Ostatni podczas dyskusji z jednym z obywateli Rzeczpospolitej zastanawiałem się na powrót nad problemem własności państwowej, własności prywatnej, a własności publicznej, społecznej. O co tak na prawdę chodzi? O te wszystkie instytucje w Rzeczpospolitej, które nie są ani prywatne, ani państwowe, ale które są i działają. Tak na prawdę o nie chodzi. Znając ideologię Socjalizmu Mikronacyjnego dorzucam do tych instytucji także formę uspołecznienia. Co to jest? To tak na prawdę uznanie za wspólne instytucji, której status nie jest do końca pewny.
Sądzę, że instytucje w jakikolwiek sposób pomagające mieszkańcomi powinny być państwowe, choć i te prywatne poradziły by sobie równie dobrze. Mikronacje charakteryzują się tym, że przepisy, które regulują niektóre organy nie do końca są wypełniane. Wynika to z braku jakichkolwiek konsekwencji działań urzędników dlatego liczy się bardziej prywatna* inicjatywa, a nie prawo państwowe.
- Marcin Komosiński
* prywatna - prywatna bądź wspólna
Tak mówi Marcin Komosiński o teoretycznych założeniach. Ja natomiast zastanawiam się nad praktyką. Czy upaństwowienie wszystkiego co ma nieokreślony status to dobra rzecz? No nie do końca. Nasze państwo bowiem nie pokazuje pełnej wydajności w działalności własnych ustawowych instytucji, a co dopiero gdyby doszło do przejęcie innych instytucji. Jednak w wielu państwach praktyki takie są bardzo częste. Może rodzi się to z przekonania, że państwowość (władze) to gwarant mikronacji, chociaż moim zdaniem to mieszkańcy są jej gwarantem.
To może oddać w ręce prywatne konkretnej osoby? Z jednej strony jest to dobre rozwiązanie, jeśli znajdzie się osoba chętna i aktywna, jednak wówczas dokonujemy powiązania instytucji publicznej (służącej dobru społecznemu) z nazwiskiem jakiegoś obywatela. Także w przypadku gdy on znika pojawia się problem. Poza tym państwo i inni obywatele mają ograniczony wpływ na decyzje prywatnego właściciela. Często też tworzy się instytucje państwowe pod oczekiwania i wymogi tylko jednej osoby. Chociaż nie są to instytucje prywatne, to w przypadku zniknięcia tego obywatela instytucja taka jest martwa - Sclaviński Instytut Historyczny.
To co nam zostało? Jest jakaś trzecia droga? Jest droga numer trzy i droga numer cztery. Droga numer trzy to pozostawienie takiej instytucji na pastwę losu, zdanie się na łaskę i nie łaskę jednostki. Innymi słowy nie robienie niczego. Droga z numerem czwartym to uspołecznienie takiej instytucji, czyli nic innego jak przejęcie jej przez obywateli pod kolegialny zarząd obywatelski. Wówczas będzie ona zarządzana wspólnie i każdy będzie miał na nią wpływ. Jednak niesie to także pewne zagrożenie, np chęć wykorzystania tego do celów politycznych.
A jak obecnie wygląda sytuacja? Prawo dopuszcza upaństwowienie i właściwie tyle. W takim razie czy powinniśmy regulować te kwestie prawnie dalej? A może wystarczy uznać, że tak na prawdę wszystkie nieaktywne instytucje o nieokreślonym lub dawniej prywatnym statusie zostają uspołecznione, aż na wieki albo do powrotu właściciela. A może już zamknąć drogę powrotu?


