Po pierwsze: chciałbym serdecznie podziękować osobie, która naprawiła mojego bloga - już chciałem się do kogoś zwrócić w tej sprawie a tu proszę, miła niespodzianka.
Dzisiaj chciałbym wyrazić swoje zdanie na temat rewolucji, której zapewne doczeka się RSiT w związku z rezygnacją Prezydenta Tomasza Czunkiewicza. Otóż jak wszyscy doskonale wiemy system panujący w naszym kraju od dobrych czterech kadencji prezydenckich w ogóle nie zdaje egzaminu. Po hucznych i zażartych kampaniach wyborczych, gdy przychodzi czas na faktyczne rządzenie, pisanie expose, powoływanie ministrów etc. cały entuzjazm gdzieś zanika. Po ustaleniu planów działania zaczyna się kompletna stagnacja spowodowana nieudolnością rządu, Zaczyna się frustracja jego członków, którzy z tegoż powodu robią często coś zupełnie niepotrzebnego tylko po to by pokazać obywatelom, że w ogóle istnieją. Potem sytuacja wygląda już typowo - krytyka prasy, niezadowolenie społeczne aż w końcu przedwczesne odwołanie Prezydenta za pośrednictwem referendum lub jego dobrowolna dymisja.
Taki system obserwujemy od czterech kadencji i trudno nazwać go efektywnym. Rozpatrując ten problem na własnym przykładzie (dwie kadencje na stanowiskach ministerialnych) mogę powiedzieć, że jest to kwestia braku czasu oraz zapału do pracy. Gdy piastowałem urząd MSiA czy MPiR nie odczuwałem przy tym żadnej satysfakcji - jest to zapewne coś czego robić (już) nie lubię, być może ma to związek z moim mniejszym przywiązaniem do v-świata. Tak sprawa wygląda w moim przypadku i gdyby był to tylko problem ze mną, nie rozwodził bym się na tym. Natomiast niepokój wzbudziły kadencje Radosta Trzpiota oraz Macieja Sienkiewicza. Obaj panowie są postaciami dość świeżymi w RSiT, bardzo utalentowanymi i aktywnymi. Nie zdziwiła mnie więc ich nominacja na ministrów. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna, Radost oprócz kilku biurokratycznych decyzji regulujących działanie GUs nie zrobił praktycznie nic, a Maciej podał się do dymisji dzień po objęciu funkcji.
Radost i Maciej, ale i inni ministrowie poprzednich kadencji są przykładami, że winą nie należy obarczać ich a system. System, który przez swoją małą elastyczność sprawia, że osoba będąca na stanowisku ministerialnym jest kompletnie zagubiona, sfrustrowana, po prostu niezadowolona z funkcji jaką pełni. A przecież fundamentem życia w v-świecie ma być zabawa.
W związku z takim stanem rzeczy trzeba poszukać rozwiązania, które sprawi że bycie ministrem czy prezydentem przestanie męczyć. Bo gdy patrzę na kandydatów startujących w wyborach prezydenckich to mam wrażenie, iż kandydują wyłącznie z powodu braku innego zajęcia, nie zdając sobie sprawy z odpowiedzialności jaką biorą na swoje barki. Podejrzewam, że wielu z nich w bardzo małym stopniu interesuje się polityką, każdy bowiem ma własne zainteresowania które chce rozwijać a Rząd i Prezydent są niejako niechcianym obowiązkiem. Stąd też należałoby to wszystko po prostu zlikwidować.
Czym więc należy to zastąpić? Szczerze mówiąc nie sądzę by jakikolwiek system był w naszym przypadku odpowiedni, ale osobiście opowiadam się za monarchią dziedziczną. Chciałbym także, by rząd jako taki w ogóle nie istniał. Liczą się bowiem czyny, nie stanowiska. To że ktoś jest ministrem wcale nie pomaga mu w lepszej pracy na rzecz RSiT. Opowiadał bym się za to za zwykłymi umowami społecznymi czyli każdy niech robi to co lubi najbardziej. Nad tym wszystkim pieczę sprawował by Król jako organ przydzielający określone zadania, jednak w odróżnieniu od Prezydenta nietykalny, wręcz święty. Myślę, że taki system być może nie rozwiążę wszystkich problemów, ale na pewno uczyni v-życie mniej uciążliwym.




