Ten… Zamiast zmienić kraj i oszczędzić pięknej Federacji wstydu to postanowił ją reprezentować za granicami kraju!
Słowa przeczytane na łamach nczasu, zmusiły mnie do pewnych przemyślen na temat na temat reprezentowania RSiT za granicami kraju.
Płynie z tego wiele dobrego, ale reakcja może być odwrotna. Nie mówię tu o konkretnym przypadku podanym przez redaktorkę Nczasu, lecz trzeba przyznać,że jeśli ktoś z v-świata nie zna dokladnie RSiT, to będzie oceniał nasz kraj, przez pryzmat przybysza. Tutaj nie trudno o złe wrażenie.
Moim pomysłem (czy dobrym?-sam nie wiem) jest, a właściwie są wolontariusze. Każdy obywatel z RSiT mógłby zostac wolontariuszem, który po krótkim kursie przez kompetentą osobę "wyrusza" w swoją misję. Na czym to wyruszenie miałoby polegac? Otóz każdy w określonym państwie, miałby za zadanie informowanie "tubylców" o RSiT (krótka historia, nowości- chocby nasz skrót telegraficzny, oraz informowanie o różnych inicjatywach).
Korzyści na które liczę to:
-Zawiązanie wspólnego języka między państwami,
-pokazanie się na arenie międzynarodowej,
-o wiele łatwiejsza organizacja inicjatyw międzynarodowych,
-Łatwiej starać się o głosy w MUP
itd.
Nie chcę ,aby było to oficjalne stanowisko, regulowane przez dziesiątki przepisów. Najlepszym rozwiązaniem jest powołanie organizacji, która skupiałaby ew.wolontariuszów. (jesli to prawnie mozliwe)
Co sądzicie?


