Rano tego dnia Godwin de Villeicca razem ze swym giermkiem Baldwinem, Bratem Ryszardem i innymi templariuszami wyruszył na patrol. Dowodził nim dzielny brat Rodrigo – bohater walk w Hiszpanii.
Podróż po częściowo zasypanym pustynnym trakcie zwyczajowo przyjemną nie jest, dla wszystkich chyba, którzy okazję mieli choć raz wielbłąda tudzież rumaka dosiąść i mknąć a raczej wlec się po wydmach i tym podobnych zjawiskach, które tylko na tej największej plaży świata, pustynią zwanej miejsce mają i prawo bytu. Nie ważne czy rycerz czy kupiec, pan czy cham, chrześcijanin czy muzułmanin, zakonnik czy mameluk, bandyta czy inny świr, wszyscy w czasie podróży wypatrują jednego tylko widoku – życiodajnej oazy, która napełni bukłaki i zwilży wyschnięte gardła podróżnika.
Prawda, zdarzają się masochiści, którzy wielbią wręcz przemierzanie rozgrzanych piasków na bosaka za dnia i wylegiwanie się na waleta w nocy, przy ujemnych temperaturach. Nazywają ich chyba pokutnikami czy jakoś tak i na ogół kończą ci pokutnicy swoje piesze wycieczki po dniach kilku, zgodnie z ukutą przez ludność, pouczającą i prastarą sentencją, „w piach poszedłeś, w piach się przewrócisz” (i nie wstaniesz tylko pójdziesz do piachu – dodają oni z głupim uśmieszkiem jakby to coś miało znaczyć).
Patrol jechał już drugi dzień. Już się ściemniało, więc i powietrze robiło się coraz zimniejsze. W pewnym momencie brat Rodrigo, który jechał na czele spostrzegł coś w oddali.
-Na Boga, oazy! Za mną panowie! Będziecie mieli okazję się napić! – na reakcję rycerzy nie trzeba było długo czekać. Wszyscy puścili się galopem w kierunku oazy.
Gdy tam dotarli wszyscy zaczęli pić jak opętani. Napełniliśmy także bukłaki. Potem napoić się mogły konie.
W nocy po modlitwie Godwin poszedł spać.
Jeden baranek...
Drugi baranek...
Trzeci baranek...
Czwarta wydma...
Piąta wydma... Żesz kurwa mać!
Godwin wstał ze skromnego posłania i narzucił koc na plecy. Czemu do jasnej cholery tu musi być w nocy ziąb a w dzień taki skwar? No w sumie zawsze to lepiej niż na odwrót, bo nie wiadomo jak w taki cholerny upał spać, ale w normalnych krajach zimno jest zimą, a ciepło latem, a tu ponoć cały rok tak w kółko - ziąb, skwar, ziąb, skwar... Rycerz pociągnął spory łyk wina ze skórzanego bukłaka. Szczęście że chociaż wina i wody było całkiem sporo. Tego pierwszego oczywiście tylko dla kilku wtajemniczonych.
-Ty nie filozofuj po nocy tylko idź spać. - donośny głos okazał się należeć do towarzysza patrolu Ryszarda - Jutro kolejny pasjonujący dzień patrolu.
-Ciebie swędzi twarz czy po prostu ocipiałeś od tego piasku? - Godwin nie dał się wyprowadzić z równowagi. Jeszcze.

