie supermarketu, sprzedającego nie wytworzona wirtualnie żywność i założenie w jego miejsce 2-3 prywatnych sklepów, które naprawdę będą kupowały zboże, mięso i owoce od farmerów i robiły z nich produkty żywnościowe, a następnie oferowały je klientom. W ten sposób po pierwsze, wytwórcy sprzedadzą więcej i wyjdą na swoje, po drugie powstanie kilka nowych miejsc pracy, po trzecie zaś nikt nie będzie już mógł zarzucić nam socjalizmu i państwowej gospodarki w punkcie, gdzie obrót jest największy (bo wszyscy przecież muszą jeść). Ponieważ Minister Gospodarki (nasz ukochany Premier we własnej osobie) zdaje się nie spieszyć ze znalezieniem i wspomożeniem inwestorów i dopuszcza istnienie księżycowego marketu, Spectator swoim zwyczajem postanawia mu pomóc. Oświadczamy otóż, ze posiadamy środki by bez łaski (to jest bez kredytu) wybudować sklep. Jeśli tego nie zrobi kto inny w ciągu siedmiu dni, my to zrobimy! Trudno, nikt inny nie zarobi, a Spectator stanie się gospodarczym rekinem, co w jego zamiarach nigdy nie leżało. Ale jeśli to ma pomóc scholandzkiej gospodarce, jesteśmy gotowi! apelujemy także do innych, którzy albo mają pieniądze (jakieś 3.500 arm), albo żyłkę do wirtualnego ryzyka (kredyt!). Załóżcie sklep i rozpocznijcie sprzedaż! To się musi opłacić, gdy tylko zlikwidowany zostanie Market państwowy, gdyż obywatele będą musieli kupować albo u was, albo w droższej restauracji! Jeśli postanowicie wziąć kredyt, dostaniecie go pewnie bez problemu, gdyż Premier da go Wam choćby ze strachu przed kolejna inwestycją Spectatora, którego, jak wieść gminna niesie, czegoś panicznie się boi :-) (Memento Kędziora!). | ||||||
|
Z POWODU ŚMIERCI POWODA... ORYGINALNE UMORZENIE Po raz pierwszy w historii sądownictwa Królestwa Scholandii pozew został odrzucony z powodu śmierci powoda. D. Konieczny, nie zauważył, że jego organizm domaga się jedzenia i w kilka dni po złożeniu pozwu przeciwko Filipowi von Schwaben zmarł z głodu. Tym samym śledztwo w tej sprawie zostało wstrzymane, a pozew cywilny oddalony. Problem żywienia jest od jakiegoś czasu często podnoszony ze względu na pewne problemy jakie powoduj? skrypty - powodują one bowiem często wymieranie najedzonych i aktywnych obywateli Scholandii. Choć w tym przypadku nie może być o tym mowy (jak dowiedział się Spectator, zmarły z pewnością nie jadł już od dłuższego czasu) to nie można wykluczyć, że w przyszłości 'system' może uśmiercić niechcący zupełnie zdrowego obywatela - jak zachowa się wtedy Sąd? Brak tu uregulowań ustawowych, jednak przyjmuje się, że postępowanie może być warunkowo zawieszone. Trudno jednak obstawać przy tym określeniu w przypadku osób figurujących oficjalnie jako zmarłe. Sprawa ta z pewnością wymaga uregulowania gdyż wydaje się, że śmierć powoda jako przyczyna oddalenia pozwów może się powtarzać. (MLD) |
POWRÓT SĘDZIEGO Po krótkiej nieobecności Sąd znów pracuje i nadrabia zaległości. Na pierwszy ogień poszły zaległe pozwy, które masowo trafiły na wokandę. Trwają też przygotowania do rozpoczęcia procesów. Nie jest wykluczone, że nie będą one odbywały się w dotychczasowej formie, ale pisemnie, za pośrednictwem e-mailów. Metoda ta ma wiele zalet (jak chociażby brak konieczności wspólnego zebrania się stron i sędziego), a także kilka wad (mniejsze tempo procesów czy problemy praktyczne z utrzymaniem warunku ich jawności). Wkrótce przekonamy się czy nowy sposób jest dobry, czy będzie trzeba wróci? do poprzedniego. (MLD) NIEZATAPIALNI W SCHOLANDII Wciąż nierozwiązana pozostaje sytuacja prefekta Szmidta, który pełni jednocześnie funkcję burmistrza Porta Regni. Jak wiadomo Porta Regni jest miastem w Scholii, a to oznacza, że prefekt będący jednocześnie burmistrzem jest swoim własnym przełożonym. Daje mu to szereg ciekawych uprawnień - jest własnym organem nadzorczym i odwoławczym. Sam siebie powołuje i tylko sam może się odwołać. Sprawa ta wkrótce jednak się wyjaśni, jako że Porta Regni rozrasta się i obecnie ma już 12 mieszkańców. Najwyższy czas aby zacząć zastanawiać się nad wyborami w tym mieście. (MLD) | ||||||
| REKTOR KUS OPUBLIKOWAŁ
SPRAWOZDANIE Z DZIAŁALNOŚCI UNIWERSYTETU Prof. Filip von Schwaben, Rektor KUS, ogłosił na liście dyskusyjnej sprawozdanie za cały okres działalności naszej państwowej uczelni. Z podanych faktów wynika, że KUS jest najbardziej rozbudowanym uniwersytetem wirtualnego świata. Ma on w sumie 17 wykładowców (w tym 6 profesorów i 6 z tytułem doktora), 41 studentów, w tym 5 na studiach doktoranckich. KUS składa się z 6 Wydziałów i 2 samodzielnych Instytutów. Dotychczas opublikowano 47 wykładów. Główną bolączką Uniwersytetu jest jego strona www (siedziba wirtualna). Mimo rozstrzygniętego już na początku kwietnia przetargu na jej remont kapitalny, nowej strony nie ma do dziś: Oferent okazał się niesłowny, a co najgorsze, zrezygnował dopiero po miesiącu zwodzenia władz Uniwersytetu. Jednak te nie dały za wygraną. Jak wynika ze sprawozdania, metodą poza przetargową znaleziono kolejnego webmastera, który pracuje już nad nową stroną i ma |
ją oddać do końca maja. Ks. Filip zapowiada także na najbliższy czas: weryfikację studentów (skreślenie z listy studentów tych, którzy przez najbliższe 2 tygodnie nie zdadzą żadnego egzaminu) oraz uzupełnienie brakujących wykładów, zwłaszcza na Wydziałach Geografii i Wojskowości. Tandem Schwaben-Reichenau ma także dokonać kolejnej aktualizacji Leksykonu Scholandzkiego, sztandarowego dzieła Uniwersytetu. NOWY WYKŁAD Z TEOLOGII Ten wykład z pewnością zainteresuje ludzi, którzy chcieliby rozumieć Biblię. Prof. Gołowanow (hr. Lahnstein) napisał bowiem tekst, wyjaśniający, jak bada się krytycznie Pismo Święte. Nosi on tytuł "Metoda historyczno-krytyczna badania Biblii. Gatunki literackie Starego Testamentu." Na przykładzie kilku znanych tekstów biblijnych ukazuje, jak wnioskować o pierwotnej wymowie tekstu i celu jego napisania, a także i czasie powstania. Wykład z pewnością także nie jest za trudny, zatem zachęcamy do zapoznania się z nim. | ||||||
|
NIE MA TEATRU, NIE MA KINA (NOWEGO). ZA TO SĄ PLOTKI! Nic o kulturze dziś pisać nie będziemy. Albowiem Pani Minister (Nr 2, dla porządku), wyczerpana wydaniem w zeszłym tygodniu wydaniem ciekawego, acz niezbyt pojemnego i trochę feministycznego w treści "Scholandra", odpoczywa w najlepsze. Były i niedoszły (jednocześnie) dyrektor Teatru, Karbownik, obiecał jej z kolei kino i jak nic nie zrobił w teatrze, tak nic nie robi w kinie. Pani Minister, osoba znana z dobrotliwości, ufności i absolutnej bezkonfliktowości, wierzy i |
czeka. Czekajmy więc wraz z nią, cóż nam pozostaje? Chyba założyć prywatny teatr i pokazać, że można, jak się tylko chce. Może zresztą jesteśmy niesprawiedliwi? Może Pani Minister nie jest w stanie nikogo poganiać, bo ostatnio zrobiła się znacznie wolniejsza, a to z powodu błogosławieństwa, jakie na nią spadło z rąk (?) hrabiego Taurinosa? Chętnym do dowiedzenia się, o co chodzi, polecamy lekturę listy dyskusyjnej,. My już nic nie powiemy, jako że o rzeczy znacznie bardziej błahe o mało nie doszło do pojedynku między nami a rzeczonym Dostojnym Panem. A kto nie wie, o co chodzi, niech odwiedza scholandzki czat, bo tam się rzecz (o mało co) dokonała. Tak, Deltyjczycy trzymają się razem! | ||||||
| SZALONY
SYSTEM NISZCZY PAŃSTWO Może tytuł jest trochę na wyrost, ale w ostatnim tygodniu trochę się działo. Sto trupów na cmentarzu, i to nie byle martwych dusz, tylko najaktywniejszych obywateli Scholandii! Redaktorka wyrzucona z własnego domu przez oszalały "apache-sauron", którego niedługo już będziemy nazywać pierwszym bandytą Scholandii. Następca tronu, przykładnie żywiący się Scholandczyk, akurat przeprowadzający przebudowę Uniwersytetu - "tot". Do tego spadające nie wiadomi skąd i dlaczego zdrowie. Jedni dostają szereg ostrzeżeń o niewyjaśnionej treści ("zapłać czynsz za własny dom!"), drudzy nie dostają nic i nagle widzą siebie na cmentarzu. OK. To tylko błąd. Ale już nie pierwszy. Można go tłumaczyć. Jasne. Każdy może się pomylić. Ale jeśli system szaleje do tego stopnia, |
trzeba go na bieżąco pilnować. trzeba reagować natychmiast naostrzeżenia i skargi. trzeba wyjaśniać na liście, co się dzieje, prosić wszystkich o zgłaszanie usterek. Zgoda: rząd był ambitny. Chciał wykonać więcej, niż obiecał. Ale chyba za dużo wziął na raz. Teraz co rusz coś się sypie. Ludzie niczego nie są pewni. A najgorsze, że tracą zaufanie do swojego państwa. Jeśli płacą za jedzenia w państwowym sklepie, a państwowy system pakuje ich do szpitala, albo, co gorsze, od razu na cmentarz, to kto im cokolwiek jeszcze może zagwarantować? Jedyna rada: usiąść do systemu na dłużej, nie wstawać i nie odchodzić, sprawdzić każdą skargę od razu, odpowiedzieć na nią, poprawić i przede wszystkim szukać błędu. Tylko w ten sposób można: system uspokoić i usprawnić, ustabilizować na powrót państwo a ludziom zwrócić zaufanie. To jest w tej chwili NAJWAŻNIEJSZE zadanie i rządu, i systemowców. | ||||||
|
PYTANIE TYGODNIA: Co nam może dać zbliżenie z Dreamlandem? Czy warto skoczyć do tego stawu? Takie pytanie postawił Spectator bywalcom swojej kawiarenki dyskusyjnej. Oto odpowiedzi: Michał
Strudziński, polityk opozycyjny: Odpowiedź jest prosta: warto.
Jestem za współpracą z każdym poważnym państwem internetowym, a więc
tym bardziej za współpracą z Dreamlandem. Jest to pastwo niezwykle
rozwinięte, które posiada wiele cech, o których my możemy na razie
tylko pomarzyć, choć my też przodujemy w niektórych dziedzinach.
Szczególnie warto położyć większy nacisk na współpracę naukową i
kulturalną, bo na gospodarczą to na razie chyba nie ma co liczyć. Ale
od czegoś trzeba zacząć. Już taka niby prosta wymiana studentów na
pewno poprawi wzajemne relacje, a pozwoli też na wzajemne poznanie
dorobku państw. Myślę też, że można by obustronnie organizować
wystawy i galerie tymczasowe. Które np. w Dreamlandzie pokazałyby to co
najważniejsze w kulturze Scholandii, a w Scholandii przybliżyłyby nam
dorobek kulturalny Dreamlandczyków. A może warto też udzielić sobie
wzajemnej pomocy, na przykład my byśmy skorzystali z pomocy w dziedzinie
budowy i zasad funkcjonowania giełdy, a Dreamlandczycy mogliby od nas
dowiedzieć się coś na temat żywienia lub mieszkania, a wiemy, że
takie pomysły w Dreamlandzie się pojawiły. Agnieszka Smoręda, dziennikarz: Oczywiście że warto! Dreamland jest bardzo ważnym państwem i uważam, że w im bliższych stosunkach będziemy tym lepiej i dla nas i dla Dreamlandu. Ich państwo jest bardzo rozwinięte i może nam pomóc poradzić sobie np. z błędami w systemie żywienia, chociażby dobrą radą. Trzeba tylko się postarać by nie wyszło tak jak z Sarmacją. Kuba Lamperski, przedsiębiorca i dyplomata: Warto podjąć każdą możliwą współpracę. To, że współpraca z Sarmacją, o którą zabiegaliśmy okazała się niewypałem, nie jest powodem by bać się podjęcia współpracy z innymi, tym bardziej, że znamy (idiotyczne wręcz) powody fiaska dobrych stosunków z "sojusznikami" zza wody. Należy się integrować, a nie dzielić. To jest nadrzędna reguła, to zawsze wychodzi na dobre. Chęci i świadomość zysków musza być jednak po obu stronach. Jeśli potencjalny współsojusznik nie docenia układu, to świadczy tylko o jego krótkowzroczności, pysze lub uprzedzeniach. Wtedy wszelkie czynności dyplomatyczne są daremna grą grzecznych (lub, w wyjątkowo ciężkich przypadkach, mniej grzecznych) słów. Jeśli zatem Dreamlandowi zależy na współpracy z nami, to w naszym wspólnym interesie jest taką współpracę partnerską nawiązać. Nadin
de Belli, polityk, premier KRS: Myślę że zbliżenie pomiędzy
Scholandią a Dreamlandem jest dobrym pomysłem. Zdaję sobie sprawę że
przy każdych zbyt intensywnych kontaktach będzie dochodziło do konfliktów
ale z tego co udało mi się zaobserwować dyplomacja dreamlandzka jest na
wysokim poziomie i myślę że jeżeli nie zabraknie woli z obu stron, będzie
to korzystna współpraca zarówno dla Dreamlandu jak i Scholandii. Jakie
korzyści z tego będą? Cóż, ciężko teraz wyrokować ale moim zdaniem
oba państwa zyskają dużo na polu kultury i nauki, być może Dreamland
będzie zainteresowany naszymi Kościołami, a my skorzystamy z doświadczenia
które zdobywało to państwo przez tak długi czas. Także ożywienie
kontaktów między obywatelami i stworzenie partnerstwa pomiędzy miastami
wydaje mi się dość realne. Co do innych możliwości ..... nie wiem,
czas pokaże. |
Sergiej Kanikov. polityk,
minister KRS: Dreamland to moim zdaniem zdecydowana czołówka
polskich v-państw. Pomimo, iż działają najdłużej, wciąż się
rozwija. Charakteryzuje się wysoką kulturą wypowiedzi. Na liście
dyskusyjnej prawie nigdy nie spotkałem stwierdzeń obraźliwych. Jeżeli
Dreamlandczyk chce dać komuś do zrozumienia, że nie jest on jego ulubieńcem,
robi to z kulturą. W Dreamlandzie na wysokim poziomie stoją też
wszelkie akty normatywne oraz prawo (sądy). Widać, że czuwają nad tym
ludzie, którzy mają o tym niemałe pojęcie. To dobrze wróży. Są chętni
do współpracy. Jedyny ich "brzydki" zwyczaj jaki zauważyłem
to skłonność do Filip von Schwaben, wykładowca, rektor KUS: Z punktu widzenia współpracy w wielkiej liczbie aspektów warto. Dreamland jest obliczalny, kierują nim ludzie nieco starsi i bardzie wyważeni niż przeróżne nadęte własną arogancją młokosy w niektórych innych państwach. ale i Dreamland nie jest rajem w wirtualnym świecie: Po pierwsze istnieją tam pewne zadawnione urazy na przykład do religii. Rzutują one nawet na wolność wypowiedzi w tym kraju. Przekonałem się o tym, gdy usiłowałem po prostu zaprosić na wirtualną Paschę. Miałem wtedy do czynienia z samym Królem, który wyraził swoje niezadowolenie z mojej inicjatywy bez zgody władz. Potem rozpętała się dyskusja na tydzień (co z kolei o Dreamlandczykach świadczy dobrze). Nie jestem fanatykiem wolności słowa za wszelką cenę, a już nigdy za cenę spokoju społecznego i sprawiedliwości, ale czy zwykłe zaproszenie do Kościoła burzy jakikolwiek ład? Po drugie, wydaje mi się, że przynajmniej dotąd Dreamland nie bardzo interesował się tym, co jest nieco dalej, niż jego czubek nosa. Może więc okazać się, że byłby to kolejny sojusz na papierze, za którym nie pójdą fakty. Pozostaje mi liczyć na to, i życzyć nam wszystkim, żeby się okazało, że i Dreamland także nieco skoryguje swoje podejście do zagranicznej polityki i postanowi się na tym polu nieco uaktywnić. Żeby nikt nie widział we mnie tylko kraczącej wrony: doceniam Dreamland i cieszę się z tej jego inicjatywy. Liczę też na współpracę naukową. Życzę dobrze temu przedsięwzięciu, bo każdy potrzebuje przyjaciół, kraje także ich potrzebują. A lepszego kandydata nie widzę. Adrian Bartkiewicz, Spectator: Oszczędzę sobie długiego pisania. Wszystko już zostało powiedziane. Władza chce, opozycja chce, a na Zamku siedzi "pierwszy dreamlandofil" Scholandii. Chcę tylko dodać, że także jestem "za" | ||||||
Napiszcie do nas! | |||||||