DZIŚ W "NASZEJ RZECZYPOSPOLITEJ OSTRA ODPOWIEDŹ STANISŁAWA BAR. GERALDA NA EXPOSE NOWEGO PREZYDENTA![/b]
[b]Dziś koło godziny piętnastej wychodziłem z domu, przed wyjściem postanowiłem jeszcze rzucić okiem na forum naszego ukochanego v-państwa w celu sprawdzenia, czy coś ważnego się nie wydarzyło. Od dwóch dni czekałem bowiem na przemówienie programowe prezydenta i przedstawienie składu personalnego nowego rządu. Wszedłem więc z nadzieją na forum Kancelarii głowy państwa i... tak znalazłem upragniony temat z nagłówkiem "Expose!", podekscytowany kliknąłem w ikonkę licząc się jednak z tym, że lekturę odłożyć będę musiał na wieczór. Jakież zdziwienie opanowało mnie, gdy ujrzałem treść mogącą się zmieścić z powodzeniem na jednej kartce z zeszytu ucznia szkoły podstawowej. Jednak nie ilość, a jakoś przekazu spowodowała, że me niemałe nadzieje wiązane z wyborem cenionego przeze mnie Jana na prezydenta zostały niestety zmącone sporą dawką niepokoju. Muszę z bólem stwierdzić- expose Jana Dmowskiego y Potockiego jest mierne: pod względem najważniejszym, merytorycznym (o innych mniejszych usterkach nie wspominając).
Zacznę od tego, że sam czuję się po trosze winny temu odbiegającemu od marzeń stanowi rzeczy. Bardzo chciałem bowiem jeszcze przed inkryminowanym wystąpieniem przedstawić zapowiadane w piątek swoje wymagania i nadzieje związane z nowym rządem. Powiem więcej, dwa dni temu napisałem już dwie strony maszynopisu tejże analizy i marzyłem o tym, by opublikować ją w dniu wczorajszym. Niestety, jak na złość, zupełnie nie mogłem znaleźć na to czasu. Dziś, jak się okazuje, za późno już na spokojne kończenie tego rzeczowego artykułu przedstawiającego moje wielkie idee, gdyż należy ostro reagować na już pojawiające się przykłady ich nieprzestrzegania... Taka dola wirtualnego dziennikarzyny z rozbuchanymi obowiązkami realnymi.
Przejdźmy jednak do rzeczy. Najpierw przedstawię mój największy zarzut, który uważam za grzech pierworodny Pana Prezydenta, który nie może przejść bez fali krytyki. Otóż, katastrofalnym w skutkach będzie likwidacja Ministerstwa Kultury i Sportu. Znaczy, może określenie jest złe: gdyby wszystko w naszym państwie funkcjonowało w tym momencie jak należy, taka likwidacja byłaby po prostu czynem niemalże samobójczym, a że w tym momencie żadne, ale to żadne Ministerstwo nie działa, być może nikt tego nawet nie zauważy. Nie zmienia to faktu, że- jeśli nowemu rządowi uda się rozruszać dwa pozostałe w co głęboko wierzę i czego mu szczerze życzę- brak rządowego podmiotu zajmującego się kulturą, edukacją, sportem, polityką historyczną itp. będzie otwartą raną na ciele aktywnego państwa, które trzeba budować. Oczywiście, rozwój sportu i kultury musi opierać się na oddolnych inicjatywach obywatelskich- bez nich ani rusz, tu pełna zgoda, ale prawdziwy rozwój kultury nie może nie opierać się na spójnym, dobrym planie opracowanym i nadzorowanym przez państwo! Mówię tu o tworzeniu państwowych instytucji kulturalnych, dotacjach dla inicjatyw prywatnych (mowa jest w expose o mediach, redaktor naczelny "NR" zaciera ręce, ale co z kulturą, ma zostać rzucona samopas?), wreszcie- o prowadzeniu polityki historycznej. Niech Pan Prezydent nie zapomina, że jest prezydentem państwa powstałego z unikalnej, ale tez i poniekąd chwiejnej syntezy dwóch, a nawet trzech narodów. Według mnie koniecznym jest kultywowanie pamięci o dziejach narodów i państw protoplastów, pamiętanie o odrębnych tożsamościach, ale i o wspaniałej wspólnej idei, któr złączyła je w jeden organizm. Oczywiście, i tu można odwołać się do inicjatyw pozarządowych. Ale czy przypadkiem nie pamięć o historii jest jednym z głównych elementów więzi z państwem? Czy rząd, który wymazuje dbanie o tą pamięć ze swojego programu nie jest krótkowzrocznym rządem ignorantów? To, że polityka historyczna nie była dotąd dobrze prowadzona nie jest żadnym wytłumaczeniem. Umówmy się, żadna polityka nie była w ostatnim czasie dobrze prowadzoną. Oprócz tego- sport. Bez państwowego wsparcia: logistycznego, finansowego i "duchowego" (Myślę tu o zwykłych słowach zachęty i motywacji, wiem że brzmieć to może dość śmiesznie, ale i taką jest rola państwa w mikroświecie zwłaszcza) jego rozwój jest według mnie, jeśli nie niemożliwy, to niesłychanie trudny do osiągnięcia. Tak więc likwidacja Ministerstwa Kultury i Sportu nie jest krokiem złym, jest krokiem fatalnym i szkoda, że Prezydent przy podjęciu decyzji o postawieniu tego kroku nie wziął pod uwagę argumentów, które przytoczyłem powyżej. Zwłaszcza, że w wywiadzie dla mnie w dniu wyboru podkreślał, że póki co zmian w ilości ministerstw nie przewiduje, co... też było błędem.
Niech nikt tu teraz nie pomyśli, że nie dość że uważam za niezwykle istotne utrzymanie "zbędnego" MKiS-u, to jeszcze życzyłbym sobie powiększenie liczby urzędów centralnych. Nic z tych rzeczy. Mój plan, który w skrytości serca i "Moich Dokumentów" przygotowuję, a także nieopublikowany i niedokończony artykuł, o który wspomniałem na wstępie przewiduje... redukcję liczby Ministerstw. Tylko że nie taką, jaką przeprowadził miłościwie nam urzędujący. Twierdzę, iż do likwidacji powinno pójść Ministerstwo Promocji i Rozwoju. W mojej opinii w zupełności wystarczą nam trzy urzędy: Kancelaria Prezydenta, Ministerstwo Administracji i Skarbu, oraz zlikwidowane nieopatrznie Ministerstwo Kultury i Sportu, natomiast kompetencje MPiR-u, tworu bliżej nieokreślonych celach i marnych osiągnięciach (czym akurat nie wyróżnia się w żaden sposób na tle całej administracji), mogłyby spokojnie przejąć rzeczone organy "przeznaczone przeze mnie" do przetrwania. Nie są to puste słowa bez wizji. Administracja skonstruowana w taki sposób funkcjonowała już w końcowej fazie istnienia Rzeczypospolitej Sclavińskiej i twierdzę, że całkowicie odpowiada wymogom niewielkiego państwa wirtualnego złożonego z mniejszej niż 20-osobowej rzeszy aktywnych obywateli. W swoim planie, tu uchylę rąbka tajemnicy, przewiduję potrzebę wykonywania przez państwo dwunastu dziedzin polityki, oto one: administracyjna, finansowa, informatyczna, samorządowa, informacyjna, historyczna, sportowa, kulturalna, edukacyjna, promocyjna, zewnętrzna, oraz reprezentacyjna. Przy każdej z nich przypisane są konkretne cele do osiągnięcia, akty prawne, które należy przygotować, oraz instytucje, które mają pomóc w ich osiągnięciu. Powodzenie wszystkiego zależy bowiem od ogółu społeczeństwa. Uważam, że z realizacją tych działów polityki spokojnie poradzą sobie trzy „zostawiane przeze mnie w spokoju” urzędy centralne. Niezbędne jest, oczywiście, istnienie zlikwidowanego MKiS. Postaram się przynajmniej zalążek planu opublikować jutro- pojutrze, aby była alternatywa dla, w dużej mierze, nieprzemyślanego planu rządowego.
Przejdźmy jednak do oceny konkretnych punktów dzisiejszego expose. Na pierwszy rzut oka widać, że Prezydent bardzo dużą wagę przywiązuje do kwestii finansów publicznych. I dobrze. Poprzednicy zostawiają mu w tej dziedziny bezprzykładny bałagan. I tu, nie powiem, widać pewną wizję. To znaczy Dmowski- Potocki jawi się nam, dzięki gospodarczej części dzisiejszego przemówienia jako zwolennik państwa socjalnego (czym z pewnością ucieszy swego niedawnego konkurenta, dziś już sarmackiego Karola Marksa). Jak napisałem, nie da się zaprzeczyć, że istnieje logika w planach prezydenta w sektorze finansowym. Można się z nią zgadzać, lub nie zgadzać- ja powiem tyle: z pewnością dobrym pomysłem są podatki. Nie znam stanu państwowej kasy, gdyż projektu budżetu nie mieliśmy od dawna (prawdę mówiąc, nie jestem pewien, czy kiedykolwiek go mieliśmy). Sądzę jednak, iż nie może być ona w świetnym stanie, gdyż od pół roku istnienia zaliczała praktycznie same wydatki, dlatego skromne, acz skutecznie zbierane pomysły wydają się być nieuniknione i dobrze, że Prezydent o nich pomyślał.
Zwłaszcza w związku z planowanymi wydatkami. Póki co nie znamy tak naprawdę konkretów dotyczących projektu subwencji medialnych. W Sclavinii mieliśmy dwie epoki przyznawania takowych subwencji. Pierwszą było otrzymywanie 1 liberta (przedreformowego) za każdy komentarz, który pojawił się pod artykułem, drugą- przyznawanie subwencji raz na jakiś czas (np. miesiąc) w uznaniu zasług w dziedzinie dziennikarstwa. Ja optowałbym raczej za drugim rozwiązaniem. Pieniądze z kasy państwa za każdy, obojętnie jaki komentarz pod każdym obojętnie jakim artykułem nie wydają mi się w tym momencie dobrym rozwiązaniem. W żaden sposób nie promują dziennikarstwa rzetelnego, w jednym szeregu ustawiając wartościowe artykuły i zwykłą grafomanię. Dlatego proponowałbym przejście na system niejako mieszany. Comiesięczne dotacje udzielane po wniosku od prowadzącego medium, natomiast ich wysokość- zależna od oceny jego pracy. Choć, prawdę mówiąc, boję się że zbyt bardzo media uzależnią się wtedy od państwa. No nic, w każdym razie sprawa jest godna uwagi.
Sprawy wypłaty dla administracji, oraz pożyczek dla nowych są dla mnie bezdyskusyjnymi. Pierwsza jest podstawowym obowiązkiem państwa i to, że ten obowiązek nie był dotąd spełniany woła o pomstę do nieba, natomiast druga wpisuje się w ogólną ocenę planu Dmowskiego, jako promującego sferę socjalną, lecz jest godna wprowadzenia jako eksperyment, pod warunkiem silnych mechanizmów egzekwujących zwrot udzielonej pożyczki.
Drugim i (niestety) ostatnim poważnym obszarem, jaki znalazł swe miejsce w expose jest reklama i promocja. Absolutnie popieram oczywistą tezę, że chcące rozwijać się wirtualne państwo potrzebuje ciągłego przypływu nowych obywateli, który przypływ realnym stać się może tylko i wyłącznie poprzez akcję promocyjną. Niejeden rząd na swe sztandary wciągał już kwestię promocji i niejeden kończył (nie tylko) w tej kwestii na tarczy, dlatego nie pozostaje nic , tylko życzyć nowemu gabinetowi sukcesów na tym polu. Chciałem jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz: zamiast mętnie myśleć o jakiejś gazecie o szerszym zasięgu, która by „dyskretnie” nas promowała, zróbmy Agencję Prasową. Szanujące się państwo ma swój rzetelny bank informacji- państwową agencję, która w krótkich, prostych i obiektywnych komunikatach rzucała by w szeroki v-świat informacje z naszego państewka. Tak funkcjonowała swego czasu SAI i Sarmacja miała nieustannie podawane informacje z pierwszej ręki o tym, co dzieje się w Sclavinii. Mamy nową stronę- chwali się (i to bardzo), teraz wystarczy dołączyć do niej skrypt informacyjny, podłączyć do agregatora agencji prasowej i… nadawać. A ja z miejsca ogłaszam : „Nasza Rzeczpospolita” w żadne półgierki z rządem ws. promocji wchodzić nie będzie (co nie oznacza, że nie będzie działać na rzecz Rzeczypospolitej).
Chciałem jednak zauważyć jedną niepokojącą sprawę, która niejako koresponduje z moją krytyką likwidacji Ministerstwa Kultury i Sportu. Mianowicie, nawet jeżeli osiągniemy cel- znajdziemy nowych mieszkańców, to potrzebny nam system edukacyjno-mentorski, który przekształci ich w sprawnych, zaangażowanych, a co za tym idzie –przydatnych państwu obywateli. Niestety, kwestia edukacji została całkowicie w expose przemilczana. A co za tym idzie kwestia polityki historycznej, o czym już wspominałem.
Czego jeszcze w expose nie ma, a czego po nim oczekiwałem? Nie ma żadnego pomysłu na usprawnienie działalności administracji, która w tym momencie leży. A dokąd zajść może państwo z administracją będącą nieaktywnym molochem? Odpowiedź jest prosta i przykra: na skraj przepaści. Pozostaje mieć nadzieję, że członkowie rządu po prostu dobrze się rozumieją i znajdą sami sposób na sprawną organizację pracy, bo jest jej naprawdę dużo. Choć czytając expose można mieć co do tego trochę wątpliwości…
Inne przemilczane kwestie to np. wspominana już przeze mnie polityka historyczna, a co za tym idzie także polityka spójności naszego państwa. Tak pięknie brzmiały w kampanii zapowiedzi kroków ku zachęceniu Pięciopolan do większej aktywności. W expose- cisza jak makiem zasiał. Nic nie ma na temat polityki informacyjnej (ale o tym ja już wspomniałem). Nie usłyszeliśmy także nic o planach rozwoju informatycznego, choć rząd tłumaczy tu poniekąd nowa strona internetowa, może nie idealna, ale na pewno stworzona rzetelnie. Nie usłyszeliśmy nic o kulturze, ani sporcie poza tym, że rząd ma je głęboko w poważaniu pozbawiając państwowego wsparcia. Nie było też nic o kontaktach z sarmacką centralą…
Ogólnie rzecz biorąc po expose czuję spory zawód. Te tematy, które zostały w nim podjęte są opracowane bowiem w miarę rzetelnie. Niestety jest ich mało. O wiele za mało jak na ilość problemów, które dręczą nasze państwo. Mam nadzieję, że rządzący wezmą sobie do serca tę krytykę i rządy będą wyglądały znacznie lepiej, niż ich zapowiedzi.
Życzę prezydentowi i jego ministrom wszystkiego najlepszego: pracowitości, skromności, wytrwałości i otwartości na pomysły.



