Ile wart jest głos wyborcy? To pytanie wydaje się być jakimś żartem, w końcu głosu nie można kupić. Faktycznie i nie o kupowaniu będzie ten artykuł, a o znaczeniu symbolicznym mandatu Przedstawiciela. Aby dostać się w tych wyborach do Izby Narodów wystarczyło mieć 2 głosy. Jeden głos dawał 7 mandatów jak to policzył nasz Główny Matematyk Demokracji – Zenek Cysosz. Mimo to progu nie przekroczyło kilka osób, a Izba Narodów dziś liczy 4 Przedstawicieli. W całych wyborach padło wszystkich głosów 17, jeśli odliczymy dwa rzucone na Hansa (zrezygnował) i jeden na Staropodlaskiego to 14 głosów uzyskali nasi Przedstawiciele łącznie. Ale ile warte są te głosy?
Wydawać by się mogło, że wartość głosu to pojęcie abstrakcyjne i całkowicie subiektywne, jednak przecież ogólnie przyjmujemy, że do Przedstawiciela trzeba mieć jakiś szacunek. Przedstawiciel bowiem to osoba uprzywilejowana mająca realny wpływ na kształt prawa i rzeczywistości (tej drugiej troszkę mniej). Mamy też oczekiwania co do Przedstawicieli i ufamy, że będą oni bardziej aktywni merytorycznie niż pozostali obywatele i właśnie te głosy mają ich do tego jeszcze bardziej motywować. Wprawdzie Przedstawiciel to nie zawód (nie dostaje on pensji) to jednak tak można go traktować, bo pieniądz w RSiT nie ma wartości większej.
Wyniki wyborów jakie są każdy widzi i nic ani nikt ich nie może zmienić. Jednak dla jednych te wyniki okażą się przepustką do lepszego świata, a dla innych wręcz przeciwnie. Jednak dalej nie odpowiedzieliśmy sobie ile warte są głosy wyborców. Otóż dla niektórych, jak dla Michała Siudniaka bardzo wiele, chyba za bardzo:
(…)wątpię czy przydam się w budowaniu Rzeczypospolitej.
Tymi słowami zareagował on na wieść, że nie dostał się do Izby Narodów. Od tamtego dnia milczy. Skąd u niego takie wątpliwości? Widzi on chyba drogę reformy Rzeczpospolitej jedynie przez parlament. Miejmy nadzieję, że zmieni on zdanie, bo racji nie ma. Prezentowaliśmy już jedno skrajne podejście jest jeszcze drugie, które okazuje się przez rezygnację w ogóle z wyborów co znowu czyni głos wyborczy znaczniej mniej wartym. A jak jest tak na prawdę? Zazwyczaj mówi się, że prawda leży po środku jednak nie w tym przypadku!
Przedstawiciel to członek Izby Narodów, która przyjmuje akty prawne, może zmienić konstytucję i ma prawo uchylić każdy akt prawny, nawet akt wydany przez Prezydenta RTiS. A obywatel? Kim jest obywatel? To osoba mogąca być Przedstawicielem jeśli uzyska poparcie innych obywateli, to także osoba mogąca razem z innymi obywatelami wnieść o referendum. Obywatele mogą także odrzucić projekt konstytucji. W końcu obywatele jako masa społeczeństwa mogą zablokować wprowadzanie w życie aktów prawnych, oczywiście drogą nie będącą w pełni legalną. To ogólne definicje, ale już w nich widać, że Staropodlaski popełnił pewien błąd.
Jednak tak na prawdę cała władza należy do mieszkańców i obywateli. To oni tworzą różne inicjatywy, to oni biorą w nich udział. Od nich zależy wykonywanie ustaw. Warto przypomnieć, że organizowane są ankiety, które przedstawiają opinię społeczeństwa. Każdą reformę można właściwie wdrożyć bez aktów prawnych co pokazał przykład małej reformy samorządu kolegialnego w ówczesnym powiecie Triland, albo przykład Metropolitalnego Plebiscytu Aktywności, który został wprowadzony całkowicie poza prawnie, chociaż zacofani politycy (nie wszyscy) widzieli jedynie drogę ustawy i ich wyobraźnia nie ogarniała innej opcji.
Ale czy te wszystkie uprawnienia obywateli oznaczają, że Izba Narodów i mandat Przedstawiciela jest nic nie wart? Absolutnie nie! Przede wszystkim mandat daje szybsze możliwości działania oraz honory, które przysługują Przedstawicielom. Jeśli chodzi o to drugie, to nasi parlamentarzyści nie wychylają nosa poza swoje gabinety więc to raczej teoretyczne przemyślenia.
