Archiwum Sclavińskiej Agencji Informacyjnej

2008-11-05 | Zamieszanie wyborcze |

W ostatnim dniu kampanii wyborczej przed wyborami do Sejmu i na prezydenta przez chwilę Sclavińczycy przeżyli dreszcz niepewności, pod znakiem zapytania stanęła kwestia, czy wybory do parlamentu w ogóle się odbędą. Z kandydowanie zrezygnował bowiem nagle Guedes de Lima. Sytuację uratowało jednak zgłoszenie się Aarona v-hr Rozmana.

Gdyby nie to, na liście kandydatów pozostałyby trzy nazwiska (kandydatów Gertalda, Siduniaka i Dmowskiego), a miejsc w Sejmie po niedawnej reformie jest dokładnie trzy. Zgodnie z naszym prawem kiedy liczba kandydatów równa się liczbie mandatów do zdobycia obejmują oni miejsca w Sejmie bez wyborów, co jest tragednią dla państwa demokratycznego.

Dlatego właśnie po przedziwnym oświadczeniu Guedesa de Limy w Sclavinii podniósł się raban. Wszyscy poważniejsi politycy denerwowali się na decyzję byłego prezydenta, a w "Naszej Rzeczypospolitej" znanej z podejścia do spraw "z dystansem" ukazał się pierwszy od dawna artykuł pisany "Na gorąco"... Na szczęście Rozman się zgłosił oddalając od rzeczypospolitej widmo kolejnego "mianowanego" Sejmu.

 

Redaktor S.G 

Komentarze

Nikt nie skomentował tego artykułu.