Z narastającym zdziwieniem obserwuję to, co ostatnimi czasy dzieje się w sarmackiej prasie ze szczególnym wyróżnieniem “Gońca Czarnoleskiego”. W ostatnich dniach rozpętała się tam swoista histeria mająca na celu pokazanie, jak bezsensownym i idiotycznym ruchem było połączenie Sclavinii i Trizondalu. Redaktor Leszczyński postawił sobie chyba za punkt honoru wysnucie takiej liczby czarnych scenariuszy i fatalistycznych wizji, aby nikt nie miał wątpliwości, że Rzeczpospolita Sclavinii i Trizodalu jest skazana na klęskę. Poniekąd mnie to dziwi, poniekąd zaś bawi. W zdecydowanej większości są to bowiem zarzuty wyraźnie wymuszone i wyprodukowane tylko po to, aby wzmocnić tę wątpliwą tezę.
Zupełnie nagle, po roku pełnego szacunku i uznania, jakim Sclavinia i Trizondal cieszyły się wśród Sarmatów, są one ni stąd ni z owąd przyrównywane do (po)tworów i nanonacji. Tak jakby Pan Redaktor, oraz wielce szanowni czytelnicy komentujący artykuły zapomnieli, iż jeszcze pół roku temu Sclavinia uznawana była za najaktywniejszą prowincję, a zamiszkujący ją obywatele sprawowali (z resztą w znacznej części sprawują do dziś) najwyższe stanowiska państwowe. Tyczy się to także Trizondalu. Przejdźmy jednak do konkretnych zarzutów podniesionych w tekście “Przełomie, przełam się”.
1. Redaktor Leszczyński był łaskaw stwierdzić, iż z trzech, jego zdaniem niezbędnych elementów, które potrzebuje państwo do prawidłowego funkcjonowania (wymienia tu obywateli, instytucje oraz ideę), Rzeczpospolita posiada jedynie obywateli. Zgodzę się całkowicie z Panem Redaktorem, jeśli chodzi o samo założenie dotyczące przytoczonych przeze mnie elementów, tak, też z grubsza uważam, iż właśnie takie czynniki powinny się składać dobrze funkcjonujące państwo. Dalej jednak zadziwię Pana Leszczyńskiego. Otóż twierdzę, iż Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu posiada co najmniej dwa z nich, mianowicie aktywnych i to bardzo aktywnych obywateli, a także ideę i jest na najlepszej drodze, aby w najbliższym czasie dopracować się i tzeciego. Trudno nie uznać za ideę wystarczającą do stworzenia nowego organizmu państwowego zamierzenia, jakim kierowały się władze obydwu państw, oraz wszyscy ich obywatele, a mianowicie chęci stworzenia nowego, lepszego państwa, będącego zderzeniem dwóch v-narodów, dwóch kultur politycznych w celu osiągnięcia czegoś zupełnie nowego i niepowtarzalnego. Czego więcej, pod względem ideowym wymaga Pan od mikronacji, Panie Redaktorze? Stworzenia nowej jakości myślenia obywateli o państwie, nowej filozofii rządzenia, czy może Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela?
Co się zaś tyczy instytucji, ich brak chyba nie jest dobrym punktem do “czepiania się” państwa powstałego dziesięć dni temu. Póki co powstała Konstytuanta, a wszyscy obywatele skupieni są na wypracowaniu takiego ustroju, który odpowiadał by na wszystkim. Czy to właśnie Zgromadzenie Konstytucyjne według Pana “nie rokuje najlepiej”?
2.Ustrój państwa, tu Pan Leszczyńśki okrótnie się zżyma. “Znów ta okropna demokracja, znów te nieopierzone maluchy nie mogą zrozumieć, że to nie jest system na chude lata.” Co prawda po postawieniu tej tezy nie był łaskaw jej uzasadnić, twierdząc jedynie katastroficznie, że “demokracja ich zabije”, ale ja postaram się pytaniami to uzasadnienie na nim wymusić. Panie Redakorze, czy naprawdę uważa Pan, że utrzymywanie marionetkowego władcy ma tu jakiekolwiek znaczenie? Myśli Pan tu o tym, by władzę monarszą powierzyć JKM Łukaszowi Danielowi? To bardzo szczytna idea, sam darzę naszego Księcia wielkim szacunkiem, gdyż zawsze z pozytywnym nastawieniem odnosił się zarówno do Sclavinii i Trizondalu, jak i koncepcji połączenia naszych krajów, jedakże nie wydaje mi się, aby dorzucenie Miłościwie Nam Panującemu jeszcze jednego obowiązku spowodowało jakieś ożywienie w nowym państwie. Naprawdę uważa Pan, iż obarczony wystarczającym ciężarem, jakim jest sprawowanie władzy w Sarmacji i Bardiasie (notabene- czy o tym państwie chodziło Panu, kiedy pisał Pan o tym, że monarchia jest najlepszym lekarstwem na kryzys?), oraz władzą suwerenną nad wszystkimi prowincjami miałby więcej czasu na zarządzanie RSiT niż specjalnie do tego wybrany Prezydent? Ciekawa teoria, jednakże sprawdzanie jej w praktyce mogłoby być nieco ryzykowne.
3.Kwestia forum. Ten zarzut jest chyba tylko po to, by zwiększyć objętość słowną Pańskiego artykułu, który i tak przeciez do najdłuższych nie należy. Prawdę mówiąc, jestem nawet zadowolony, że taki krytyk jak Pan musi się uciekać do tak słabych argumetów wobec nowopowstałego państwa. Lista dyskusyjna, świetnie, może i jest nieco bardziej, jak to Pan określił, dynamiczna. Na pewno jednak nie jest bardziej przejrzysta. Ciekawy jestem, swoją drogą, jak Pan sobie wyobraża obradowanie parlamentu, czy urzędowanie rządu na liście dyskusyjnej. Państwo, żeby naprawdę istniało musi mieć swoje terytorium, w przypadku v-państw są nimi strony internetowe i fora właśnie. Chyba że życzy Pan Rzeczypospolitej, aby była organizmem istniejącym jedynie w skrzynkach mailowych obywateli. Pominę już kwestie związane z historią i tradycją (którą nazwał Pan toksyczną…).
4.”Nie ilość, Panowie, a jakość” apeluje dramatycznie zapominając niestety o przedstawicielkach płci pięknej Pan Redaktor. To kolejna fascynująca teza, których pełno w tym felietonie. Po pierwsze, nie wiem dlaczego twierdzi Pan, Panie Redaktorze, iż zjednoczone siły dwóch państw o przebogatej (acz odmiennej) historii, tradycji i kulturze, stanowią marną jakość, dodanie do siebie dwóch kryzysów (absurd), lub połączenie “zdesperowanych nanonacji” (choć nad tym sformułowaniem to chyba Pan nie pomyślał…). Prawdę mówiąc, trudno mi jest polemizować z tak przedziwną i niczym nieuzasadnioną opinią. Moim zdaniem połączone państwa to nie suma dodawania kryzys+kryzys, ale raczej odwrotnie dobra tradycja Sclavińska+dobra tradycja Trizondalska- kryzys= Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu. Jak można mówić, że połączone siły dwóch krajów, na których bark aktywności odcisnął co prawda ostatnio (jak na całej Sarmacji) spore piętno, lecz krajów o bogatej historii, krajów uznanych i szanowanych, krajów z co najmniej dziesięcioma aktywnymi obywatelami, będą stanowiły siłę dwa razy mniejszą? Logiki, Panie Redaktorze, brak…
Po drugie, śmieszy, w odniesieniu do mikronacji slogan mówiący, że ilość się nie liczy. Rozumiem, Pan Leszczyński uważa, że lepiej, aby istniały dwa kraje z mniejszą ilością obywateli, niż jeden z ilością równą sumie liczb obywateli tych dwóch krajów. Naprawdę, przeczy Pan sam sobie, dwa dni temu w naprawdę dobrym artykule “Ostatnia deska ratunku” twierdził Pan i to na samym jego początku, iż to aktywność napędza mikronacje i stanowi o ich “być albo nie być”. To teraz pytane za dwadzieścia pięć punktów: Co, jak nie duża ilość obywateli tę aktywność ma napędzać? Radzę się zastanowić przed napisaniem następnego artykułu.
Tak więc, z całym szacunkiem, którym Pana darzę, Panie Redaktorze, nie ma Pan racji. Nazywanie RSiT państwem “o mentalności kupy” też jest nie na miejscu. Powody, dla których ilość w mikronacjach też się liczy przedstawiłem w punkcie wyżej. Rozumiem, że przez jakże obrazobórcze sformułowanie “kupa”, chciał Pan powiedzieć, iż dwa zjednoczone v-narody nie tworzą społeczeństwa, lecz zbiorowość. I tu się Pan myli. Zbiorowość ma to do siebie, iż należący się do niej ludzie gromadzą się mimowolnie, przypadkiem. Obywatele Rzeczypospolitej spotkali się na jej forum z pełnym przekonaniem, iż połączenie jest dobrą drogą, zgromadził ich też jeden, bardzo konkretny cel: chcą stworzyć państwo, w którym dalej będzie im się żyło dobrze, państwo silne i wartościowe, państwo o którego zadecyduje zarówno ilość jego obywateli, jak i jego jakość. Takie zdrowe połączenie dwóch przeciwieństw.
Pozdrawiam, Panie Redaktorze.
Stanisław bnt Gertald



