Wybierz kategorię:
autor: Mateusz Iontz, data: 2007-10-12
Postanowiłem wygłosić krótkie przemówienie, w którym opiszę wczorajsze zajście dla tych, których wtedy z nami nie było, a także przedstawię jak cała sytuacja wyglądała z mojej perspektywy.
We wstępie chciałbym wyjaśnić pewną sprawę. Guedes de Lima obdarzał mnie pewnym zaufaniem (przynajmniej oficjalnie). Natomiast ja (choć nie tylko ja, bo przecież było tu wtedy wielu innych) pozbawiłem go władzy. Czy powinienem być lojalny? Czy nie okazałem się zdrajcą? Odpowiadam: de Lima sam zrzekł się legalnej prezydentury, zaś my pozbawiliśmy go jedynie bezprawnej władzy królewskiej, despotycznej, którą chciał dla siebie zagarnąć. Jestem bardziej wierny ideom demokracji i wolności, niż konkretnym ludziom, i prezydent powinien wziąć pod uwagę, że go nie poprę. Jestem pełen uznania dla jego zasług, lecz nie potrafił zrozumieć jednej rzeczy: że mikronacja nie jest i może być niczyją prywatną własnością. Ĺťe jest społecznością, gdzie władza należy do mieszkańców. Zawiodłem się na nim.
Problem zaczął się z dniem, gdy prezydent ogłosił swoją v-chorobę (rzekomy rak jąder), a następnie przeszczep. Po powrocie do sprawowania władzy, jego zachowanie uległo gwałtownej zmianie - rozpoczął pewnego rodzaju wojnę polityczną w działach dyskusyjnych forum, a także rozgłaszanie haseł rasistowskich, antysemickich. Dziesiątego paĹşdziernika, a więc w przeddzień \"przewrotu\", widziałem wyraĹşnie, że z zachowaniem prezydenta coś jest nie tak - szczególnie świadczyło o tym nieoficjalne (podkreślam!) zawetowanie ustaw, które przedtem popierał. Myślałem, że to chwilowe, i że niedługo, mówiąc potocznie, mu \"przejdzie\", lecz gdy następnego dnia napisał o kilku obywatelach związanych z RUZwP i obecnym Sejmem, że \"nie zasługują na to, by pisać ich imiona z dużej litery\", postanowiłem pilnie obserwować dalsze zdarzenia na forum i w razie potrzeby zadziałać.
11 paĹşdziernika sprawą naturalnie zainteresowała się Sarmacja. Miałem pewne informacje o możliwej interwencji \"góry\", a na forum Sclavinii prawie cały czas przebywał ktoś związany z władzą Księstwa. Rozmawiałem m.in. z panem von Lichtensteinem. Gdy pan Aaron Rozman wezwał de Limę to rezygnacji ze stanowisk, a ten odmówił, Sclavinia stanęła na skraju politycznej wojny domowej, a możliwa też była interwencja Sarmacji. Dla bezpieczeństwa dokonałem pewnych \"asekuracyjnych\" czynności, stworzenia kopii ważnych danych, itd.
Kroki te zajęły mi dużo czasu z powodu pewnych problemów technicznych, tymczasem Guedes de Lima zrezygnował z funkcji prezydenta, uprzednio dymisjonując cały rząd. Myślałem, że na tym sprawa się zakończy i odetchnąłem z ulgą.
Jednakże już kwadrans póĹşniej de Lima ogłosił się zesłanym przez Boga królem Sclavinii. W pierwszej chwili zaśmiałem się - wydawało mi się to absurdalne, lecz gdy ewidentna stała się próba zamachu stanu, uświadomiłem sobie, że całe państwo znajduje się w rękach jednego człowieka, i nic nie powstrzyma go przed wprowadzeniem monarchii absolutnej. Sąd Najwyższy miał trzech członków, z których jeden niedawno ogłosił odejście ze Sclavinii, drugi jest od dawna nieaktywny, a trzecim był właśnie de Lima. Dlatego, sam postanowiłem obronić demokratyczny ustrój kraju. Czy zrobiłem dobrze - niech ocenią obywatele. Ja postąpiłem zgodnie ze swoim sumieniem.
Na \"króla\" de Limę nałożyłem półgodzinną banicję. W tym właśnie czasie zająłem pałac prezydencki, a także przyjąłem tytuł tymczasowego prezydenta. Chwilę potem mianowałem rząd tymczasowy. Razem opanowaliśmy sytuację i wprowadziliśmy względną normalność.
Były prezydent prywatnie przekazał mi ostatnią wolę: chce, by jego konto na forum zostało skasowane. Jeżeli tylko będzie to możliwe technicznie, zastosuję się do tego życzenia.
Dziękuję.
() Mateusz Iontz,
tymczasowy prezydent