W bardzo niepokojącej, zdecydowanie przedwczesnej przedwyborczej ciszy rozegrała się, a właściwie się nie rozegrała kampania przed wyborami na pierwszego w historii prezydenta wspólnego państwa Sclavińczyków i Trizondalczyków. Mimo aż czterech zgłoszonych kandydatów, ledwie jeden pofatygował się, by podzielić się z obywatelami swymi prezydenckimi planami, sami zaś wyborcy nie wydali się być planami tymi zainteresowani. Sytuacja wygląda więc smutno, zwłaszcza dla mnie. Powtarzałem bowiem wielokrotnie, że kluczowym krokiem do budowy mocnego i aktywnego państwa musi być porządny i merytoryczny spór polityczny. Póki co, widnieje on tylko na wyborczej kartce…
Zacznijmy jednak od początku. Zgodnie z postanowieniami niedawno uchwalonej przez siebie Konstytucji, Konstytuanta, w drodze uchwały z dnia 22 marca, rozpisała wybory na Prezydenta Rzeczypospolitej Sclavinii i Trizondalu. Termin na zgłaszanie kandydatur i kampanię wyborczą został wyznaczony na dni 23-25 marca, zaś na głosowanie przeznaczono dni od 26 do 28 dnia tego miesiąca.
We wtorkowy wieczór, 24 marca przecierałem oczy ze zdumienia. Niedługo upłynąć miało 48h od otwarcia listy kandydatów, a nikt, zupełnie nikt jeszcze się nie zgłosił. Rozpaczliwie zastanawiałem się: co się dzieje? Wydawało się przecież, że czego jak czego, ale charyzmatycznych i doświadczonych liderów, którzy już niejednokrotnie stawali na czele wirtualnych państw Rzeczypospolitej nie brakuje. Iontz, Rozman, Hans, Komosiński, to tylko lepiej rozpoznawalne z potencjalnej listy osób nadających się na szefa nowego państwa.Tymczasem niedługo upłynąć mają dwa dni, a nikt się nie zgłasza. Wreszcie, gdy eldorackie zegary wskazywały godzinę za dwadzieścia pięć dwudziesta pierwsza w gabinecie przewodniczącego Konstytuanty pojawiła się długo wyczekiwana informacja: do elekcji zgłosił się pierwszy kandydat, Aaron v-hr von Lichtenstein-Rozman. Ledwie mieszkańcy RSiT zdążyli ochłonąć z ulgą, że “wreszcie się ktoś zgłosił” na opinię publiczną spadł kolejny grom: w trzy minuty po deklaracji Rozmana zyskał on bardzo poważnego kontrkandydata, ostatniego Księcia Trizondalu, Marcela bar. Hansa. Następnie, w ciągu niecałej godziny zgłosili się dwaj następni kandydaci: Piotr bar von Thorn- Cetnarowicz i Bratumił bnt Nowak. “Uratowaliśmy twarz” pomyślałem po cichu.
Tu należy się czytelnikowi krótka charakterystyka zgłoszonych kandydatów. Pierwszego z nich nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Aaron Rozman jest byłym Ministrem Spraw Zagranicznych Księstwa, wielokrotnym posłem, obecnie Senatorem, zaufanym człowiekiem JKW Piotra Mikołaja, starostą Sclavińskim, wreszcie, byłym prezydentem Sclavinii, oraz wielokrotnym ministrem i posłem w służbie RS. Uważany za swoisty autorytet w świecie wirtualnym, niedawno wymieniany jako poważny kandydat do objęcie teki Kanclerza KS, ostatecznie nim nie został wyraźnie się od tego wykręcając. Jako szef państwa sclavińskiego nie wsławił się co prawda szczególnymi osiągnięciami, a okres jego prezydentury jest uważany za początek regresu aktywności, lecz trudno nie zgodzić się z opinią iż Rozman należy do grupy osób, bez których Sclavinia nigdy by nie zdobyła uznania, jakim stale cieszyła się w Księstwe i i v-świecie.
Marcel bar. Hans, kolejny wielki mąż stanu. Rządził Księstwem Trizondalu przez prawie cały ostatni rok jego istnienia, to on, wraz z autorem tego tekstu, który miał wtedy przyjemność stać na czele sclavińskiego rządu, kładł podwaliny pod budowę pierwszej sformalizowanej współpracy między obydwoma krajami. Za jego czasów w TRizondalu dochodziło do ewolucji ustroju, oraz silnego rozwoju państwa, które, nieukrywajmy, w przec iwieństwie do Sclavinii w ostatnim okresie istnienia raczej zwiększało, niż zmniejszało swą aktywność.
Piotr bar. von Thorn-Cetnarowicz, postać bardzo kontrowersyjna, nie ciesząca się obecnie w Księstwie dobrą sławą, a to za sprawą swojego uzestnictwa w nieudolnym rządzie Browarczyka. Był Prezydentem Sclavinii w czasie, gdy popadała ona w coraz to większy regres. Sam nieukrywał, iż nie był w stanie sobie z nim poradzić, mimo to uznawany za jednego ze Sclavińczyków stanowiących trzon swojego państwa. Znany także z prowadzenia jedynego na terenie RSiT tabloidu, oraz nieustannej niemerytorycznej krytyki Michała Siduniaka.
Bratumił bnt Nowak jest także kolorową postacią, nigdy nie przebiera w słowach, wygłasza kontrowersyjne opinie. Był Ministrem Promocji w rządzie Browarczyka, wcześniej mieszkańcem Trizondalu, ciekawostką jest, iż całkiem niedawno isułował złożyć mandat do Konstytuanty, a z nieoficjalnych źródeł wiadomo, iż zastanawiał się nad wyprowadzką z RSiT. Najwyraźniej jednak te chęci mu przeszły i zostały zastąpione prezydenckimi ambicjami..,
A więc, po przeglądzie kandydatur można dojść do paru wniosków. Po pierwsze, choć każdy z nich prezentuje sobą osobowość ciekawą i każdy z nich może pochwalić się większym, bądź mniejszym doświadczeniem (ze zdecydowaną przewagą tych pierwszych), nie da się ukryć, iż zdecydowanie większe szanse na wybór, już na starcie kampanii (która, jak się potem okazało, nie odbyła się), miało dwóch pierwszych kandydatów. Silne nazwiska, solidne przygotowanie, brak specjalnych kontrowersji, sprecyzowane poglądy, wszystko, czego należałoby oczekiwać od kandydatów na najwyższy urząd w państwie. Pozostali dwaj, cóż, Cetnarowicz ostatnio nie ma najwyższych notowań, bardziej znany z niewybrednych dowcipów, niż merytorycznych wypowiedzi, ponadto splamiony uczestnictwem w feralnym gabinecie bez przedstawienie dobrego programu raczej nie mógł liczyć na wybór. Nowak zaś jako jedyny z czwórki nigdy nie kierował organizmem państwowym, ponad to nigdy nie wiadomo, co kiedy powie, jest bardzo nieobliczalny, co nie przysłania rzecz jasna jego licznych walorów. Żaden kandydat nie mógł być jednak skreślony z miejsca, pod warunkiem przeprowadzenia solidnej kampanii wyborczej.
I tu dotykamy wreszcie sedna sprawy, jakiejkolwiek właściwie kampanii wyborczej, czyli tego, czego nowopowstałe państwo potrzebowało najbardziej- zabrakło… Jako jedyny swe plany ogosił Marcel Hans, przedstawiając obszerny, czterorozdziałowy, składający się z kilkudziesięciu punktów program, po czym odpowiadając na pytania zadawane przez tylko jednego niestety obywatela, a mianowicie autora tego tekstu. Reszta kandydatów całkowicie milczała. Najbardziej in minus zaskoczyła mnie postawa Aarona v-hr. Rozmana. Naprawdę nie rozumiem, czego ten wielki polityk chciał zgłaszając swój udział w wyborach. Od kilku miesięcy nieukrywa, iż ma bardzo niewiele czasu i nie podejmuje właściwie jakichkolwiek działań na sclavińsko-trizondalskim forum. Odmówił fotela Kanclerza, jest mało widoczny. Dlaczego zgłosił się na prezydenta, po czym ani razu sie nie odezwał? Nie rozumiem, ale to na pewno nie była postawa godna męża stanu, za jakiego jest powszechnie uważany. Mnie osobiście także Aaron bardzo swym działaniem, a właściwie jego brakiem, rozczarował.
Na Cetnarowicza i Nowaka powiem szczerze, nie bardzo liczyłem. Jako uzasadnienie podam treść zgłoszenia tego pierwszego do udziału w wyborach. Z bardzo specyficznym dla siebie poczuciem humoru ogłasza on w nim: “Pomimo wiadomej hańbiącej przegranej, na Sri Lankę i otaczające ją kontynenty… Zgłaszam się” Po czymś takim cudów merytorycznej debaty spodziewać się, doprawdy, nie należy. Co zaś się tyczy Nowaka, to sądzę, że nie wykorzystał on świetnej szansy, jaką stwarzały mu te wybory i jego w nich kandydatura. Nie twierdzę, że miał wielką szansę na zwycięstwo, ale z pewnością mógł zaprezentować się z dobrej strony i pokazać, że rzeczywiście mu zależy na nowym państwie. Szansy tej nie wykorzystał.
Jednak nie wykorzystana szansa jednego z jej obywateli nie może przysłonić szansy, której nie wykorzystaliśmy wszyscy, jako obywatele niedawno powstałej Rzeczypospolitej Sclavinii i Trizondalu. Całkiem niedawno w tekście “Mamy Konstytucję, czas na rząd” mówiłem o wadze, jaką będzie dla naszego państwa miała pierwsza kampania wyborcza. Podkreślam bowiem po raz setny i z resztą nie ja jeden to podkreślałem: im więcej w mikronacji zdrowego sporu im więcej poważnych linii podziału politycznego, tym mikronacja aktywniejsza, ciekawsza i bardziej wartościowa. Po tych wyborach Rzeczpospolita nie wzbogaci się o żaden z tych trzech szlachetnych przymiotników. Oby wzbogaciła się po kadencji pierwszego prezydenta.
Stanisław bnt Gertald



