W Rzeczpospolitej mimo aktywności brakuje mi czegoś, czegoś co niełatwo jednak opisać, a co dopiero nazwać jednym, konkretnym słowem. Ten artykuł będzie nie tyle co poświęcony opisaniu tego czegoś, co opisaniu przeciwieństw tego, czyli obecnej sytuacji RSiT oczami człowieka, który wiele widział, wiele słyszał, wiele robił, jednak człowieka, który obecnie jest tylko prostym obserwatorem. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że albo ten artykuł zostanie oficjalnie przemilczany, albo oficjalnie wszyscy się zlecą jak sępy do padliny i zaczną kąsać. Dla dziennikarza oczywiście lepsze jest to drugie, jednak czasem należy się zastanowić co się kąsa i po co? Bo coś co ma wartość wyższą można sprowadzić do nieszczególnie ciekawej walki pustych haseł i poglądów, za którymi nie ma nic.
Z mojego rozeznania wynika, że Rzeczpospolita postrzegana jest jako państwo bardzo aktywne za granicą. I faktycznie te 200 postów czy 150 robi wrażenie. Ostatnio postów jest trochę mniej, ale i tak masa. A więc robimy dobre wrażenie naszą aktywnością dla gości. A jakie wrażenie robimy na naszych obywatelach? Odwrotne. Aktywność chociaż duża jest całkowicie w sobie pusta, nudna. Większość postów to nie jest dyskusja merytoryczna, a spam - zwykły spam. Bo jak nazwiemy 10 postów o tym, czy niejaki Per mówi po angielsku czy jednak tylko po szwedzku? Pomijam oczywiście fakt, że w połowie okazało się, że ma IP polskiego mieszkańca RSiT, a właściwie gościa.
Rzeczpospolita odrzuca? Tak, Rzeczpospolita odrzuca starych i doświadczonych. Osoby, które będą komentować ten artykuł w Rzeczpospolitej mieszkają krócej niż ja, niż osoby, o których będzie dalej, dlatego ich opinia będzie w tym wątku mało istotna. Rozmawiałem z wieloma osobami, które mieszkały w Rzeczpospolitej i odeszły, które są ostatnio mniej aktywne i z tymi, które wróciły do nas. Na pytanie dlaczego odeszli, albo mniej się udzielają zawsze słyszałem taką samą odpowiedź:
"Czuję się niepotrzebny Rzeczpospolitej."
Oczywiście starałem się temu zaprzeczać, ale wówczas nie wiedziałem, że to jak walka z wiatrakami. Rzeczpospolita bowiem faktycznie odpycha. Skoro mówi tak coraz więcej osób, w tym autor to tak musi być. Większość nie zawsze ma rację, ale państwo jest dla większości i chodzi tu o odbiór państwa przez większość. Dlaczego tak jest? Nie jest moim zadaniem jako obywatela wskazywanie powodów. Nie jest również to moim zadaniem jako autora tego artykułu, bo gazeta ma wskazywać problemy, od ich rozwiązywania jest rząd.....
Ja zdaję sobie sprawę, że wszystko co powiem dalej na pewno zostanie skrytykowane przez władzę, ale szczerze mówiąc jest mi to już obojętne. Dlaczego obojętne? Bo skoro przedstawiciel władzy Krzysztof Poland składa projekt zmiany konstytucji całkowicie nielogiczny i nie potrafił się odnieść do mojej krytyki, a tym czasem przedstawiciel zamiast być przeciw się tylko wstrzymuje. Zaś termin 14 konstytucyjnych dni na stworzenie ustaw uzupełniających konstytucję IN przedłuża w 30. To wszystko sprawia, że nie czuję szacunku do obecnej władzy i nie będę tak długo czuł do póki nie przestaną być podejmowane decyzje bzdurne i nielogiczne.
Wróćmy jednak do tematu. Dlaczego Rzeczpospolita odpycha? Mikronacja jest oparta na pracy ludzi i wkładaniu czegoś od siebie w ideę wirtualnego państwa. Każdy ma inny sposób na swój wkłady i tak są osoby (w mniejszości), które chcą pracować w kulturze, ale także (w większości) są osoby, które chcą zajmować się zarządzaniem i polityką. A kogo odrzuca Rzeczpospolita? I jednych i drugich! Nonsens? Wcale nie. Zadaniem aparatu państwowego jest wytworzenie tylu stanowisk, aby każdy miał coś do roboty. Może jest to pogląd socjalistyczny, ale w tej chwili gdzieś mam podziały na ideę, a chodzi mi jedynie o słuszne poglądy tworzące państwo. Nie istnieje w mikronacjach rynek usług prywatnych, ani nic prywatnego jako takiego. Nie widziałem ani jednej firmy prywatnej, która by dała pracę więcej niż 2 osobom. Nie można tutaj liczyć na kreatywność mieszkańców, bo to jest niemożliwe do wykonania.
A jak jest obecnie? Michał Staropodlaski uciekł z polityki. Michał Staropodlaski chciał zostać burmistrzem, burmistrzem chciał zostać też Henrikas. A więc znaleźli sobie zajęcia niestety do dziś burmistrzami nie są. Z resztą nawet jakby nimi zostali to obawiam się, że Izba Narodów przyjęła by tak głupie unormowania, że by się okazało, że już nimi nie są, albo po prostu nie wiedzieliby co robić. Nie my odpowiadamy za wskazywanie celów władzom miejskim, od tego jest wyznaczony z imienia i nazwiska człowiek i to jego działka. Pomijam tutaj kwestię innych osób, które boją się całkowitej krytyki z klawiatur wszystkich "Wielce Zasłużonych" obywateli.
A w sprawach kultury? Okazało się, że w chwili gdy zaczyna się nowy etap rozwoju mikronacji i kultura jako dział v-życia zaczyna na prawdę istnieć (młodzi mogą nie wiedzieć, że kiedyś było inaczej) to okazuje się, że jest to kwestia na tyle nieistotna, że nie trzeba nad nią sprawować pieczy. Nie ma dziś w Rzeczpospolitej ciekawego zajęcia dla osoby interesującej się sztuką i kulturą ogólnie. Zaistniała jakiś czas temu gazeta poświęcona kulturze i okazało się, że nie ma co opisywać, a jej autor zniknął. Oczywiście mamy Szkołę Wyższą, ale ta jest doceniana jedynie przez osoby mieszkające za granicą. Czyżby byli oni ludźmi oświeconymi, a my tkwimy w ciemnościach?
Na pocieszenie mogę dodać, że w niedawnym sondażu przeprowadzonym w Dreamlandzie udział wzięło 11 obywateli, a u nas ostatnio wzięło ich 10. Czy jest to więc chwila do grania hymnu Księstwa Trizondalu? Przecież hymn Rzeczpospolitej byłby lepszy jeśli już, ale on pisany jest od x miesięcy. Ja dziś wstydziłbym się podnieść na sam szczyt flagę Rzeczpospolitej, która zamiast ludzi przyciągać ich odpycha i nie reprezentuje sobą nic więcej niż przestrzeń do luźnej i prywatnej rozmowy, nie zaś do dyskusji nad ideą mikronacji i wprowadzania jej w życie.



