Szedłem powlil, noga za nogą, równo. Marsz odbijał się echem o pomarańczowe tynki, mieskzańcy Al Many kłaniali mi się wpas , następnie, jak szczury uciekali do piwnic, żeby się schronić. „Są żałości, zawsze to wiedziałem, każdy mi to powtarzał” błysnęło mi w myślach. Ten kraj jest dziwny, zbyt egzotyczny.
Guziki munduru odbijały słońce, a na wypolerowanych butach osiadł kurz, wielki, biały orzeł na ramieniu dumnie rozkładał skrzydła. Księstwo Sarmacji. Zielony mundur kontrasotował ze starówką, brukiem i tłumem. Czapka z daszekm osłaniała moje niebieskie, jak szafir oczy, od upalnego słońca i gorąca.
To już niedalego, komisariat na zdobytych ziemiach jest już na następnej przecznicy, pomyślałem. W sercu poczułem ogromną dumę, terytorium Federacji Al Rajn w rękach Sarmacji, to wspaniałe.
Przypomniało mi się, że mam urywki bulwersującego opowiadania


