Jest mroźny styczeń roku Pańskiego 1899. Kościół na wieży kościoła św. Jerzego wybija równo 12:00, tłum gwarny jak zawsze na Volkstrasse (ulicy ludowej) na chwilę umilkł i zatrzymał się w ciszy jak co dzień. Jest to pewien rytuał tego miasta, tego regionu. Ludzie wszędzie, w każdym mieście regionu, w każdej wsi Dalmenckiej równo o 12:00 gdy biją kościelne dzwony milkną i zawsze patrzą na południe. Zwyczaj ten łączy w sobie religijność prawdziwą i nadzwyczajną z historią i pragnieniami wolności, bo właśnie na południu leży Trizopolis, stolica Trizondalu, a który przecież też już nie istnieje..... Nie mija minuta i znowu tłum rusza, hałas i szmery dobiegają z każdego rogu miasta. Stojąc pod kościołem św. Jerzego dostrzec można kominy wielkiej huty, które ciągle wydają w powietrze masę dymu, dymu o większej masie niż wszyscy Ci ludzie tutaj zebrani....
Sielankę okupacji Vroneńskiej przerywa pewne wydarzenie, wydarzenie brzemienne w skutkach bardziej niż komuś się może wydawać. A trzeba Wam wiedzieć, Dalmencja pod okupacją łatwo nie miała. Ciągły wyzysk, strzelaniny, łamanie prawa przez Vronenów.... Ale najgorszy dla wszystkich mieszkańców miasta był głód, głód jednak to tylko strona fizyczna, zaś co do psychiki najbardziej dokuczał brak prawdziwej historii i wolnej od propagandy szkoły. Niedawno zamknięto Villenvolksschul - jedyną wolną i ludową szkoły w Dalmencji. A powód? Brak wyjścia awaryjnego prawda, że prozaiczny jak całe to rzekomo wolne i potężne państwo? Dla tych co nie znają sytuacji mowa o Vronenii.
Ale wróćmy jednak na Volksstrasse. Coś niebywałego się stało i tłum pięć minut po 12 znowu zamilkł, chociaż w każdym innym mieście robotniczym to już nie miałoby miejsca.... Między przechodniów wbiegł mały chłopiec z bochenkiem chleba, nietrudno się domyślić, że chleb ukradł z piekarni - głód. Ale za nim biegnie żandarm vroneński, a właściwie jego kule. Wiadomo zaś, że piekielne wynalazki zawsze będą szybsze od człowieka, chociaż to człowiek je stworzył... Chłopak pada na ulicę zakrwawiony i upuszcza chleb, który zakrwawiony został przestrzelony przez inną kulę żandarma.
A co robią ludzie? Jak zawsze w popłochu uciekają, albo gapią się niemrawo. A co robi żandarm? Kopie zwłoki dziecka, małego chłopczyka. Ile on miał lat? 8, może 10. Strach i przerażenie ogarnia gapiów, gdy żandarm kopnął tak mocno, że głowa chłopczykowi odpadła. Widok ten był tak okrutny, że nie mam przyjemności w opisywaniu go. Krew zaczęły przykrywać płatki śniegu, żandarm odszedł w boczną uliczkę. Ludzie wracają do swoich zajęć. Jeden fakt przykuwa dobrego i sprytnego obserwatora. Za żandarmem biegnie młody chłopak, ok 18 lat. Rzucił się na Vronena i skręcił mu kark zanim ten wyciągnął pistolet. I znów padają strzały, ale tym razem tłum rzucił się na strzelającego i po chwili i on padł na ziemi trupem.
A to wszystko to tylko przyczynek, przyczynek do powstania......

