TARGUM

laadonaj hajszua alammecha wirchatecha, atta tewarech caddik, adonaj melech olam waed
(Od IMIENIA ocalenie, nad ludem Twoim błogosławieństwo Twoje, Ty pobłogosławisz sprawiedliwemu, IMIĘ (jest) Królem (na) wieki i (na) zawsze)

Z Księgi Haddewarim (Powtórzonego Prawa 6, 6):
wehaju haddewarim haelle aszer anochi mecawwecha hajjom al-lewawecha
(I będą słowa te, które Ja nakazałem tobie dziś w sercu twoim)

      Nie jest to bynajmniej zachęta, jest to stwierdzenie. Słowa Boże będą w sercu człowieka. Posiadają w sobie moc kruszenia warowni, są zawsze zwycięskie, chociaż niepozorne, wielkie, chociaż małe, lżejsze niż oddech, ale ważą więcej niż góry. Słowo Boże – Tora nikogo nie pozostawia obojętnym. Zarówno w sercu tego, kto słowo przyjmuje, jak i w sercu tego, kto słowo odrzuca, one pozostają na zawsze. Po całej ziemi rozchodzi się ich głos, każdy je słyszy i pozostają one w jego sercu.
      Serce jest uznawane w naszej kulturze za siedlisko myśli, więc człowiek ma ciągle je rozważać i rozmyślać nad nimi. Mają stać się jego własnymi słowami, nic bowiem obcego nie ostanie się w sercu ludzkim. Bóg bowiem przemawia do każdego człowieka osobno, każdy słyszy Jego słowa inaczej. Jest to podobne do słuchania muzyki: każdy ze słuchaczy słyszy nieco inaczej, odbiór jest trochę inny, a dokonuje się to w sercu, które właśnie jest źródłem zróżnicowania.
      Rozważanie słów Bożych nie ogranicza się do ich akceptacji, ani też wykonywanie poleceń w nich zawartych nie wyczerpuje ich bogactwa. Wyraz „nakazywać” (cawa), użyty w tym fragmencie jest związany z pojęciem micwa – „nakaz”, który oznacza wszystko, co się czyni na chwałę Bożą. Największą micwa jest miłość, u podstaw której leży poznanie. Przyjęcie Tory jako swoje własne słowa powoduje wejście człowieka w obszar egzystencji Boga samego. Podobnie jak Tora została powstała w sercu Boga, tak samo zamieszkuje ona serce człowieka, czyniąc go podobnym Bogu. 
      Nie znamy Boga inaczej, jak tylko przez jego słodką, umiłowaną Torę. Każdy wyraz, każda literka tchnie Jego życiem. Przyjmując ją do serca w nieustannych rozważaniach coraz bardziej poznajemy, a tym samym też upodobniamy się do Boga, który sam powiedział na początku czasów:

naase adam becalmenu kidmutenu
(uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego (do) nas)

      Zły popęd oddalił nas od tego podobieństwa, ale Tora nam je przywraca. Miłosne obcowanie z Torą, która jest ukryta w sercu podnosi człowieka z otchłani zatracenia i przywraca mu wielkość, którą nie zdołali zachować przodkowie. Tora naucza i kształci, ale tylko tego, kto chce ja pokochać. Jeśli jest lekceważona, staje się cierniem w sercu, kolcem i ogniem, który będzie płonął zawsze. Tora bowiem jest wezwaniem, wymaga decyzji życiowej, ale też wymaga myślenia i stałej czujności. Gdy Bóg wkłada Torę w serce człowieka, jednocześnie umieszcza go na skrzyżowaniu dróg i mówi:

ree natatti lefanejcha hajjom et-hachajjim weet-hattow weet-hammawet weet-hara
(Zobacz, kładę przed obliczem twoim dziś życie i dobro, śmierć i zło.)

      Nie może człowiek uczynić następnego kroku bez wyboru jednej z dróg, inaczej musiałby się zatrzymać na miejscu. Paradoksalnie, ale właśnie większość ludzi tak czyni. Nie potrafią podjąć żadnej decyzji, obie drogi ich przerażają, ale Tora przynagla do wyruszenia w drogę, nie zostawia człowieka w spokoju. Ale nie pozostaje również bezczynna, tylko nawołuje i zachęca: 

wacharta bachajjim
(zdecydujcie się na życie!)

      Zatem warto zdecydować i odważnie kroczyć drogą Tory, drogą życia i dobra, drogą miłości i radości, drogą serca, które pełne jest prawości i szczerości.

jasisu wejismechu becha kol-mewakszejcha jomeru tamid jigdal adonaj
(Niech się cieszą i niech się radują w Tobie wszyscy szukający Ciebie, niech nieustannie mówią: „wielki jest IMIĘ”)