Marcel Hans wrote:Rozumiem jest to stanowisku SRU, więc dlaczego nie ma tu mowy o Pięciopolanach?
Nie, jest to moje stanowisko. SRU jest w organizacji (jakkolwiek mam nadzieję, że w miarę szybko uda się doprowadzić do wyłonienia władz), jesteśmy na etapie ustalania spraw wewnętrznych i konkretnego manifestu programowego (wszystkich popierających już ogłoszone postulaty, oczywiście, zapraszam do ruchu).
Odpowiadając na pytanie — z mojego przeoczenia wynikającego z „utarcia” się wizji RSiT jako kraju dwóch narodów. Pięciopolan najmocniej przepraszam.
Marcel Hans wrote:Piotr Mikołaj wrote:Moim zdaniem, postulat zmian w samorządach jest głęboko uzasadniony obecną sytuacją, zwłaszcza demograficzną. Przeglądając Państwa forum, napotkałem na głosy dotyczące nieaktywnych miejscowości. Problem dotyczy wszystkich bez wyjątku samorządów tego szczebla w rzeczypospolitej sarmackiej.
Akurat co do miejscowości to bez sensu, że na nie postawiono. Powinno się stawiać na kk i prowincje, a nie miasta.
Pełna zgoda.
Marcel Hans wrote:Piotr Mikołaj wrote:W tej materii mamy do wyboru trzy drogi: podjąć kolejną już próbę aktywizacji samorządów, utrzymać status quo (zrywy aktywności przed rankingami, które same w sobie przestały budzić zainteresowanie) lub uznać stan faktyczny i zlikwidować jednostki samorządu terytorialnego, które nie są w stanie utrzymać się (w sensie aktywności) same. Optuję, jak Państwo wiecie, za rozwiązaniem ostatnim. Siły powinniśmy skupić tam, gdzie jest to faktycznie możliwe — na szczeblu domen, i wyłącznie domen.
WKW wybaczy, ale chyba nie rozumiemy się. Bo dla mnie aktywność to jest na forum lub LD i jakieś tam rankingi miejscowości i zmiany pod nie stron to nie zrywy aktywności tylko zmiany stron.
Odnoszę się do sytuacji, w której z miejscowością/w miejscowości nic się nie dzieje do czasu, aż zostaje ogłoszone przeprowadzenie rankingu. Wówczas władze lokalne na szybko dodają w gruncie rzeczy nieistotne aktualności i coś zmieniają w serwisach internetowych miejscowości tak, aby wypełnić kryteria. Jakaś forma aktywności to jest… ale „pozorna”.
Marcel Hans wrote:Piotr Mikołaj wrote:W przedmiocie wyborów do parlamentów lokalnych, to jakkolwiek nie jest to zasadniczy punkt mojego programu, jestem zdania, że takie rozwiązanie byłoby po prostu atrakcyjniejsze tak z punktu widzenia Sarmacji jako całości, jak i poszczególnych samorządów. Jak kampania wyborcza wygląda obecnie — wiemy. Kampania przeprowadzana w całym kraju miałaby większy pazur, ostrzejsze rysy. (Jednocześnie zakładam, tu prostując głos v-hr. Sobieszek, iż wszędzie parlamenty musiałyby powstać, i to wyposażone w odpowiednie kompetencje — zmiany jednak przeze mnie postulowane nie objęłyby RSiT, bo tu już ten punkt programu jest „zrealizowany”).
Ten punkt jest chybiony. Bo to zmierza wprost do centralizacji w pełni i unitaryzacji. Z resztą co jak będziemy chcieli mieć demokrację bezpośrednią?
Ależ — moim programem jest unitaryzacja, konkretnie model państwa unitarnego zdecentralizowanego. W odniesieniu do stanu obecnego jest to jednak, oczywiście, centralizacja (i tym hasłem się posługuję, bo jest bardziej namacalne niż politologiczna formułka). To, co jest moim zadaniem, to przekonanie do tego, że centralizacja jest w naszych warunkach pożądana — dla wszystkich.
Ot, gdybym nie poruszył zagadnienia dla nas wspólnego, jakim jest reforma ustroju „samorządowego”, nie rozmawialibyśmy. Mnie chodzi o to, aby tych wzajemnych interakcji i wspólnych spraw było jak najwięcej. Z pożytkiem dla aktywności tak w skali całej rzeczypospolitej, jak i na poziomie domen.
Alternatywą jest stan obecny, który — z zachowaniem wszelkich proporcji i zastrzeżeniem skrótu myślowego — z mojego punktu widzenia jest debatowaniem w zamkniętych kręgach. Z czasem robi się nudny, zwłaszcza gdy wszystkie ciekawe tematy się już wyczerpie i pozostają spory „administracyjne” o to, czy instytucja X jest prowadzona dobrze, czy źle…
Odnośnie demokracji bezpośredniej — cenna uwaga. Mnie chodzi o to, aby udział obywateli w sprawowaniu władzy na szczeblu domen był zagwarantowany w stopniu przynajmniej minimalnym. Toteż demokracja bezpośrednia, jako coś więcej niż parlament, oczywiście mieści się w moich postulatach. (Jakkolwiek, zupełnie prywatnie, jestem zdania, że w praktyce to ona nie zadziała)
Marcel Hans wrote:Co do miejsc publicznych to swego czasu wymagano osobnego forum lub ld dla miast. Zdaje się, było to gdy WKW był urzędującym Księciem Sarmacji, dlaczego więc WKW nie powiedział stop tej głupocie? Nie rozumiem tej nagłej zmiany poglądów... Natomiast uważam, że centrala od samorządów powinna trzymać się daleko jak nie ma nic mądrego do powiedzenia (np ranking i powiaty).
Nie tyle wymagano, co premiowano. By być precyzyjnym, owa premia pojawiła się 8 lutego 2008 r. (http://prawo.sarmacja.org/akt,2273.html). Dlaczego nie powiedziałem „stop”? (Najprawdopodobniej, dalibóg nie pamiętam) uznałem, że wkraczanie w kompetencje wybieralnego rządu byłoby niezbyt szczęśliwym rozwiązaniem. Równie dobrze zresztą mógłbym odwrócić pytanie — dlaczego nie było krytyki ze strony samych samorządowców?
Co do mojej zmiany poglądów (choć, nawiasem pisząc, wolałbym, byśmy nie uciekali się do argumentów ad personam) — owszem, nastąpiła. W wyniku refleksji nad obecną sytuacją, zainspirowanej w szczególności tym, że moje działania na urzędzie Ministra Samorządu Terytorialnego interesowały tylko i wyłącznie mojego zwierzchnika, czyli kanclerza Łaskiego. Doszedłem do wniosku, że jeżeli, kolokwialnie mówiąc, domeny i miejscowości mają gdzieś działania resortu (to nie jest zarzut, jedynie konstatacja stanu faktycznego), to wobec tego coś jest nie tak.
Natomiast absolutnie nie zgadzam się z koncepcją „trzymania się daleko” (niezależnie od tego, czy ma się coś mądrego do powiedzenia, czy też nie — to kwestia często subiektywna). Centrala się trzyma daleko od samorządów (powiedzmy sobie szczerze, ranking i powiaty nie mają żadnego istotnego znaczenia), samorządy trzymają się daleko od centrali (która jest, i będę to z całą podkreślał, wybierana przez wszystkich obywateli) — i mamy to, co mamy. Czyli zamknięte grupy i podział na tych, co w samorządach, i tych, co w centrali.
I państwo się rozłazi. I jest mniej ciekawie, niż mogłoby być.
