Targum
(do Koh 7,14)

„bejom towa heje wetow uwjom ra’a re’e gam ’et-ze le’ummat-ze ‘asa ha’elohim ‘al-diwrat szello’ jimca’ ha’adam ‘acharajw me’uma”

„W dniu dobrym bądź w dobrym, w dniu złym obserwuj, lecz zarówno to jak i tamto uczynił Bóg, z powodu, którego się nie znajdzie, (ani) niczego, co będzie później”
(Księga Koheleta 7,14)

             Mędrzec Kohelet doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że każdy człowiek spotyka w swoim życiu sytuacje szczęśliwe i nieszczęśliwe, wydarzenia radosne i smutne, przypadki wspaniałe i tragiczne. Kohelet nie jest jednak zwolennikiem całkowitej apatii, która nakazuje nam obojętność wobec dobra i zła. On przekonuje nas, że normalnym stanem człowieka jest dobro, radość i szczęście. Dopiero wtedy możemy naprawdę czuć się dobrze i przebywać w stanie radości. Kohelet jednak nakazuje nam refleksję w okresie złym, gdy coś się nam nie udaje, gdy nasze serce jest pełne smutku i gdy nie możemy sobie poradzić z poczuciem przygnębienia. Kohelet radzi: „obserwuj!”. Użyty tutaj hebrajski wyraz re’e oznacza też: „patrz! miej wizję! spójrz!” Nie oznacza to jednak bynajmniej refleksję na temat przyczyn takiego stanu rzeczy, ani marzenia o przyszłym szczęściu. Kohelet wie, że nie możemy nic wiedzieć ani o przyczynach zła na świecie, ani o tym, co się stanie za chwilę. Są to rzeczy od nas ukryte. Jałowe jest rozważanie na ten temat. Najważniejsza jest obserwacja samego siebie, obserwacja zmian, które dokonują się w nas pod działaniem tego nieszczęścia, czy też niefortunnego przypadku. Niechybnie dojdziemy do wniosku, że przyczyna naszego przygnębienia tkwi nie w tym, co się zdarzyła, lecz w nas samych. Zobaczymy wtedy, że tak naprawdę pokój, radość, szczęście i zadowolenie ma tylko jedną przyczynę – naszą znajomość siebie samych! Czy w takim przypadku jest ważne, czemu tak się stało? Bynajmniej! Radosne i smutne wydarzenia przewijają się przez nasze życie jak chmury na niebiosach. Czy jednak mają one jakikolwiek wpływ na samo niebo? Nasza refleksja nad smutkiem i przygnębieniem, które dopadają nas w „dniach złych” powinna prowadzić do wzrostu naszej odporności na bodźce zewnętrzne. Przecież jesteśmy ludźmi, istotami, obdarzonymi zdolnością do myślenia i do postępowania zgodnego z naszą wolą. Jeśli natomiast każde smutne wydarzenie będzie wprowadzało nas w stan smutku, to czy nie będziemy podobni do roślin, które więdną przy braku deszczu i rozkwitają, gdy wilgoci jest pod dostatkiem?

Kohelet jednak podkreśla, że powinniśmy się po prostu cieszyć się wydarzeniami radosnymi. Nie warto wysilać się, aby je zatrzymać, ani zastanawiać się, jak tę sytuację odtworzyć w przyszłości. Jest to również jałowe! Kohelet zachęca nas do zwykłej dziecięcej radości, do „bycia w dobrym”, do zanurzenia się w tej radości, która nas ogarnia. Są to sytuacje, które stanowią o harmonii ludzkiej natury z całym wszechświatem, który jest zbudowany na zasadzie piękna, dobra i prawdy. Dlatego też dopiero to, co jest „dobre” wyraża jego istotę. Są to chwile, gdy człowiek może tak naprawdę zrozumieć kim jest i zebrać siły do konfrontacji z sytuacjami, które mogą spowodować w nas stan przygnębienia, jeśli zaniedbamy obserwację swojego wnętrza, w którym tkwią prawdziwe przyczyny wszystkich naszych nieszczęść.