„Elohim lanu machase waoz, ezra becarot, nimca meod”

Targum do Księgi Koheleta 2, 10-11

(przekład i komentarz)


Wechol aszer sza’alu ‘ejnaj lo ‘acalti mehem lo-mana’eti et-libbi mikkol-simcha ki-libbi sameach mikkol-‘amali weze-haja chelqi mikkol-‘amali. Ufaniti ani bechol-ma’asaj sze’asu jadaj uwe’amal sze’amalti la’asot wehinne hakkol hewel ur’u ruach we’ejn jitron tachat haszszamesz

I wszystko, o co prosiły moje oczy nie odtrącałem od nich, nie zabraniałem sercu mojemu żadnej radości, albowiem serce moje cieszyło się z (powodu) całej pracy mojej i było to zapłatą moja za całą pracę moją. I skierowałem się ja do wszystkich dzieł moich, które uczyniła ręka moja i do pracy, którą wykonałem, aby (ją) wykonać i oto wszystko (jest) powiewem i gonitwą (za) wiatrem i nie ma (z tego) pożytku pod słońcem ”


Mędrzec Kohelet przedstawia siebie jako Króla Jerozolimy. Był to więc człowiek bogaty i posiadający wystarczającą władzę, aby spełniać wszystkie swoje pragnienia. W tym tekście Kohelet przedstawia siebie jednak nie jako sybarytę, lecz jako człowieka czynu, który spędził życie na pracy dla swojego ludu i cieszył się z owoców swojej pracy, które traktował jako swoją „zapłatę”. Więc pozornie wszystko jest w porządku – człowiek spędził pracowite życie dla innych, miał swoje sukcesy i cieszył się swoja pracą, dawała mu bowiem zadowolenie i satysfakcję. A jednak następny werset wciąż kończy się tradycyjnym refrenem: „oto wszystko (jest) powiewem i gonitwą (za) wiatrem i nie ma (z tego) pożytku pod słońcem”. Kohelet bowiem zdał sobie sprawę z tego, że pochłonięty zajęciami zapomniał zupełnie, że szczęście nie zależy od sukcesów i porażek. Szczęście „pracoholika” jest bowiem zbyt ulotne. Wystarczy drobne niepowodzenie i cała radość i zadowolenie znika, taki człowiek żyje bowiem w ciągłym zagrożeniu porażką. Ogarnia go niepokój nawet w chwilach sukcesów, jest przekonany, że szczęście jego zależy od tego, czy się uda, czy tez nie kolejne przedsięwzięcie. Bojaźń pogłębia obawa opinii innych ludzi. Pracuje i nie wie, czy im się podoba, czy też nie, jest uzależniony bowiem od pochwały i nagany. Radość więc z dobrze wykonanej pracy jest zawsze połączona ze strachem, który człowieka paraliżuje i ostatecznie zabiera cały pokój i satysfakcję.

Kohelet więc kieruje naszą uwagę gdzie indziej, nie na zewnątrz naszej istoty, tylko w nasze wnętrze, gdzie kryje się źródło prawdziwej radości i prawdziwego szczęścia. Ta radość nie zależy w żaden sposób od wpływów zewnętrznych, od tego „powiewu”, którym się charakteryzuje praca na zewnątrz. Kohelet nie zamierza nas przekonywać, że praca jest czymś złym, próbuje jednak wskazać nam na fakt, że nie powinno w pracy upatrywać trwałego źródła radości i szczęścia, które jest ukryte wyłącznie w sercu człowieka.