***
Miałem już taki piękny początek i w ogóle rozwinięcie, niestety zamknęło mi się okno, dlatego teraz wejście będzie słabsze, bo nie mam siły znowu pisać półtorej strony. Jak wiecie napisałem już niejeden artykuł do Prawdy, redaguje także Skróty Telegraficzne, jak na razie nikt mnie nie przegonił dlatego postanowiłem spróbować napisać reportaż z podróży i jednego dnia z kalendarza. Liczę na szczere komentarze pod spodem!
Przed wigilijny wtorek.
O kurcze - pierwsza moja myśl jak się obudziłem. Znowu słyszę ten przeraźliwy dźwięk budzika. Podnoszę głowię i otwieram oczy, tak to już 7:02. Biorę szybko prysznic, ubieram się i jem w pośpiechu śniadanie, czyli chleb z dżemem popijając kawą. Wszystko zajęło mi ok. 20 min. Wychodzę i szybkim krokiem podążam na przystanek, do autobusu zostało jeszcze 5 min. Jak widzicie zegarek jest moim nieodzownym gadżetem, a dokładnie komórka z godziną. Niestety komunikacja miejska w Trizopolis to pięta achillesowa tego miasta. Autobus spóźnił się o kwadrans, na szczęście i tak zdążyłem na dworzec. Tam już oczywiście pełno ludzi. Mnóstwo obcokrajowców, wszyscy coś mówią do siebie. Straszny szum, a dziś mnie boli jeszcze głowa, ale mam nadzieję, że przejdzie. Nadjeżdża mój pociąg, wsiadam i pośpiesznie zajmuje pierwsze wolne miejsce, a nie ma ich dużo bo on jedzie z Port Mount już. Aż dziwne, że bilet kosztował mnie tak drogo skoro komfort podróży jest tak niski.
Po 30 min. jazdy pociąg staje w końcu na stacji Rottera - Południe, tutaj wysiadam. Chcę przejść się spacerkiem po tym pięknym mieście. Na dworcu nie ma wielu ludzi. Podchodzę do kiosku i kupuję moją ukochaną gazetę - "Prawdę - wydanie zagłębiowskie". Najbardziej mi się podoba ten nowy patent, że do numeru dodają płytę, mini cd wystarczy, że mam odpowiedni sprzęt i w drodze mogę słuchać wszystkiego co jest w tym numerze. Schodzę z dworcowych schodów, na ulicach już spory ruch. Właściwie auto za autem, a to dopiero przedmieścia. Wchodzę w spokojniejsze uliczki, gdzie pełno jest zabytkowych kamienic, są także nowoczesne wieżowce i bloki. Po jakiś 30 min. spacerku wkraczam na główną ulicę miasta, to jest Powstańców Rottery. Ma ona długość ok. 3 km i całą ją trzeba przejść aby dostać się na rynek! Właściwie trudno ominąć tą ulicę, jeśli nie zna się miasta, a pełno tutaj skrzyżowań i świateł. Droga jest 4 pasmowa, dwa pasy w jedną i dwa pasy w drugą stronę. Niestety nawet w święta trwają tutaj remonty i budowa tunelu dla jednego z pasów, tak by dojechać nim do końca bez zatrzymywania się. Pieszy nie ma łatwego życia. Po obu stronach rozciąga się pas nowoczesnych biurowców, w tym najwyższy w kraju wieżowiec "Prawdy". Na parterach pełno witryn i neonów sklepowych. Największym problemem jest jednak ten tłok ludzi, zwłaszcza na mostach, nad jezdnią i przejścia pod nią. Po 30 min. spokojnego spacerku dochodzę na sam rynek. Siadłem sobie w jednej z kafejek i zamawiam kawę. Powoli popijam, patrzę na zegarek to już 11:30. Wstaję, idę na stację metra, wsiadam i w 3 min. jestem na miejscu, czyli pod urzędem miasta, gdzie umówiłem się z Panią Burmistrz. Gmach jest bardzo okazały i nowoczesny. Został wzniesiony jeszcze za czasów gdy ja byłem burmistrzem. W koło piękne parki i alejki, które urzekły by każdego. Po spotkaniu poszedłem jeszcze na film do kina Dalcinema, oczywiście na komedię pt. "Śmieszno i straszno". No cóż, już dobiega godzina 17, należy wracać do Trizopolis, znowu do pracy.
Wsiadłem więc w pociąg i po 40 min. znowu moje oczy ujrzały szare i brzydkie Trizopolis, które jednak na tle innych stolic Kontynentu Wschodniego imponuje swoim pięknem i ogromem. Wysiadłem na dworcu, zamówiłem tym razem taksówkę, bo bym musiał długo czekać na autobus. O 18 w drzwiach powitała mnie moja żona, z kolacją na stole. Później załączyłem viadomości TVT. Później udałem się do swojego gabinetu, gdzie pracowałem do północy, a potem do łóżka.Przed snem wzięło mnie na przemyślenia i napisanie tego artykułu. Teraz już wiecie dlaczego Rottera tak mi się podoba!


