|
Targum do Księgi
Koheleta 6, 9
(przekład i komentarz)
„Tow mar’e
‘ejnajim mehalach-nafesz gam-ze hewel ur’ut ruach ”
“Lepsze (jest)
widziane oczami, niż błądzenie umysłu, albowiem to (jest) powiew i
podążanie (za) wiatrem”
W tym krótkim fragmencie Kohelet przedstawia bardzo
ważny problem, który dotyka każdego z nas, gdy zaczynamy się
zastanawiać o zmianach, które moglibyśmy dokonać w naszym życiu.
Wiadomo, że nigdy właściwie nie jesteśmy zadowoleni z tego, co
posiadamy, ani z tego, co robimy, ani z tego, kim jesteśmy. Wciąż
jesteśmy w drodze ku bytom nieistniejącym, lecz jakże pożądanym, ku
temu, czego sobie życzymy i do czego podążamy. Jakże często jednak
okazuje się, że osiągnięcie naszych pragnień staje się niczym łapanie
wiatru w garść, albowiem wciąż niby go mamy, ale wciąż jest
nieuchwytny. Kohelet nazywa stan człowieka, podążającego wciąż za
swoimi niewyraźnymi pragnieniami „powiewem i podążaniem za wiatrem”.
Przeciwstawia on tej sytuacji to, co jest „widziane
oczami”, zachęcając nas do stawiania sobie w życiu konkretnych i
rzeczywiście możliwych do osiągnięcia celów. Być może takie cele będą
się nam wydawały czymś zbyt małym i niegodnym uwagi, lecz tylko takie
cele są godne tego, aby o nich mówić i do ich osiągnięcia dążyć.
Ostrzega więc nas Kohelet przed „błądzeniem umysłu”. Wyraz „umysł” w
tym kontekście wydaje się być najlepszym przekładem wyrazu hebrajskiego
„nefesz”, który właściwie oznacza „istota”, „wnętrze”, czy też po
prostu „człowiek jako całość”. Błądzimy bowiem nie tylko umysłem,
chociaż tak właśnie dzieje się najczęściej, lecz jakże często jesteśmy
targani również emocjami oraz sugestiami innych ludzi. Kohelet
przestrzega nas przed pułapką podążania w kierunku, który nie jest dla
nas wystarczająco jasny, zachęca nas więc do konkretów, do życia chwilą
obecną, do stawiania sobie konkretnych i realnie osiągalnych celów,
abyśmy nie „podążali za wiatrem”, który wciąż niby jest z nami, ale
wciąż nam umyka.
Innym przesłaniem powyższego tekstu jest zachęta do
zadowalania się małym, tym, co jest w zasięgu naszego wzroku, tym, co
właściwie już posiadamy. Kohelet pragnie nas przekonać do swoistej
„ascezy”, do ascezy człowieka, który dąży do szczęścia, radości i
przyjemności, lecz wie, że czym więcej posiada, tym więcej ma
niepokojów, tym bardziej boi się stracić to, co posiada i tym większe
ma pragnienie posiadania coraz więcej. Kohelet wie, że jest to ślepa
uliczka ludzkich pragnień i dążeń, albowiem tak naprawdę szczęśliwy
jest wyłącznie człowiek, który akceptuje to, co widzi dokoła i potrafi
się tym cieszyć bez rozterek i bez niepokoju. .
|